Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días

LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días

The Last Days

ocena:4
Rok prod.:2013
Reżyser:David Pastor, Àlex Pastor
Kraj prod.:Hiszpania
Obsada:Pere Brasó, Leticia Dolera, Quim Gutiérrez
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Na hiszpańską produkcję „The Last Days” zwróciłem uwagę z dwóch powodów – jej twórcami są bracia David i Àlex Pastor, realizatorzy intrygującego „Carriers”, w którym horror o wirusie dziesiątkującym ludzkość połączyli z niegłupimi spostrzeżeniami na temat człowieczego zachowania wobec śmiertelnego zagrożenia. Drugim jest tematyka, ponieważ bracia znowu postanowili przedstawić widzowi wizję upadku cywilizacji spowodowanego epidemią tajemniczej choroby. I tak jak we wcześniejszym filmie Hiszpanom w idealnych proporcjach udało się połączyć atrakcyjną formę z ciekawym przekazem, tak „The Last Days” jest przykładem kina, w którym za pomocą filmowej opowieści autorzy za wszelką cenę chcą udowodnić w ich mniemaniu bardzo istotną tezę. Efektem takiego podejścia do sztuki filmowej jest najczęściej wydumana i niezjadliwa opowieść po brzegi wypełniona irytująco nachalnym dydaktyzmem.

Na skutek działania tajemniczego bakcyla otwarta przestrzeń staje się dla ludzi śmiertelnym niebezpieczeństwem. Ci, którzy zmuszeni zostają do opuszczenia murów jakiegoś budynku umierają w męczarniach. Główny bohater filmu, pracujący dla korporacji specjalista IT, od trzech miesięcy więziony przez chorobę w siedzibie firmy postanawia wyrwać się z matni, by odszukać swoją narzeczoną, z którą przed wybuchem epidemii rozstał się w gniewie. Jego towarzyszem zostaje najbardziej znienawidzony człowiek konsorcjum, odpowiedzialny za cięcia kadrowe. Wędrując po kanałach i dworcach Barcelony, mężczyźni z przerażeniem obserwują, jak bardzo zmienili się ci, którym przetrwali kataklizm. Obaj będą musieli zmierzyć się nie tylko ze skutkami zagadkowej choroby i najczęściej wrogo nastawionymi do siebie ocalałymi, lecz przede wszystkim z coraz silniejszą rozpaczą wywołaną widokiem zgliszcz cywilizacji.

Srogo seansem „The Last Days” zawiedzie się ten, kto usiadł przed telewizor z zamiarem obejrzenia „mocnego” kina postapokaliptycznego ukazującego moralny upadek resztek ocalałej z kataklizmu ludzkości. Film braci Pastor nie jest bowiem ani historią podobną do „Mad Maxa”, w której cywilizacja dokonała żywota na skutek wyczerpania paliw kopalnych, ani wizją postnuklearnego piekła, które zmusza ofiary wojny do egzystowania w ekstremalnie trudnych warunkach (vide „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego). Braci Pastor to, jak zmieniła się ludzkość oraz co trzeba zrobić, by przeżyć w nowej rzeczywistości nie interesuje. Bohaterowie wędrując pośród na poły opuszczonych, na poły zniszczonych budynkach w Barcelonie ciągle rozpamiętują przeszłość. Albo starają się dociec tego, co wywołało epidemię, albo użalają się nad sobą, wspinając najbliższych, którym nie poświęcili tyle czasu, ile powinni. Bo tak naprawdę w „The Last Days” nie o chorobę czy wizję postapokaliptycznego świata chodzi, a o oceną czasów, w jakich obecnie żyjemy. Otóż hiszpańscy reżyserzy wymyślili sobie, iż powodującą śmierć agorafobię sprowadziliśmy na siebie sami żyjąc z dala od natury w coraz bezpieczniejszych i angażujących nasze zmysły domach oraz biurach. Bracia Pastor w „cywilizacji zachodu” widzą ewolucyjną ślepą uliczkę. Alienując się i bez reszty angażując w abstrakcyjne sfery życia takie jak praca czy pieniądze, przestajemy zwracać uwagę na to, co dla człowieka powinno być najważniejsze – kontakt z przyrodą, a nade wszystko na relacje z drugim człowiekiem. Twórcy z Półwyspu Iberyjskiego twierdzą, iż naszym życiem zaczyna rządzić pustka, bo zamiast być odpowiedzialnym za kogoś, zdobywamy się na co najwyżej iluzję odpowiedzialności, np. za projekt w pracy. Pierwszy z bohaterów zaraz przed wybuchem epidemii pokłócił się z żoną, bo ta bardzo pragnęła dziecka, a jemu zależało jedynie na pracy i świętym spokoju, kiedy wraca po całodziennej harówce. Drugi zaś też z powodu „wyzwań zawodowych” oddał jedyną mu bliską osobę, ojca, do domu starców.

Ale oprócz debat i dyskusji nad marną kondycją współczesnego świata mamy w „The Last Days” trochę patentów doskonale znanych z kina postapokaliptycznego. Dwaj mężczyźni, by naprawić „grzechy” popełnione w przeszłości, postanawiają odnaleźć swoich najbliższych, z którymi rozdzielił ich wybuch epidemii. W czasie wędrówki po kanałach, barcelońskim metrze i zamieszkanych przez zdesperowanych ludzi budynkach natykają się na okrucieństwo oraz wręcz niewiarygodny brak poszanowania ludzkiego życia. Upadek norm społecznych i służb pilnujących ich przestrzegania powodują, iż ludzie przedzierzgają się w bestie, które zamiast rozumem zaczynają kierować się instynktem. Bohaterowie nowe miejsce w nowym świecie muszą sobie wywalczyć, bo kiedy upada cywilizacja, a wraz z nią jakakolwiek moralność, która dotąd była dla człowieka swego rodzaju kagańcem, o tym kto ma przeżyć, a kto umrzeć decyduje siła.

Niestety, podanie w sposób jednoznaczny, by nie powiedzieć łopatologiczny, treści przekłada się także na formę. Konwencja kina drogi daje twórcom filmowym ogrom możliwości w kształtowaniu strategii narracyjnej. Dynamizm i atrakcyjna oprawa wizualna nie muszą rywalizować z zawartym w filmie przesłaniem. Kino gatunkowe ma jednak to do siebie, iż to opowieść pełni w nim najważniejszą rolę i wszytko inne powinno być właśnie jej podporządkowane. Oglądając „The Last Days” ma się wrażenie, iż dla jego hiszpańskich twórców gatunkowe wyznaczniki są balastem, których chętnie pozbyliby się na rzecz jak najdłuższych dywagacji o kondycji społeczeństw należących do tzw. „zachodniego kręgu kulturowego”. Niby nie brakuje w obrazie braci Pastor dramatycznych momentów, dynamicznych sekwencji oraz oddziałujących na emocje widza scen, ale większość z nich jest sztuczna i daleko im będącej nierzadko fundamentem kina postapokaliptycznego przejmującej wiarygodności. Wieńczące film piękne, niemalże pocztówkowe ujęcia przypominającej gigantyczną oranżerię Barcelony tylko potwierdzają tendencyjność produkcji hiszpańskich reżyserów. Jakby tymi zdjęciami chcieli postawić kropkę nad i – to nie wielkie miasta z ich szaleńczym rytmem życia są naszym naturalnym środowiskiem, a lasy z ich dostarczającym nam wszelakich dóbr ekosystemem.

Podejrzewam, iż „The Last Days” znajdzie swoich wielbicieli, zwłaszcza wśród tych, których życie musi być podporządkowane jakiejś ideologii czy radykalnym przekonaniom. Inni, a już na pewno „radykalni” miłośnicy horroru niech film braci Pastor omijają szerokim łukiem.

Screeny

HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días HO, LAST DAYS, THE a.k.a Los ultimos días

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zaczyna się obiecująco
+ złożony portret głównych bohaterów
+ kilka ciekawych spostrzeżeń na temat kondycji tzw. zachodniego kręgu kulturowego
+ parę ciekawych ujęć

Minusy:

- to nie horror, a film wykorzystujący trochę patentów wypracowanych we współczesnym kinie grozy
- niewykorzystany potencjał tkwiący w pomyśle na fabułę
- próba zaprzężenia kina gatunków do przedstawienia opowieści z tezą
- przegadany film

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -