Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HAUNT

HAUNT

Haunt

ocena:5
Rok prod.:2013
Reżyser:Mac Carter
Kraj prod.:USA
Obsada:Jacki Weaver, Liana Liberato, Danielle Chuchran, Harrison Gilbertson, Brenden Whitney
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dla wielu wiara w duchy jest oznaką śmieszności, ciemnoty i intelektualnej ciasnoty. Inni postrzegają istotę ludzką jako byt złożony, którego częścią fizyczną i nietrwałą jest ciało, zaś nieśmiertelna i niewidzialna jest dusza. Gdy ciało przestaje funkcjonować, dusza zostaje uwolniona. Nie zawsze jednak udaje jej się odejść do świata duchowego, a że pozostaje świadoma, może chcieć nadal funkcjonować jak za życia. Gdyby podobne teorie funkcjonowały w jednym odosobnionym kręgu wierzeń, inni traktowaliby je jako niegroźne wariactwo. Rzecz w tym jednak, iż wiara w duchy ma charakter uniwersalny, ponad religijny, co więcej, dla wielu społeczności istnienie świata nadnaturalnego nie sprowadza się do wiary, a traktowane jest w kategoriach prawdy obiektywnej. Resztki owego przekonania tkwią i w nas, kręgu kulturowym zlaicyzowanym i na wskroś materialistycznym. Stąd może takie uwielbienie dla ghost stories, podgatunku horroru, który z kinematografią związany jest niemal od początku jej istnienia.

„Haunt” Maca Cartera zachwyci wszystkich tych, którzy w opowieściach o duchach widzą kwintesencję horroru. Fabuła – wtórna i pozbawiona krztyny oryginalności – rozpisana została na fundamencie motywów, którymi od dziesięcioleci żonglują twórcy realizujący ghost stores. Mamy więc zjawy osób, które poprzednim życiu ktoś okrutnie skrzywdził. Teraz cierpią i pragną dobrać się do skóry tym, którzy w świecie materialnym je zastąpili. Całość rozgrywa się w budzącym niepokój domostwie, w którym w przeszłości rozegrała się tragedia. Wreszcie bohaterami są szczęśliwi członkowie rodziny, którzy ni stąd ni zowąd będą musieli stawić czoło ogromnej tragedii. W tle mamy coś jeszcze – motyw rodem z kina społecznie zaangażowanego. Otóż główny bohater - kilkunastoletni chłopak – zakochuje się w miejscowej dziewczynie, którą regularnie bije ojciec. Młodziak, by pomóc wybrance serca, będzie musiał przeciwstawić się „redneckowi”.

Tego typu filmy jak „Haunt” Maca Cartera najlepiej wypadają jako... trailer. Po kapitalnym, bo intrygującym i świetnie zrealizowanym wstępie otrzymujemy bowiem historię, która co prawda od strony wizualnej wygląda ciekawie, jednak jako opowieść osadzona w mającym ująć nas wiarygodnością świecie nie sprawdza się prawie w ogóle. Dlaczego? Bo każdy element świata przedstawionego filmu - może oprócz akcji, choć i ta nie grzeszy oryginalnością ani wewnętrzną logiką – szeleści papierem i daleki jest od wiarygodności. Historia rodziny Asherów przedstawiona została z punktu widzenia wspomnianego wyżej nastolatka. Jemu autorzy filmu poświęcili dużo miejsca kosztem reszty rodziny. Przez to ten robi generalnie co chce, a reszta jego familii pokazuje się wtedy, gdy to akurat jest to na rękę realizatorom. Wszyscy bohaterowie filmu to marionetki służące do podbijania filmowych emocji. Podobnie jest z córką tubylca. Na początku dowiadujemy się, iż dziewczyna nie ma łatwego życia, po czym twórcy porzucają ów wątek.

Niby w tym filmie wszystko jest na miejscu. Jest tajemnica, której meandry odsłanianie są stopniowo. Nie brakuje charakterystycznego dla ghost stories klimatu. Akcja bowiem rozgrywa się z dala od cywilizacji w nawiedzonym przez duchy domostwie. Twórcy nie szczędzą środków, by wywołać w nas uczucie lęku, a tym samym przykuć do ekranu. Film obfituje w długie ujęcia prezentujące zakamarki budzącego grozę budynku. Tu kluczową rolę odgrywa dalszy plan, bo co i rusz po obrzeżach kadru przemyka ledwie widoczna postać. Czas trwania ujęć ma także inne uzasadnienie – w „Haunt” nie brakuje tzw. „jump scenes”, które najczęściej są zwieńczeniem długiego, budującego napięcie ujęcia. Do końca nie wiemy także, czego od głównego bohatera oczekują duchy. Niby chcą pozbyć się lokatorów z miejsca, które było ich. Z drugiej jednak strony szukają z nimi porozumienia, jakby miały coś ważnego do powiedzenia.

Trudno mi będzie kogokolwiek zachęć lub zniechęcić do obejrzenia „Haunt” Maca Cartera. Dla miłośnika gatunku znającego się trochę na horrorze i umiejącego „bawić” się motywami, kontekstami i nawiązaniami powyższy film będzie kolejnym obrazem po raz setny wykorzystującym „zajechane” już klisze i schematy fabularne. Takiego widza – oczekującego do każdego horroru choćby odrobiny oryginalności – nie przekona ani intrygujący wstęp, ani poprawna realizacja. Seansem „Haunt” usatysfakcjonowani będą chyba tylko ci, którzy po horror sięgają sporadycznie, dla zabicia czasu. Im nie będzie przeszkadzała wtórność, szeleszczące papierem postacie oraz mała wiarygodność przedstawianych na ekranie wydarzeń.

Screeny

HO, HAUNT HO, HAUNT HO, HAUNT HO, HAUNT HO, HAUNT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetny wstęp
+ na początku intryguje
+ dobra, profesjonalna realizacja
+ w historii był potencjał

Minusy:

- papierowe postacie
- wtórność
- przedmiotowo potraktowany świat przedstawiony
- przewidywalność opowieści
- mało emocji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -