Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE OF THE END TIMES, THE

HOUSE OF THE END TIMES, THE

House of the End Times, The

ocena:7
Rok prod.:2013
Reżyser:Alejandro Hidalgo
Kraj prod.:Wenezuela
Obsada:Ruddy Rodríguez, Guillermo García, Rosmel Bustamante, Gonzalo Cubero
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Chciałoby się, żeby każdy horror reprezentujący jakąś egzotyczną kinematografię wnosił do spetryfikowanego gatunku powiew świeżości albo chociaż zgrane schematy fabularne przedstawiał w intrygującym anturażu oddającym specyfikę świata oraz mentalność ludzi w nim zamieszkujących. Niestety, realizacją podobnych postulatów pochwalić się może jedynie kino azjatyckie. Reszta świata jak najwierniej, z lepszym lub gorszym skutkiem, stara się kopiować patenty wypracowane i do cna już wyeksploatowane przez kinematografię anglosaską. Na hollywoodzkich wzorcach oparł swój film – „The House of the End Times” – pochodzący z Wenezueli Alejandro Hidalgo. Warto jednak przyjrzeć się bliżej produkcji jego autorstwa, bo mimo odwołania się do znanych klisz fabularnych, ma ona w sobie coś, z czego amerykańscy fachowcy od efektów specjalnych już dawno temu odarli swoje filmy.

Niemłoda już matka wychowująca dwóch synów oskarżona zostaje o zamordowanie męża oraz jednego dziecka. Po trzydziestu latach odsiadki na mocy ustawy umożliwiającej starszym osobom dokończenie kary w innym trybie, kobieta wraca do domu. Zaraz potem odwiedza ją ksiądz. Dulce mając świadomość tego, iż niewiele zostało jej czasu, postanawia wyjawić duchownemu, iż do śmierci jej syna i męża doprowadził... dom, w którym oboje właśnie się znajdują. Zaintrygowany sprawą ksiądz postanawia sprawdzić historię budowli, w której doszło do tragedii. Zszokowany odkrywa, iż w tajemniczym i upstrzonym okultystycznymi symbolami domostwie na przestrzeni kilkudziesięciu lat wielokrotnie dochodziło do tajemniczych zaginięć. Co więcej, dowiaduje się również tego, kiedy po raz kolejny dojdzie do manifestacji budzących przerażenie sił.

Film Hidalgo zaczyna się od trzęsienia ziemi – wszystkie bowiem okoliczności sugerują, że główna bohaterka naprawdę zabiła męża i przyczyniła się do tajemniczego zaginięcia syna. Nic więc dziwnego, iż skonfundowani patrzymy na strażników zamykających ją na trzydzieści lat w zakładzie karnym. Później, kiedy bohaterka już jako staruszka warunkowo wychodzi z więzienia i zamieszkuje w swym dawnym domu, przekonujemy się, iż jest on rzeczywiście nawiedzony. Od tego momentu filmowa fabuła przybiera kształt klasycznej ghost story – co i rusz na dalszym planie przemyka jakaś postać, bohaterka nieustannie odczuwa czyjąś obecność, cały dom wydaje się żyć i obserwować kobietę. Częściej niż w pierwszych minutach projekcji twórcy filmu przenoszą nas w czasy, kiedy przy Dulce byli jej dwaj synowie. Dowiadujemy się o kryzysie w jej małżeństwie, jak również tego, co stało się z młodszym dzieckiem bohaterki. Okazuje się, iż już wtedy zarówno ona jak i jej starszy syn przekonani byli o tym, że dom jest nawiedzony. Ważnym wątkiem jest śledztwo księdza, który odkrywa, iż takie a nie inne umiejscowienie budynku ma ogromne znaczenie. To znowu budzi skojarzenia z legionem filmów, w których areną makabrycznych wydarzeń były domy – a to wybudowane za zgliszczach cmentarzy, a to wzniesione na miejscu ważnym dla starożytnego kultu, wreszcie wręcz „napęczniałe” od ogromu tragedii, do jakich dochodziło w jego murach.

W pewnym jednak momencie – i jest to naprawdę zaskakująca scena – orientujemy się, iż wykorzystanie wyżej opisanych klisz fabularnych jest swojego rodzaju wprowadzeniem do innej, przykuwającej uwagę i naprawdę intrygującej historii. Jej sens okazuje się zupełnie odmienny od tego, który dotąd sugerowali nam twórcy wykorzystując oczywiście nasze oparte na schematach myślenie o sposobach budowania napięcia w horrorze. Co więcej, autorzy filmu nie poprzestają na jednorazowym postawieniu widza na nogi. Cały czas podsuwają tropy, które zmuszają do reinterpretacji tego, co już wiemy czy to na temat rodziny Dulce, czy też o historii jej domu. A robią bez uciekania się do efekciarstwa czy chwytów znanych z amerykańskich filmów.

Gdybym miał się pokusić o wskazanie najbardziej znaczącej zalety „The House of the End Times”, bez wątpienia byłoby to umiejętne kreowanie klimatu takiego, jakim po brzegi wypełnione były horrory włoskich mistrzów - Dario Argento czy Lucio Fulci. Akcja w filmie Hidalgo daleka jest od pędu i dynamizmu, do czego przyzwyczaiło nas kino grozy „made in Hollywood”. Tu kamera niespiesznie podąża za bohaterami umiejętnie przy tym wyłapując ciekawe szczegóły scenograficzne. Co ważne, południowoamerykański reżyser, podobnie jak dawniej Włosi, nie boi się budować kadru z nietypowej perspektywy co jeszcze bardziej podkreśla niesamowitość miejsca, w którym rozgrywa się akcja. Przez nasycenie barw, osadzenie akcji w zamkniętej przestrzeni oraz ograniczenie bohaterów do niezbędnego minimum, jemu oraz polskiemu operatorowi, Cezaremu Jaworskiemu, udaje się nasączyć filmową opowieść aurą oniryczność przez co chwilami widz może odnieść wrażenie zatarcia granicy między przytłaczającą jawą a sennym koszmarem.

Mimo zalet, o których jest wyżej, debiut Alejandro Hidalgo to kino dalekie od doskonałość. Najbardziej kuleje w nim kreacja bohaterów drugoplanowych. Oni po prostu są – bez pomysłu na to jak ich zagrać, ani na to, jak poszczególne postacie swoim nietuzinkowym wizerunkiem mogłyby wzbogacić fabułę. Za niedopatrzenie też (lub brak konceptu na to, jak ów wątek można było lepiej wykorzystać) uznać też należy pobieżne potraktowanie historii domostwa, w którym, jak się okazuje, przez lata dochodziło do tragedii. Zabrakło kilka fabularnych drobiazgów związanych z przeszłością, które uczyniłyby opowieść ciekawszą i bardziej wieloznaczną.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić na filmową wycieczkę w świat południowoamerykańskiej grozy. Seans „The House of the End Times” powinien usatysfakcjonować przede wszystkim tych, którzy cenią sobie sposób opowiadania obrazem oraz taką jego stylizację, by historia jak najsilniej oddziaływała na naszą wyobraźnię.

Screeny

HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE HO, HOUSE OF THE END TIMES, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ z czasem coraz bardziej przykuwa uwagę
+ niesamowita atmosfera
+ intrygująca historia
+ ciekawa kreacja głównej bohaterki
+ scenografia
+ sposób prowadzenia kamery
+ niespieszna narracja
+ zaskakujące zwroty akcji

Minusy:

- fabuła wydaje się być trochę niedopracowana
- bohaterowie drugoplanowi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -