Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WATCHERS

WATCHERS

Obserwatorzy

ocena:4
Rok prod.:1988
Reżyser:Jon Hess
Kraj prod.:USA
Obsada:Corey Haim, Michael Ironside, Lala Sloatman, Jason Priestley
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nie wszystko złoto, co się świeci, nie każdy horror zrealizowany w latach 80. XX w., podobno w najlepszym dla gatunku czasie, dzisiaj uznawany jest za kultowy. Co więcej, wiele z nich, rzekłbym nawet bardzo wiele, nie przetrwało próby czasu. Rażą sztucznością, nieporadnością w doborze rozwiązań fabularnych, wreszcie budzą śmiech manierą aktorską i słabo rozpisanymi dialogami. W moim przekonaniu takim filmem jest „Watchers” Jona Hessa, filmowa adaptacja cenionej przez miłośników literackiej grozy powieści Deana Koontza.

Historia rozpisana została na trzy osoby – nastolatka, psa i potwora. Pewnego dnia kilkunastoletni Travis przygarnia bezdomnego psa rasy golden retriever. Bardzo szybko orientuje się, iż zwierzak jest cholernie mądry – rozumie ludzką mowę, natychmiast wykonuje skomplikowane polecenia, potrafi nawet porozumiewać się, np. za pomocą kostek do scrabble. Sielanka nie trwa jednak zbyt długo. Chłopak dowiaduje się, iż ojciec jego dziewczyny został zamordowany, zaś nastolatka zabrana została przez funkcjonariuszy amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Krajowego. Co gorsza, Travis odkrywa, iż niebezpieczeństwo grozi także jemu i jego matce. Śladem psa podąża bowiem monstrum, które zrobi wszystko, by dopaść czworonoga.

Twórcy „Watchers” nawet nie udają tego, iż będą chcieli sprzedać nam film wypełniony aurą tajemniczości, z mnóstwem zagadek, niejednoznaczności i prowokacji. Już na początku informują nas, że „dobrzy” bohaterowie zmierzyć będą musieli się z czymś, co miało być tajną bronią armii amerykańskiej, zaś „złym” będzie nie tylko krwiożercze monstrum, lecz także funkcjonariusze amerykańskich służb rządowych z diabolicznym Lemem Johnsonem na czele (karykaturalna rola Michaela Irinside’a). Nie pozostawia także złudzeń co do tego, z jakiego rodzaju filmem będziemy mieli do czynienia najistotniejsza zmiana adaptacyjna – w literackim pierwowzorze głównym bohaterem był prawie czterdziestoletni mężczyzna, zaś film Hessa opowiada o perypetiach sympatycznego amerykańskiego nastolatka (wychowywanego przez samotną matkę, żonę weterana wojennego), któremu do skóry dobiera się nieodpowiedzialne i opresyjne państwo.

Hess nie próbuje także zrównoważyć rozrywkowej strony swojego filmu dającą do myślenia problematyką. Od czasu do czasu pojawiają zdawkowe uwagi dotyczące skrzętnie ukrywanych przez państwo eksperymentów i wątpliwych etycznie genetycznych modyfikacji dokonywanych za zwierzęcych organizmach. W pierwszych minutach filmu dowiadujemy się o tym, że badania amerykańskich naukowców doprowadzić miały do stworzenia nowego rodzaju broni – silnego, bezwzględnego żołnierza, który nie zakwestionuje żadnego rozkazu. Później pada jeszcze jedna informacja – zwierzętom wszczepione zostały ludzkie geny. Odbiorca nawet nie musi zmuszać się do refleksji, to jak ma rozumieć fabułę twórcy podają mu na tacy: „Amerykańskie agencje rządowe nie chronią obywateli, a przez skrajnie niebezpieczne i nieetyczne eksperymenty wręcz narażają ich na niebezpieczeństwo. Na dodatek, zamiast bić się w pierś i rekompensować straty, nasyłają na podatników agenturę, by inwigilować ich i prześladować”.

Kilka krwawych scen oraz obecność małpiego monstrum nie czyni filmowego „Watchers” ani strasznym, ani szczególnie intrygującym. Twórcom nie udało się wykrzesać ni krztyny napięcia z sytuacji, w której bohaterowie prześladowani są zarówno przez krwiożercze monstrum jak i bezwzględnych funkcjonariuszy amerykańskiej agendy rządowej. I trudno się temu dziwić, bo postacie są tak słabo rozpisane, a przez to tak mało wiarygodne, że trudno im kibicować nawet w najbardziej dramatycznych momentach. W finałowej scenie jest nam także dane zobaczyć ową bestię, którą hodowano jako idealnego żołnierza – inteligentnego jak człowiek, ale pozbawionego skrupułów. Scenę zapewne zaplanowano w taki sposób, by wgnieść widza w fotel. Ale jak mamy czuć respekt przed czymś, co miało zabijać świetnie wyszkolonego i uzbrojonego wroga, a nie mogło sobie poradzić z nastolatkiem i jego przerażoną matką?

„Watchers” nie jest najgorszym filmem, takim, którego w ogóle oglądać się nie da. Akcja mknie żwawo, non stop wraz z bohaterami przemieszczamy się z miejsca na miejsce, twórcy na siłę nie pompują fabuły niepotrzebnymi wątkami. Szkoda tylko, iż Hess zrobił film, który musiał zadowolić gusta jak najszerszego grona odbiorców – zarówno młodszych, jak i starszych. Jak powszechnie wiadomo, taka strategia prawie nigdy się nie sprawdza. I podobnie rzecz się ma z „Watchers”. Trudno dociec, czy twórcom zależało na zrealizowaniu poważnego straszydła, czy przygodowej opowieści z dreszczykiem dla nastoletniego widza.

Nie ma się co dziwić, iż o filmie Jona Hessa dzisiaj już nikt nie pamięta. Jak nadmieniłem we wstępie, wiele horrorów z lat 80. nie wytrzymuje próby czasu. I tak jest z „Watchers”. Podejrzewam, iż przychylniejszym okiem spojrzą na niego jedynie wielbiciele twórczości Deana Koontza.

Screeny

HO, WATCHERS HO, WATCHERS HO, WATCHERS HO, WATCHERS HO, WATCHERS HO, WATCHERS HO, WATCHERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nieźle nakręcony
+ szybkie tempo akcji
+ fajny pies

Minusy:

- ni to horror, ni film przygodowy
- naiwna i bardzo prosta fabuła
- od początku wiadomo, kto jest dobry, a kto zły
- czasami, w najmniej odpowiednich miejscach, jest zabawnie
- drętwe dialogi
- słabe aktorstwo
- przesłanie filmu prawie wyłożone wprost

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -