Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE ON SORORITY ROW, THE

HOUSE ON SORORITY ROW, THE

Dom pani Slater

ocena:8
Rok prod.:1983
Reżyser:Mark Rosman
Kraj prod.:USA
Obsada:Harley Jane Kozak, Lois Kelso Hunt, Jodi Draigie, Robin Meloy, Ellen Dorsher, Kate McNeil, Eileen Davidson
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Co do jednego nie powinno być wątpliwości – „The House on Sorority Row” nie powstałby, gdyby trzy lata wcześniej w amerykańskich kinach nie zagościł „Friday the 13th” Seana S. Cunninghama. Nie odmawiając filmowi Marka Rosmana realizacyjnej sprawności czy pomysłowości w kreowaniu bohaterów, należy jednak wskazać, iż reżyser ze słynnego klasyka pozwolił sobie pożyczyć naprawdę bardzo dużo. I nie chodzi tu tylko o gatunkowe wyznaczniki slashera, ale konkretne patenty fabularne, które w 1980 roku wykorzystał Cunningham. Czy zatem seans „The House on Sorority Row” będzie stratą czasu? Nic z tych rzeczy – film Rosmana nawet po trzydziestu latach ogląda się dobrze, a dla miłośników slashera powinna być to wręcz lektura obowiązkowa.

O czym jest to dzisiaj trochę zapomniane dzieło? Jego bohaterkami jest siedem studentek wynajmujących pokoje w domu pani Dorothy Slater. Dziewczyny postanawiają hucznie uczcić zakończenie roku akademickiego, a nade wszystko otrzymanie upragnionych dyplomów. Chcą urządzić imprezę na miejscu, w budynku należącym do starszej pani. Ta jednak kategorycznie odmawia dziewczynom. Po krótkiej scysji nakazuje studentkom, by jak najszybciej wyniosły się z jej domu. Bohaterki nie dają za wygraną i podejmują decyzję, by zemścić się na pryncypalnej pani Slater. Na skutek nieszczęśliwego wypadku starsza kobieta zostaje postrzelona. Dziewczyny przerażone skutkami swojego czynu ukrywają ciało właścicielki akademika. Podczas imprezy dochodzi do serii wyjątkowo brutalnych morderstw.

Gdyby komuś zależało na analitycznym podejściu do podgatunku zwanego slasherem, w swojej pracy musiałby zawrzeć opis „The House on Sorority Row”, ponieważ film Marka Rosmana jest wręcz wzorcową realizacją wszystkich gatunkowych założeń. Bohaterkami filmu są młode, atrakcyjne dziewczyny, które przez kilka lat mieszkały w jednym domu studenckim. Prawie wszystkie ceniąc sobie bardziej imprezę, niż spokój i mir domowy starszej pani, postanawiają odegrać się na schorowanej, acz zdecydowanie apodyktycznej kobiecie. Wśród „rozwirowany” i pozbawionych kośćca moralnego studentek znajduje się oczywiście ta „jedyna sprawiedliwa” – szanująca bliźniego, sprawiedliwa, słuchająca mamy, nietykająca alkoholu i raczej stroniąca od męskiego towarzystwa. Siłą rzeczy ona zostaje „final girl” i to jej przyjdzie stoczyć walkę z filmowym czarnym charakterem.

Po drugiej stronie barykady mamy psychopatę, który z zimną krwią tropi i zabija młode bohaterki. Twórcy filmu do samego finału zwodzą nas co do jego tożsamości. Do ostatnich scen nie wiemy, czy mordercą jest pani Slater, czy ktoś, kto postanowił zemścić się na studentkach za krzywdę jej uczynioną. Zabójca z „The House on Sorority Row” nie zabija dziewczyn w sposób gwałtowny - patrzy na nie, analizuje sytuację i atakuje wtedy, kiedy wiąże się to z minimalnym ryzykiem. Jak w innych slasherach i tu psychopata dostaje fory. Potrafi bardzo szybko przemieszczać się, prawie nigdy nie daje się zaskoczyć, nie popełnia błędów no i bardzo trudno go unicestwić. W finale, jak na przystało na slasherowego killera przywdziewa maskę. Kiedy wreszcie wychodzi na jaw, kim jest oprawca, zarówno jego postać jak i sposób działania wręcz idealnie wpasowują się do wzorca szwarccharakteru ze slasherów sprzed trzech dekad. A i z cała jaskrawością także widać, na jaki film „zapatrzeni” byli autorzy scenariusza do „The House on Sorority Row” - Mark Rosman i Bobby Fine.

Ani ewidentne zapożyczenia, ani wiek nie zaszkodziły filmowi Rosmana - „The House on Sorority Row” ogląda się naprawdę dobrze. Intryguje już początek, czyli przeniesienie akcji w lata 60., kiedy bardzo młodą panią Slater bardzo okrutnie doświadczył los. Później przenosimy się w kolorowe lata 80., do „energetycznych” studentek i ich pożegnalnej imprezy. Reżyserowi udało się zrobić film, w którym non stop się cos dzieje. Początek oczywiście nie wskazuje na to, iż będziemy mieli do czynienia z horrorem. Poznajemy bowiem główne bohaterki filmu, dowiadujemy się co chcą zrobić i co może zaszkodzić ich planom. Ale nie ma w tym nudy, bo widzom udziela się entuzjazm i spontaniczność bohaterek. Groza wkrada się w opowieść, kiedy na ekranie pojawia się pani Slater.

Jedno wydarzenie - to kluczowe w filmie, które jest związaniem akcji - zmienia nasz stosunek do zdecydowanej większość bohaterów. Przede wszystkim przestajemy postrzegać dziewczyny, jako trochę „postrzelone laski”, którym zależy na dobrej zabawie. Aby osiągnąć cel, dość banalny zresztą, gotowe są pójść na bardzo znaczące kompromisy moralne. Nic dziwnego więc, że muszą za swe decyzje zapłacić. Trudno też nie zmienić opinii na temat pani Slater. Nieprzejednana i apodyktyczna, ma jednak prawo ustalać zasady we własnym domu. Dlatego uśmiercaniu kolejnych studentek nie towarzyszy poczucie straty – nie dopingujemy im, a mordercy, wszak jak wspomniałem wcześniej, bohaterki świadomie brnąc w zło zasłużyły na karę.

I tak jak same sceny mordów może nie robią większego wrażenia, tak podobać się może finał filmu Rosmana. Z jednej strony dowiadujemy się kim jest morderca, ujawniona zostaje tajemnica domu pani Slater, z drugiej zaś historia zwieńczona zostaje kapitalną, bo dramatyczną i podnosząca ciśnienie sekwencją. Trwa ona dość długo, bo do samego końca realizatorzy trzymają nas w niepewności co do wielu kluczowych kwestii, z drugiej strony tak została skomponowana, by z każdym wydarzeniem jeszcze bardziej zintensyfikować emocje. No i ostatnie ujęcie – oklepane, wyświechtane, ale w slasherach zawsze się sprawdza.

Niejeden fan tego rodzaju filmowej grozy zakrzyknie: „są cycki, jest zabawa”. W „The House on Sorority Row” nie brakuje typowej dla konwencji golizny. Panny są nienajgorsze i dość chętnie pokazują swe wdzięki. Jako aktorki nie dają popisu na miarę Oskara, ale i nie po to zatrudniono jest w tego typu produkcji. Sześć z nich tworzy wiarygodną, choć nie do końca różnorodną grupę, jedna, zgodnie z wymogami gatunkowymi, wyróżnia się spośród koleżanek. To wszystko wygrane zostało na poziome co najmniej zadowalającym. Za to nieźle w roli pani Slater wypadła Lois Kelso Hunt. Jest coś takiego w wyglądzie tej aktorki, co powoduje, iż samym pojawieniem się wywołuje dreszczyk lęku. Jej sposób bycia (elegancja, wyniosłość i złowrogo wyglądająca laska) oraz otoczka tajemniczości sprawiają, iż jest to postać, przed którą wszyscy czują respekt.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić fanów filmowej grozy na seans „The House on Sorority Row”. Dla jednych może być to ciekawa wycieczka w przeszłość, wszak kino to sztuka żywa, podlegająca metamorfozom i ewolucji. Zaś dla miłośników klasycznych slasherów projekcja filmu Marka Rosmana będzie pierwszorzędną zabawą.

Screeny

HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE HO, HOUSE ON SORORITY ROW, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca opowieść
+ dynamicznie opowiedziana historia
+ sporo tajemnic, które dopiero w finale zostają rozwikłane
+ ogląda się be wrażenia obcowania ze starocią
+ dla fanów gatunku lektura obowiązkowa
+ zapożyczenia z innego klasyka, co dla jednych będzie zaletą dla innych wadą

Minusy:

- zapożyczenia z innego klasyka, co dla jednych będzie zaletą dla innych wadą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -