Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BARRICADE

BARRICADE

W zamknięciu

ocena:2
Rok prod.:2012
Reżyser:Andrew Currie
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Eric McCormack, Conner Dwelly, Ryan Grantham, Jody Thompson, Donnelly Rhodes
Autor recenzji:gościnnie: Michał Miller
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wiele było takich historii, tak jak wiele było domów w środku lasu. Niemniej jednak, w tradycję horroru wpisana jest powtarzalność. Powtarzają się postaci, historie, miejsca, chwyty fabularne, a mimo to (albo właśnie dzięki temu) wracamy do tego lasu równie podekscytowani, co za pierwszym razem. Tak mogłaby się zaczynać recenzja świetnego „Domu w głębi lasu”. Niestety, w tym wypadku tak dobrze nie jest, mam dla Was jedynie „W zamknięciu”.

Film otwiera krótki, mało znaczący wstęp, w którym żona i mąż rozmawiają o swoich dzieciach, wysyłając informację, że mąż za dużo pracuje, a za mało się dziećmi zajmuje. Po czym widzimy napis „rok później” i górski krajobraz z drogą między drzewami, która równie dobrze mogłaby prowadzić do hotelu Overlook. Samochód z ojcem i dziećmi podjeżdża na pustą stację, gdzie już chcą nas straszyć starszym panem pojawiającym się nagle w oknie i pytającym groźnym tonem: „czego chcecie?”. Ale my się nie dajemy. Bohater przedstawia się nazwiskiem, które, słowo daję, w jego ustach brzmi jak Shit. Za chwilę dowiadujemy się, że mama długo w filmie nie pograła i teraz mąż został sam z dziećmi, które słabą mimikę odziedziczyły po rodzicach. Jadą więc dalej zaśnieżoną leśną drogą, kiedy nagle na przednią szybę wpada wilk. Tata wychodzi sprawdzić zwierzaka, ale na śniegu widzi tylko krwawe ślady, więc włącza się zew leśniczego i pan Shit idzie w las po śladzie, zostawiając dzieci w samochodzie, jakby nigdy nic. Ale spokojnie, nie odbierajmy mu jeszcze opieki nad pociechami, bo zaraz wraca i dojeżdżają bezpiecznie do domu w lesie, który nawet wygląda jak mini Overlook. Przybrana choinka już na nich czeka w środku, a tata wymyśla takie rozrywki jak lepienie bałwana i rzucanie się śnieżkami podczas zamieci czy oglądanie kreskówek w TV łykając tabletki i przepijając je alkoholem. Czy wspominałem, że pan Shit w jednej ze scen nazywa siebie nieskromnie najlepszym ojcem świata?

Kwestie moralne na bok. Przejdźmy do sedna horroru, czyli do straszenia. Z momentem pojawienia się domu, wiemy, że będzie tam coś straszyć. Drzwi same się zamykają powoli, pomieszczenia są ciemne, kolory zgniłe, w piwnicy jest wielka zamrażarka, na ekranie telefonu zero kresek. A przede wszystkim – to dom pośrodku lasu, podczas zamieci śnieżnej. Wystarczy, panie reżyserze, rozumiemy. Oglądamy i czekamy, co tym razem będzie nas straszyło. Dostaliśmy przecież z początku kilka bodźców – był wilk; syn mówił, że śnił mu się straszny klaun; ojcu śnił się duch martwej żony; córka słyszała coś na strychu. Do wyboru, do koloru. Jednak im dalej w ten las, tym bardziej do mnie dochodzi, że z hotelem Overlook trafiłem bliżej niż myślałem. Dzieci mówią, że widzą kogoś za oknem, na szybie pojawia się odciśnięta dłoń, za szopą jest prowizoryczny grób z drewnianym krzyżem, a samochód całkowicie zasypuje śnieg. Gdyby jednak komuś mało było klisz ze Stephena Kinga, w połowie filmu pojawia się z powrotem starszy pan ze stacji, żeby znowu nas wystraszyć, ale my nadal się nie dajemy.

Jednak, mimo schematów kurzących się dokoła, gdzieś wewnątrz tego domu kwitnie nagle moje zainteresowanie. Wciągam się i nawet lekka gęsia skórka pojawia się w jednym momencie, kiedy ojciec znajduje córkę siedzącą na podłodze w kuchni, pośród mroku i bałaganu. Szkoda tylko, że jest to odosobniony mały pączek na nieurodzajnej łące. Z trzecim aktem, natomiast, krótkotrwałe zainteresowanie przeradza się w irytację. Pan Shit kaszle, dzieci kaszlą, bledną, pocą się. Może to zło ich nawiedza, a może najlepszy ojciec świata, a przy tym doktor, powinien zainwestować w witaminę C. Na ekranie dominują sceny ni to snów, ni halucynacji – nieostre ujęcia wnętrz i spowolnione sceny chodzących po domu bohaterów. Twórcy zaczynają żonglować motywami szaleństwa, duchów i retrospekcjami śmierci żony. Bardziej utalentowany reżyser z pewnością by te tropy pomnożył bardziej sprawnie i na korzyść historii. Andrew Currie może i ma na koncie świeży horror komediowy o udomowionych zombie „Fido”, ale tam była to raczej kwestia samonośnego pomysłu, niż warsztatu reżysera. Horror na poważnie, który opiera się na dobrze zbudowanej historii i atmosferze, to już chyba dla niego zbyt wysoka półka.

Z kolei z trzeciego aktu przechodzimy do punktu kulminacyjnego i zakończenia. Tutaj twórcy grzebią resztki godności. Nie chcę rzucać spoilerami, ale ostatnie sceny to źle napisane, naprędce zmontowane i absurdalnie nijakie rozwiązanie tajemnicy. Chyba jednak nie obejdzie się bez spoilera: zagrożenie nagle znika, policjanci pojawiają się nie wiadomo skąd, przebąkują coś o aresztowaniu sprawcy, po czym nikogo nie aresztują, a wszyscy odjeżdżają w karetce w siną dal. A dom? Jasne, że coś tam zostaje i nawet zasłonka w oknie rusza się obciachowo.

Próżno szukać w tym filmie oryginalności, jest taki sam jak setki horrorów. Ale to nie jest jeszcze najgorszym grzechem twórców. Mniej więcej w połowie, nijaki film zaczyna spadać w przepaść nudy i niedorzeczności, a resztki zainteresowania widza przykrywa śnieg. Widz znajduje siebie w tytułowym zamknięciu. Jest ciemno, zimno i śnieży, ale na szczęście możemy w każdej chwili opuścić to zamknięcie i wyjść na słoneczną łąkę.

Screeny

HO, BARRICADE HO, BARRICADE HO, BARRICADE HO, BARRICADE HO, BARRICADE HO, BARRICADE HO, BARRICADE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przelotna gęsia skórka

Minusy:

- mało straszny
- nijaki scenariusz
- nuda i chaos
- schemat goni schemat
- słabe aktorstwo
- nieładne zdjęcia
- główny bohater wygrzebany ze śmieci Stephena Kinga
- niedorzeczne zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -