Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR

CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR

Chilling Visions: 5 Senses of Fear

ocena:6
Rok prod.:2013
Reżyser:Eric England i inni
Kraj prod.:USA
Obsada:Hilary Greer, Danae Nason, Thea Trinidad, Aubrey Wakeling
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Krytycy w swoich recenzjach wytykając horrorom najróżniejsze mankamenty, nierzadko zarzucają twórcom zmarnowanie potencjału, jaki tkwił w pomyśle na film. Zaraz później dodają, że koncept ów idealnie sprawdziłby się w krótkim metrażu. Rzecz w tym, iż dystrybutorów z wiadomych względów nie interesuje filmowa krótka forma. Dlatego też pomysły na kilkunastominutowe fabuły albo lądują w szufladzie, albo dostosowywane są na potrzeby serialowego epizodu (choć ostatnimi czasy wśród fanów większą estymą cieszą się kilkunasto lub kilkudziesięcioodcinkowe seriale fabularne). Jeszcze innym pomysłem na zagospodarowanie krótkich filmowych makabresek są antologie. W ostatnich kilku latach mogliśmy zobaczyć co najmniej pięć amerykańskich antologii pokazujących najróżniejsze oblicza grozy – „V/H/S”, „V/H/S 2”, „The ABCs of Death”, „Trick 'r Treat” oraz „Chillerama”.

Obraz „Chilling Visions: 5 Senses of Fear” podzielono na pięć części, każdemu z nich twórcy nadali tytuł będący nazwą jednego z ludzkich zmysłów. Mamy więc do czynienia z „Zapachem”, „Wzrokiem”, „Dotykiem”, „Smakiem” oraz „Słuchem”. Nowelki filmowe, jak nietrudno się domyśleć, opowiadają historie, których myślą przewodnią jest wpływ jednego ze zmysłów na ludzkie życie. Nienowy to temat, bo horror bardzo często w mniej lub bardziej poważny sposób traktuje o zmaganiach człowieka z własną cielesnością. Omawiana tu antologia nie należy do filmów, które koniecznie należy zobaczyć, niemniej cztery segmenty zostały na tyle ciekawie wymyślone i sprawnie zrealizowane, że ich seans może być nader satysfakcjonujących doświadczeniem.

Mnie najbardziej przypadł do gustu epizod zatytułowany „Smak” wyreżyserowany przez Erica Englanda. Opowiada historię młodego hakera, któremu wręcz emanująca seksapilem kobieta proponuje pracę w okrytą aurą tajemnicy korporacji. Ceniący swą niezależność młody człowiek oczywiście odrzuca możliwość współpracy z „większym graczem”. W reakcji na odmowę bohater zostaje zjedzony. Dosłownie. Nie będę wnikał w szczegóły bo to one, nie finał, czynią film intrygującym i szokującym. „Smak” w alegoryczny sposób opowiada o tym, ile znaczy jednostka, nawet wybitna, wobec ekonomicznej potęgi międzynarodowego koncernu. Oprócz tego pokazuje również, jak pieniądze wyjaławiają człowieka z wrażliwości i empatii (pracownicy korporacji oraz interesanci widzą, jak morduje się bohatera, jednak nie reagują na bestialstwo, którego są świadkiem).

Na uwagę zasługuje także segment „Słuch” autorstwa Jessego Hollanda i Andy’ego Mittona. Kilkunastominutowa fabuła opowiada o czworgu młodych reporterach, którzy przygotowują materiał o dźwiękach zmieniających postrzeganie rzeczywistości. Pewnego dnia bohaterowie dowiadują się o nagraniu autorstwa rosyjskiego kompozytora, które odtworzone w całości czyniło z ludzi szaleńców. W trakcie prac nad filmem ktoś przesyła im kasety z zarejestrowanym eksperymentem polegającym na badaniu ludzkich zachowań wywołanych wpływem wspomnianej wyżej melodii. Młodzi ludzie tego, że przez kogoś zostali zmanipulowaniu, dowiadują się, kiedy jest już za późno. Całość zrobiono w konwencji mockumentary. Opowieść intryguje od samego początku – dynamiczna narracja nie pozwala oderwać uwagi od ekranu – zaś efekt „filmu w filmie” idealnie nadaje się do tego, by stopniować napięcie.

Całkiem nieźle ogląda się dwie pierwsze historie – „Zapach” Nicka Everharta oraz „Wzrok” Miko Hughesa. Nie dlatego, że ich fabułę zbudowano na fundamencie oryginalnych konceptów albo że autorzy w nich odkrywają nie wiadomo jakie prawdy, ale przez to, że opowiedziano je z dużą lekkością, bez zbędnych wycieczek w poszukiwaniu odpowiedniego klimatu oraz wyszukanej formy. Bohaterem pierwszego epizodu jest młody człowiek, dla którego życie jest nieustającym pasmem udręk – właśnie opuściła go dziewczyna, w pracy „szaleją” z redukcjami, życie przestało mieć jakikolwiek sens. Pewnego dnia mężczyznę odwiedza akwizytorka i sprzedaje mu wodę kolońską, która jego egzystencję uczynić ma pasmem sukcesów. Szybko okazuje się, iż każdorazowe zastosowanie kosmetyku rzeczywiście przynosi mu ogrom szczęścia – w pracy szybo awansuje, kobiety za nim szaleją, ni stad ni zowąd pojawiają się duże pieniądze. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku gdyby nie jedno odkrycie bohatera – kosmetyk sprawia także, iż jego ciało zaczyna gnić. Przesłanie, jakie autorzy filmu chcieli zawrzeć w swojej opowieści jest chyba aż nazbyt czytelne. Całość nakręcona jest z biglem, wstawki komediowe umiejętnie przeplatane są sporą dawką makabry.

Bohaterem „Wzroku” jest okulista, który prowadzi podwójne życie – jest szanowanym i cenionym specjalistą, ale też dziwakiem napawającym się wspomnieniami pacjentów, które „kradnie” im podczas badań dzięki zbudowanemu przez siebie urządzeniu. Pewnego dnia doktor odkrywa, iż jego ulubiona klientka bita jest przez narzeczonego. Postanawia zainterweniować i zaprasza damskiego boksera do siebie na darmową wizytę kontrolną. Podczas badań aplikuje mu skondensowaną dawkę najgorszych wspomnień, jakie dotąd „ściągnął” od swoich pacjentów. Krewki narzeczony nie wytrzymuje takiej porcji przemocy i próbuje wyładować swoją wściekłość na wszystkich, którzy przyczynili się do jego stanu. Banalna historyjka, bo o konsekwencjach wchodzenia z butami w czyjaś prywatność, ale dzięki okrojeniu jej z niepotrzebnych wątków ogląda się ją z przyjemnością.

Ze wszystkich pięciu opowieści jedynie „Dotyk” (reż. Emily Hagins) sprawia wrażenie niedopracowanej, jakby w antologii znalazła się tylko po to, by całość trwała półtorej godziny. Jest to historia niewidomego chłopca, który pośród pustkowi musi szukać pomocy dla swoich poszkodowanych w wypadku rodziców. Bohater szybko znajduje położony pośród leśnych ostępów kompleks opuszczonych budynków, który za swoją siedzibę obrał sobie żądny krwi psychopata. By ocalić siebie i swoich rodzić chłopiec będzie musiał stoczyć walkę z nim walkę. Wszystko dzieje się niby szybko, ale ze względu na to, że twórcom zabrakło pomysłu, jak pokazać świat z perspektywy mierzącego się ze złem dzieciaka, epizod ogląda się bez większych emocji. Gwoździem do trumny jest zakończenie – słodki happy end rodem z serialowej masówki.

Kamieniem milowym, dokładającym coś nowego do formuły gatunku „Chilling Visions: 5 Senses of Fear” na pewno nie jest. To kawałek na wskroś rozrywkowego i lekkiego kina, które uprzyjemnić ma wolny wieczór. I jako takie sprawdza się bardzo dobrze. Poszukujący bezkompromisowego i naprawdę mocnego kina nie znajdą w antologii zbyt wiele dla siebie. Podobnie jak ci, dla których horror ma być wycieczką w intrygujący i zmuszający do refleksji świat.

Screeny

HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR HO, CHILLING VISIONS: 5 SENSES OF FEAR

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nieźle nakręcone historie
+ makabryczny „Smak”
+ zastosowanie mockumentary w „Słuchu”
+ humor w „Zapachu”

Minusy:

- nie do końca przemyślany „Wzrok”
- całość mogłaby być bardziej oryginalna

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -