Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih

WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih

Królowa krokodyli

ocena:5
Rok prod.:1988
Reżyser:H. Tjut Djalil
Kraj prod.:Indonezja
Obsada:Suzanne, Soendjoto Adibroto, Bakir, Jeffrey Daniel, Dorman Borisman, H.I.M. Damsyik
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Azjatyckie kino eksploatacji kojarzy się zazwyczaj z japońskim kinem erotycznym pinku eiga, horrorem gore, ewentualnie z hongkońskimi obrazami tzw Category III, ale indonezyjskie kino B-klasowe? Indonesia exploitation cinema narodziło się jako efekt zmian politycznych. Po przejęciu władzy przez prawicowego gen. Suharto kino indonezyjskie stało się ostoją komercji. Dyktator, wielki fan hollywoodzkiego kina gatunków, zapragnął stworzyć rodzimy odpowiednik amerykańskiego kina rozrywkowego, dostosowany do indonezyjskiej kultury i widza wraz z jego upodobaniami. W efekcie na ekranach rodzimych kin pojawiły się takie filmy, jak „Leeach Warlock” (1978), opowiadający o krwiożerczych pijawkach; „Mystic in Bali” (1981) historia kobiety, która sprzedaje swą duszę, by posiąść tajniki czarnej magii czy też „The Snake Queen” („Nyi blorong”, 1982) - opowieść o Królowej Węży, której składa się ofiary z ludzi. W ten nurt wpisuje się także „White Crocodile Queen” H. Tjuta Djalila.

Film rozpoczyna się od sceny porodu. Sari rodzi białego krokodyla oraz dziewczynkę. Wkrótce ona oraz jej mąż Marta zostają zaatakowani przez Sumarna i jego ludzi. Powodem ataku jest drogocenny kamień a jednocześnie amulet, zapewniający wielką moc i wszelką pomyślność. Sari i Marta zostają brutalnie zamordowani, ale umierający mężczyzna tuż przed wyzionięciem ducha rzuca klątwę na swego oprawcę i jego rodzinę. Akcja przenosi się kilka lat w przeszłość. Sumarna jest najbogatszym mieszkańcem we wiosce, cieszy się zdrowiem i szacunkiem. Zajmuje się także odstrzałem krokodyli i handlem ich skórami. Poza tym ma kochankę, Larsih, w której kocha się także jego najstarszy syn Sosarno. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zakłócić jego dostatniego, szczęśliwego życia (nawet niesforny syn, buntujący się przeciw ojcu). Sumarna nie wie jednak, że jego kochanka jest bliźniaczką, Królowej Krokodyli, która pała żądzą zemsty i jest wcieleniem klątwy rzuconej przez jej zamordowanych rodziców. Wkrótce rodziną Sumarna wstrząsają tajemnicze zgony jej członków.

Omawiany w tym tekście „White Crocodile Queen”, choć pochodzący ze schyłkowego okresu indonezyjskiego kina eksploatacji, jest wzorcowym przykładem tego, czym była rodzima odmiana amerykańskiego grindhouse`u (choć akurat w Indonezji tego rodzaju filmy były wyświetlane w największych kinach w kraju). Exploitation made in Indonesia charakteryzowało się przede wszystkim egzotyką. Istniała wprawdzie odmiana „miejska”, mająca za miejsce akcji Dżakartę lub inne miasta Indonezji, ale z tą wersją exploitation wiązały się przede wszystkim filmy sensacyjne, epatujące przemocą. Fabuły horrorów rozgrywały się raczej na prowincji, przeważnie w scenerii dżungli. Często w historie uwikłane były istoty nadnaturalne, pojawiały się klątwy, czarna magia oraz przeklęte miejsca. Stylistycznie indonezyjskie „horrory eksploatacyjne” wyróżniały się gatunkowym misz-maszem, łącząc elementy konwencji horroru, melodramatu, kina sztuk walki, fantasy, filmów akcji, komedii a nawet soft pornograficznych obrazów w rodzaju „Emmanuelle” w jedną, niekoniecznie spójną całość. A każda z tych mieszanek okraszona była kiczowatymi, często nieudolnymi efektami specjalnymi, podkreślającymi jeszcze bardziej B-klasowy rodowód tych filmów.

Jak te uwagi mają się do „White Crocodile Queen”? Odpowiedzi dostarcza już kilka pierwszych minut, w którym twórcy filmu serwują widzom kobietę, rodzącą krokodyla, magiczny kamień, bijatykę al`a kung fu, kiczowate i ordynarnie tanie efekty gore, faceta sikającego na rannego mężczyznę (żeby było śmieszniej „wbijanego” w grunt przez stojącego na jego ramionach „bad guy`a”) oraz oczywiście klątwę rzuconą na czarny charakter. Dalej jest już tylko lepiej: rzeź krokodyli przy użyciu broni palnej, erotykę w rodzaju bawarskiego softporno (choć w wydaniu indonezyjskim, a więc jeszcze bardziej groteskową), fragment nagiej piersi (która znalazła się w ujęciu raczej przez nieuwagę reżysera), a także głupkowaty humor, przy którym skecze Benny`ego Hilla to szczyt wyrafinowania. Ale nie na tym koniec atrakcji: zupełnie znikąd i bez większego związku z fabułą pojawia się scena z numerem-taneczno wokalnym, bezczelnie zerżnięta i zapewne nieświadomie sparodiowana scena z unoszącym się łóżkiem z „Egzorcysty”, Królowa Krokodyli, przypominającą drag queen, kilka scen krwawych i absurdalnych zgonów (w tym przygniecenie przez... gumowe drzewo) i wreszcie najzabawniejsza scenę: szamotaniny (tj, walki) z gumowym krokodylem. Krótko mówiąc fani kina na ostatnie litery alfabetu byliby wniebowzięci, oglądając obraz H. Tjuta Djalila, nota bene niezwykle zasłużonego reżysera dla indonezyjskiego kina B-klasowego (jest on twórcą m.im rodzimej wersji „Terminatora” - „Lady Terminator”).

„White Crocodile Queen” jest oczywiście obrazem komercyjnym, ale jeżeli przed oczami stają nam filmy Michaela Baya czy nawet produkcje ze Stevenem Segalem, to wciąż jesteśmy lata świetlne od komercji w wydaniu indonezyjskim. Ta komercja jest bowiem komercją bezczelną. Bezczelność przejawia się bowiem w upchaniu w pretekstowej fabule maximum „atrakcji” bez zważania na logikę, sens, styl czy coś tak wydumanego jak „wizja artystyczna”. Istotne jest tylko, aby film przyciągnął jak największą publiczność, a to jest możliwe, jeśli będzie schelbiał najmniej wybrednym gustom jak najbardziej masowej publicznosci. Co więcej twórcy „White Crocodile Queen” zupełnie nie przejmują się takimi drobiazgami jak realizacyjna sprawność, przyczynowość narracji, inscenizacja, montaż, nie wspomnając o takich błahostkach jak zmieniające się w kolejnych ujęciach ubrania tych samych postaci. Nic dziwnego zatem, że powstało kuriozum; filmowe Monstrum Frankensteina, które oglądać można niczym filmowy wybryk, dziwoląga, którego nie sposób brać na serio. Ale właśnie w sposobie odbioru tego filmu tkwi cały jego urok, a nawet, można by rzecz, wyrafinowanie. Realizacyjna nieudolność, logiczne błedy, fatalna gra aktorska, niezamierzony kicz – wszystkie elementy, które w „normalnym filmie” uznać należałłoby za niewybaczalne grzechy, w kinie campowym, do którego niewątpliwie należy obrazy Djalila, paradoksalnie stają się wartością dodaną, gdyż ukazują nieświadomie kontestacyjną naturę kina; kina, niepoprawnie politycznego, nieułdzonaego, szczerego w swej nieporadności. Wartością staje się autentyzm filmu, który nie udaje innego niż jest w rzeczywistości.

Mam problem z oceną filmu Djalila. Jako film „dobry inaczej” zasługuje na całkiem przyzwoitą ocenę, bo z całą pewnością nawet najbardziej obytego z filmowy trashem fana wprawi swą absurdalnością i kiczowatością w zdumienie. Z drugiej strony „White Crocodile Queen” nie wyróżnia jakoś specjalnie z podobnych mu, ale lepiej znanych filmów, które wymieniłem we wstępie do tej recenzji. Jest raczej powielaniem formuły wypracowanej przez „Mystic in Bali” czy „The Snake Queen”. Jak zatem ocenić omawiany obraz? Wybieram ocenę pośrednią, między urokliwym, momentami zabójczo śmiesznym (oczywiście niezamierzenie) i cudownie absurdalnym i nieporadnym kinem klasy „końcówka alfabetu” a przeciętnym do bólu przedstawicielem indonezyjskiej eksploatacji. Ostatecznie daję więc „pięć czaszek”.

Screeny

HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih HO, WHITE CROCODILE QUEEN a.k.a Ratu buaya putih

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wzorcowy przykład kina indonezyjskiej eksploatacji
+ jeden z białych kruków asian exploitation
+ kicz, absurd, czarna magia, klątwa, sztuczne gore oraz gumowe krokodyle, czyli niezaprzeczalny urok kina na ostatnie litery alfabetu
+ film z gatunku: tak zły, że aż dobry
+ może się podobać, jeśli w przeciwieństwie do jego twórców, nie będziemy go brać na serio

Minusy:

- bardzo przeciętny jeśli porównać z innymi filmami indonezyjskiej eksploatacji
- jeśli jednak będziemy chcieli go potraktować na poważnie, to z pewnością okaże się nieoglądalny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -