Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLOODY BIRTHDAY

BLOODY BIRTHDAY

Krwawe urodziny

ocena:7
Rok prod.:1981
Reżyser:Ed Hunt
Kraj prod.:USA
Obsada:Lori Lethin, Melinda Cordell, Julie Brown, Joe Penny, Bert Kramer
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W horrorach protagoniści musieli zmierzyć się w zasadzie z każdą realną i nierzeczywistą formą życia, ale chyba najbardziej wstrząsające były te historie, w których głównymi przeciwnikami okazywały się dzieci. Do wybitnych przedstawicieli tego typu kina należy przerażający „Omen” czy wstrząsający „Who Can Kill a Child?”. Znacznie niższą półkę zajmują wszystkie części „Children of the Corn”, a gdzieś pomiędzy należałoby umiejscowić nieco zapomniany już slasher „Bloody Birthday”.

W roku 1970 nastąpiło nietypowe zaćmienie, w wyniku którego Słońce i Księżyc przesłoniły planetę Saturn, odpowiedzialną za ludzkie emocje. W tym dniu na świat przyszła trójka niemowląt, których okazały się całkowicie pozbawione uczuć. Dziesięć lat później dzieci stają się bezdusznymi zabójcami, których wykrycie jest o tyle trudne, że nikt nie podejrzewa trzech aniołków o niewinnych i przemiłych twarzyczkach.

Film idealnie wkomponowuje się w stylistykę wczesnych horrorów przełomu lat 70-tych i 80-tych. Mamy więc dziurawy scenariusz, który trzyma się kupy tylko dlatego, że reżyser i aktorzy bardzo się starają. Mamy sporo trupów, bowiem mordercze instynkty dzieci są naprawdę nienasycone, ważne jest jednak to, że chociaż zabójstwa są brutalne, nie są specjalnie krwawe, tak więc miłośnicy gore nie znajdą tu nic dla siebie. Widać, że scenarzystom zależało na wykreowaniu klimatu, nie konkretnych treści, dlatego pytania „po co ktoś tam poszedł?”, „czy on nie widzi co się dzieje?”, „dlaczego nikt tego nie zauważył?”, bardzo szybko stają się bezzasadne, a widz może czerpać przyjemność z oglądania filmu, który nie udaje, że jest czymś więcej niż slasherem klasy B. Akcja jest więc wartka, całość zamyka się w przyzwoitych 90-ciu minutach, w tle przewija się kilka znanych twarzy (Joe Penny, Michael Dudikoff), nie zabrakło też nieuzasadnionej i delikatnej nagości, zgodnie z konwencją ówczesnych filmów. Najważniejsze jednak, że reżyser również wiedział, co chce osiągnąć, więc każda scena, nawet i te zbędne, nie wpływają negatywnie na odbiór całości. Co najważniejsze jednak, twórcy udało się w stosownych momentach wykreować napięcie, i choć wiadomo jak dana scena się zakończy, suspens wsparty muzyką i zdjęciami sprawdza się znakomicie.

Osobną kwestią są aktorzy, zarówno ci dorośli, jak i (przed wszystkim) ci młodsi. O ile starsi radzą sobie bez zastrzeżeń, to młodzież okazuje się wręcz znakomita. Słodziutka Debbie (Elizabeth Hoy) wybornie udaje wystraszoną kiedy zachodzi potrzeba, by w innej scenie beznamiętnie zastrzelić swoją siostrę z łuku. Biedny Timmy (K.C. Martel), który odkrywa mordercze zapędy trójki zabójców również świetnie odnajduje się w swojej roli. Najlepiej jednak wypada Curtis grany przez Billy'ego Jayne (który zresztą później zrobił całkiem udaną karierę). Po seansie na długo zapamiętacie tę „niewinną” twarzyczkę w okularkach. Należy ona bowiem do najbardziej sadystycznego i bezwzględnego psychopaty z całego towarzystwa. Widać, że czerpie on nieskrywaną przyjemność z popełnianych przez siebie zbrodni, tylko po to, by za chwilę z perfidnym uśmieszkiem tłumaczyć się policji. W końcu nikt nie podejrzewa przemiłego dziesięciolatka. Na tle tych postaci najsłabiej wypada Steven (Andy Freeman), ale nie dlatego, że gra źle, ale jego rola zostaje przytłoczona przez pozostałych.

Oczywiście, można utyskiwać, że dlaczego nikt nie skojarzy, że dzieci są na miejscu każdej zbrodni. Curtis strzelając z wielkiego pistoletu jedną ręką nie słyszał również o sile odrzutu. Zakrwawione zwłoki spadające ze schodów nie zostawiają żadnych śladów. A dzieci bezlitośnie mordują dorosłych, nawet się nie kryjąc. Czy to dusząc, czy strzelając z łuku lub pistoletu, czy wreszcie tłukąc kijem bejsbolowym. Ale wszystko to mieści się w konwencji filmu, który można swobodnie postawić obok klasyków typu „The Village of the Damned” czy „The Bad Seed”. Nie jest to kino wysokich lotów, ale dla miłośników specyfiki horrorów lat 70-tych i 80-tych pozycja warta zobaczenia.

Screeny

HO, BLOODY BIRTHDAY HO, BLOODY BIRTHDAY HO, BLOODY BIRTHDAY HO, BLOODY BIRTHDAY HO, BLOODY BIRTHDAY HO, BLOODY BIRTHDAY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ aktorstwo
+ niezłe zdjęcia
+ rzetelna reżyseria
+ wartka akcja
+ klimat lat przełomu lat 70/80
+ mordercze dzieci zawsze robią wrażenie

Minusy:

- bzdurne, astrologiczne wprowadzenie
- liczne wpadki logiczne
- specyfika horrorów tych lat nie musi odpowiadać każdemu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -