Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRUDGE, THE

GRUDGE, THE

Klątwa

ocena:8
Rok prod.:2004
Reżyser:Takashi Shimizu
Kraj prod.:Japonia / USA / Niemcy
Obsada:Sarah Michelle Gellar, Jason Behr, Clea Duvall , Kadee Strickland, Takako Fuji , Yuya Ozeki , Ted Raimi, Bill Pullman
Autor recenzji:bufik
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.76
Głosów:120
Inne oceny redakcji:
Sabbath - 7
Molly - 6
Ash J. Williams - 6
Kamiko - 4
Skaraś - 7

Ile spotkałeś w swoim życiu historii, które przeniknęły cię do szpiku kości i rezonowały w Tobie na długo po ich wysłuchaniu? Ile filmów potrafiło sprawić, że siedząc wieczorem w swoim fotelu nasłuchiwałeś dziwnych odgłosów dobiegających z przedpokoju? Ilu reżyserów potrafiło pobudzić Twoją wyobraźnię na tyle, aby wciąż kreśliła w twojej wyobraźni wykreowane przez nich wizje? "Klątwie" to wszystko może się udać...

W sercu Tokio istnieje dom. Podobny do setek innych domów, z pozoru niczym nie wyróżniający się. Z pozoru. Ten dom jest opętany. Tytułowa klątwa powstaje tam, gdzie umiera ktoś w wielkim żalu, gdzie mury stały się niemą areną dla tragicznych wydarzeń. Klątwa nie pozwala zmarłym odejść, a oni sami odwdzięczają się żywym za swoje cierpienia. Właśnie do tego domu trafia Karen (Sarah Michelle Gellar) - studentka pomocy społecznej, która przybyła do Japonii w ramach wymiany studenckiej. Zagubiona w wielkim, obcym mieście zostaje wyznaczona do opieki nad chorą staruszką w zastępstwie za dziewczynę, która nie zgłosiła się do pracy. W domu zastaje Emmę - chorą staruszkę, z którą nie może nawiązać kontaktu. W całym mieszkaniu panuje straszny bałagan. Podczas pracy słyszy w jednym z pokoi dźwięk przypominający drapanie zwierzęcia. Otwiera jedną z szaf i spotyka Toshio - ducha zamordowanego przez ojca chłopca. Tak zaczyna się klątwa, która dotyka każdego kto tylko znajdzie się w domu.

Opowiadając o tym filmie nie sposób nie wspomnieć o jego historii. "Grudge" jest remakiem japońskiego horroru znanego pod tytułem "Ju On - The Grudge". Pierwszy scenariusz japońskiego pierwowzoru powstał, kiedy Taka Ichise, japoński producent (m.in. "Ringu") poprosił młodego, zdolnego reżysera o przygotowanie dwóch krótkometrażowych horrorów dla jednej z japońskich sieci komórkowych. Pomysły Shimizu i jego profesjonalizm zaowocowały tym, że bardzo szybko Ichise załatwił kontrakt z japońską wytwórnią filmową V-Cinema na produkcję dwóch filmów, które miały być dystrybuowane jedynie na rynku wideo i w telewizji. Tak powstały dwie pierwsze części "Ju On" (znane również jako "Ju On: The Curse"). "Zrobiłem te filmy po obejrzeniu "Ringu", chciałem zrobić horror w kompletnie innym stylu. Coś radykalnie innego, nawet, gdyby mi się nie udało. Mój pomysł polegał na tym, żeby duchy pokazać nie jako widma, ale w najbardziej wyraźny, realistyczny sposób." Tak o tych dwóch filmach mówi Shimizu. Obie części "Klątwy" szybko zyskały popularność, widzowie oglądając film byli nim bardzo poruszeni, a wokół fikcyjnych wydarzeń opowiedzianych w nich, narosło wiele plotek i tajemniczych historii. Producenci szybko zauważyli popularność twórczości Shimizu i postanowili zamienić ją w żywą gotówkę - tak doszło do stworzenia dwóch kolejnych części "Ju On - The Grudge" i "Ju On 2 - The Grudge" przeznaczonych tym razem już do dystrybucji w kinach. Film ponownie stał się głośny, nie tylko w Japonii, ale i w całej Azji. Nie trzeba było długo czekać, aż zachęceni sukcesem remaku innego japońskiego horroru - "Ring" producenci amerykańscy zwrócili uwagę na "Ju On". Informacja dotarła w końcu do Roy'a Lee - producenta, który odkrył japoński "Ring" i przyczynił się do jego amerykańskiego sukcesu. "O "Klątwie Ju On" usłyszałem od znajomego dziennikarza, który powiedział mi, że to najbardziej przerażający film jaki kiedykolwiek widział. Przysłał mi kasetę z filmem. Obejrzałem i mimo tego, że kopia nie była najlepsza, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Długo nie mogłem pozbyć się tych przerażających obrazów z mojej głowy." To właśnie Lee pokazał film Samowi Raimi, który po projekcji powiedział tylko: "Klątwa Ju On" to jeden z najbardziej przerażających filmów, jakie widziałem. Shimizu udało się wywołać unikatowy rodzaj przerażenia. Jego styl i tempo są bezwzględne. Nie pozwala ci odetchnąć ani na chwilę. Ewidentnie wyniósł gatunek na zupełnie nowy obszar." Czyż mogła być lepsza rekomendacja dla stworzenia remaku? Raimi chciał od początku, aby wersję angielskojęzyczną wyprodukował ponownie sam Shimizu, który jednak nie był do tego pomysłu przekonany. Miał wiele obaw - bariera językowa i kulturalna wydawały mu się nie do pokonania. Ostatecznie jak przyznaje Shimizu zdecydowały pieniądze - amerykański producent zaoferował mu środki, które mogły pomóc mu stworzyć efekty specjalne niedostępne mu w Japonii. W dwa lata po tym jak "Klątwa Ju On" trafiła na ekrany Takeshi Shimizu stanął na planie "The Grudge" - remake'u swojego filmu.

Wydaje się, że największe różnice pomiędzy obydwoma filmami leżą w subtelnych niuansach scenariusza wynikających z innej wrażliwości widzów. O ile widzów w Japonii bardziej przerażają sytuacje niejasne, niedopowiedziane, o tyle widz amerykański najczęściej jest zwolennikiem prostej, liniowej, zamkniętej fabuły. Scenarzysta "Grudge" musiał więc uczynić wszystko, aby enigmatyczną akcję "Ju On" przystosować do mentalności zachodniej. W wersji japońskiej tajemnica Klątwy nigdy nie zostanie do końca wyjaśniona, nikt nie prowadzi widza za rękę i nie przedstawia mu kolejnych bohaterów. Oni po prostu są i znikają. Trzeba przyznać jednak, że to swoiste uczucie zagubienia i chaosu samo w sobie potrafi być przerażające. W wersji amerykańskiej dokładnie poznajemy głównych bohaterów, a akcja staje się tak liniowa jak tylko na to pozwolił japoński pierwowzór. Ciekawostką może być fakt, że pomimo tego, iż "The Grudge" jest remakiem filmu "Ju On - The Grudge" wykorzystano w nim również kilka pomysłów i scen z filmu "Ju On - The Curse". Różnice w obu filmach są również widoczne w zderzeniu kultur. O ile w "Ju On" nie mieliśmy problemów kulturowych (japońska klątwa w Japonii związana z japońskimi wierzeniami i rytuałami), o tyle w "The Grudge" mamy zderzenie amerykańskich aktorów z japońską kulturą i mentalnością, ponieważ film powstawał oczywiście w Japonii. Shimizu jednak i to potrafił doskonale wykorzystać - naturalne zagubienie aktorów pokazał w filmie, co trzeba przyznać, wygląda bardzo naturalnie.

W głównej roli w "Klątwie" zobaczymy Sarah Michelle Gellar - znaną wszystkim miłośnikom gatunku z roli pogromczyni wampirów w serialu: "Buffy, postrach wampirów", oraz z filmów "Koszmar minionego lata" i "Krzyk 2". Natomiast w rolę jej chłopaka Dougha wcielił się Jason Behr - którego pamiętać możemy jako Maxa Evansa z serialu "Roswell". Obsada to może młoda i niedoświadczona, ale chyba właśnie to jest jej mocną stroną - dzięki temu aktorzy byli otwarci na sugestie reżysera i z łatwością dostosowali się do japońskiego stylu pracy. W role duchów, podobnie jak w japońskim oryginale, wcielili się Takako Fuji i Yuya Ozeki. "Dosyć niezwykłą była praca z tymi samymi aktorami - mówi Shimizu - grającymi te same role po tak długim czasie. Ciekawe było, że znając dobrze te postaci mogliśmy znajdować w nich kolejne niuanse. Nie wspominając już o wielkiej satysfakcji z obserwowania jak japońska krótkometrażówka zamienia się w amerykańskie kino." Musze przyznać, że role Kayako i Toshio to chyba właśnie to co najlepsze w "Grudge", choc oboje pojawiają się na ekranie rzadko, jednak naprawdę potrafią przerazić. Cieszy, więc to, że to właśnie Ci japońscy aktorzy mieli sposobność kontynuowania stworzonych przez siebie kreacji... Na uwagę zasługuje również oprawa dźwiękowa filmu - mogę Ci zagwarantować, że głos Kayako i Toshio na długi czas pozostanie w Twojej głowie.

"Klątwa" jest więc z pewnością jednym z najlepszych filmów grozy jakie widziałem. Perfekcyjnie po japońsku zrealizowana, łączy w sobie japoński klimat z zamkniętą linową fabułą - bardzo ułatwiającą życie nam - ludziom zachodu. Reżyser zrealizował film, który potrafi przerazić każdego, kto ma choć troszkę wyobraźni i empatii. Nie jest to jednak kino łatwe - choć w porównaniu z japońskim pierwowzorem wydaje się takie być. Gdybym spośród wszystkich części miał wybrać tę, która najbardziej się mi podobała wahałbym się pomiędzy pierwszą częścią "Ju On - The Curse" i opisywanym właśnie remakiem. Ale Wy wyboru musicie dokonać sami. Zapraszam do kin - bo to jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć na dużym ekranie i z perfekcyjnym dźwiękiem.

Trzygroszówki

Kamiko przyznał ocenę 4 i napisał:

Popłuczyny po pierwowzorze. Niestety, wszystko co najlepsze i najsmakowitsze zmieniono w bezsmakową, amerykańską papkę, łatwą do przełknięcia i nie pozostawiającą po sobie głębszych wrażeń. Jako zagorzała fanka Ju-on (szczególnie wersji telewizyjnych), jestem głęboko rozczarowana i zawiedziona. A miało być tak pięknie...

Screeny

HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE HO, GRUDGE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat!!!
+ postacie duchów
+ perfekcyjnie wykorzystane najgorsze senne koszmary...
+ naturalność
+ faktycznie straszy

Minusy:

- ale to juz było...
- liniowa fabuła - trochę zatarła tajemniczość obrazu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -