Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SENDER, THE

SENDER, THE

Nadawca

ocena:7
Rok prod.:1982
Reżyser:Roger Christian
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Željko Ivanek, Sean Hewitt, Kathryn Harrold, Paul Freeman, Kathryn Harrold
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W latach 80. ubiegłego wieku amerykańską makabrę filmową zdominował slasher. Jednych straszyli, innych wprawiali w stan ekstazy kultowi dzisiaj kilerzy: Michael Myers, Jason Voorhees czy Fred Krueger. Wśród miłośników horroru wielka estymą cieszyły się takie obrazy jak „Prom Night”, „My Bloody Valentine”, „Madman”, Sleepaway Camp”, „Silent Night, Deadly Night” czy „April Fool’s Day”. Każda z cieszących się w tamtym okresie produkcji z zasady (jak wiadomo gros slasherów opiera się na podobnym schemacie fabularnym) miała „ujmować” prostą jak konstrukcja cepa fabułą oraz końską dawką okrucieństwa aplikowanego najczęściej przez zamaskowanego/anonimowego/tajemniczego zwyrodnialca. Nie wszystkie jednak horrory po premierze „Friday the 13th” kręcone były ma modłę wypracowaną przez mistrzów slashera. W tamtych latach, zarówno w Stanach jak i Wielkiej Brytanii, powstało mnóstwo arcydzieł gatunku cieszących zmysły zarówno oryginalnymi konceptami fabularnymi jak i nowatorską formą. „The Sender” Rogera Christiana na miano majstersztyku nie zasługuje, niesprawiedliwością jednak byłoby, gdyby nakręcony 1982 roku film odszedł w zapomnienie.

Pewnego dnia do szpitala psychiatrycznego przewieziony zostaje młody mężczyzna. Nie wie jak się nazywa, nie może przypomnieć sobie tego, gdzie mieszka. Jest pewny jednego – nie chce żyć. Na oddział dostarczono go zaraz po tym, jak próbował popełnić samobójstwo. Przypadkiem Joe’go Doe 83 (takie miano nadali mu pracownicy szpitala) postanawia zająć się pani dr Gail Farmer, jeden z etatowych lekarzy. W przeciwieństwie do swojego pryncypała, który w leczeniu swych pacjentów stosuje terapię elektrowstrząsami, kobieta preferuje rozmowę i stopniowe docieranie do przyczyny, jaka stoi za schorzeniem pacjenta. Lekarce udaje się zaskarbić zaufanie Joe’go Doe. W tym samym czasie jednak zaczynają prześladować ją koszmary, które ze względu na niespotykaną realizm bohaterka zaczyna mylić z jawą. Farmer jest pewna, iż grożące jej niebezpieczeństwo ma wiele wspólnego z nowym pacjentem.

Na początku nic nie wskazuje na to, iż będziemy mieli do czynienia z horrorem. Młody człowiek, co pewne – „po przejściach”, zamyka się przed światem, chce uciec od ludzi, boi się i dlatego na każdy bodziec reaguje wrogością. Łebska pani doktor domyśla się, iż chłopak świadomie lub nie skrywa jakąś tajemnicę, coś, co zdruzgotało mu życie. Dzięki stanowczości połączonej z empatią lekarce udaje się przejrzeć pacjenta. Rzecz w tym, iż wraz z postępującą terapią kobieta będzie musiała stawić czoło koszmarom, jakie trawią umysł jej pacjenta. Od tego miejsca „The Sender” nabiera cech rasowego horroru. Joe Doe ma bowiem pewną zdolność - swoje sny i imaginacje, czasem z premedytacją, najczęściej jednak bez świadomości przesyła je innym tak, by ci owe horrendum traktowali jak rzeczywistość. Jak nietrudno się domyślić, obcowanie z takim człowiekiem to najkrótsza droga na oddział zamknięty. Dr Gail Farmer postanawia jednak podjąć ryzyko, budzi się bowiem w niej coś na kształt instynktu macierzyńskiego, który nakazuje kobiecie zaopiekować się przerażonym młodym człowiekiem.

Film Christiana wymyka się jakimkolwiek klasyfikacjom. Ale chyba najbliżej jest mu do horroru, który posiłkuje się tajemnicami, jakie wciąż przed naukowcami skrywa ludzki umysł i sposób jego odreagowania na traumy i tragedie. Główny bohater – trzymany pod kloszem wrażliwiec – nie mogąc poradzić sobie z życiowymi koszmarami, „emituje” cierpienie „dzieląc się” nim z innymi ludźmi. Główna bohaterka staje przed dylematem – pomóc swojemu pacjentowi, tym samym narażając się na niebezpieczeństwo, czy też odsunąć się od niego i skazać chłopaka na samotną walkę z dręczącymi go demonami. Aby dotrzeć do przyczyny stanu bohatera, lekarka podejmuje się śledztwa. Uważa, iż sukces terapii zależy od zgłębienia tego, czym naznaczona została przeszłość pacjenta. Mamy tu więc wątek kryminalny. Innym ogniwem filmowej układanki w „The Sender” jest kontekst socjologiczny. Chodzi tu o problem „innego” i sposób funkcjonowania takiej osoby w społeczności. Z jednej strony persona pokroju Joe’go Doe może zagrozić ogółowi, z drugiej zaś czynione przez niego zło nie ma charakteru intencjonalności. Introwertyczny bohater przez emanowanie swoich lęków i koszmarów efektywnie, przynajmniej dla niego, kontaktuje się ze światem. Twórcy filmu podpowiadają nam także inną opcję postępowania wobec ludzi pokroju Joe’go Doe. Może dla dobra ogółu takie jednostki należy wyeliminować, wszak przez swą niestabilność mogą siać ferment w „zdrowej tkance” społeczności. Tyle że historia podpowiada, iż proces eliminacji „innych” nie ma końca, a co gorsza miano „innego” nadać można każdemu, kto w danej chwili nie pasuje któremuś z decydentów.

Niektórzy czytelnicy tego tekstu już pewnie zorientowali się, iż „The Sender” nie jest filmem, który trafi gusta widzów szukających w horrorze ekstremalnych wrażeń. Próba zgłębienia problemów psychicznych którejś z postaci wymusza na twórcach strategię narracyjną. Polega ona na tym, by nie tyle skupiać się na efekciarstwie, którym kuszą gatunkowe prawidła, a na tajemnicach jakimi osnute są losy bohatera. W obrazie Christiana nie ma ani spektakularnych gonitw, ani flaków lejących się z rozprutych brzuchów, nie mówiąc potopie przyprawiającego o mdłości bestialstwa. Mamy za to skryte za gęstymi oparami tajemnic puzzle, z których złożyć musimy sobie historię Joe’go Doe. Nie znaczy to jednak, iż element grozy w „The Sender” pełni jedynie rolę kwiatka do kożucha. Wizje, które najpierw dotykają dr Gail Farmer, a później pracowników oraz pacjentów szpitala podgrzewają atmosferę niepewności i zagubienia. Wraz z bohaterami przestajemy orientować się, co jej rzeczywistością, a co senną marą, która z postaci jest prawdziwa, a która to tylko iluzją. A co gorsza, za niewiedzę tę w pewnym momencie bohaterowie mogą przypłacić nie tylko załamaniem, ale nawet utratą życia.

Nie jest to film, który z jakiegoś powodu koniecznie warto znać. Nie wyznaczył nowej drogi dla twórców „robiących” w kinie grozy. Nie zasługuje on jednak na zapomnienie, bo przeciwieństwie do wielu współczesnych horrorów poważnie traktuje widza zdając się na jego intelekt, wyobraźnię i wrażliwość. W „The Sender” nie mamy wszystkiego podanego na tacy, jego autorzy pozwalając sobie na niedomówienia i dwuznaczności zawierzyli naszym analitycznym umiejętnością, z drugiej jednak strony od samego początku postanowili oddziaływać na naszą imaginację gęstą od niepewności i lęku atmosferą.

Screeny

HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE HO, SENDER, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygująca historia
+ naprawdę fajny klimat
+ wiarygodni bohaterowie
+ pomysł na film
+ dające do myślenia niedopowiedzenia

Minusy:

- dla wielu niesamowitość, która nie straszy, a która tylko zaciekawia może być nie do zaakceptowania

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -