Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEN, THE

DEN, THE

The Den

ocena:8
Rok prod.:2013
Reżyser:Zachary Donohue
Kraj prod.:USA
Obsada:Melanie Papalia, David Schlachtenhaufen, Matt Riedy, Adam Shapiro, Bill Oberst Jr.
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dzisiaj na truizm zakrawa powiedzenie, iż Internet zrewolucjonizował życie milionów ludzi. Co więcej, owa zmiana ciągle się dokonuje, bo co i rusz na rynku pojawiają się nowe gadżety, a kolejne aplikacje wciągają w wirtualne świat rzeszę użytkowników. Psychologowie i socjologowie biją na alarm – dla ok. połowy młodych Brytyjczyków Internet jest równie realną i - co chyba najważniejsze - o wiele ciekawszą przestrzenią niż otaczający ich świat. Nikt jednak oprócz naukowców nie przejmuje się tego typu analizami, bo dla większości jednoczesne istnienie w światach równoległych to po prostu zmiana cywilizacyjna. Czy bezpieczna? Tak jak wszystko, w co angażuje się ludzkość. Oprócz legionu normalnych użytkowników trafiają się świry, zboczeńcy oraz psychopaci. Świetny „The Den” Zachary’ego Donohue’a opowiada o konsekwencjach zetknięciu się w wirtualnym świecie miłośnika nowych technologii z bezwzględnym oprawcą.

Główna bohaterka filmu fascynację możliwościami jakie w komunikacji stwarza Internet postanawia przekuć na pracę naukową. Dzięki wsparciu promotorki od władz miejscowej uczelni dostaje grant na badania ludzkich zachowań w sieci. Szczęśliwa Elizabeth szybko zabiera się do zbierania materiałów. Za pomocą aplikacji „Den” kontaktuje się z użytkownikami z całego świata. Nietrudno się domyślić, iż większość przypadkowych spotkań kończy się niedwuznacznymi propozycjami o charakterze seksualnym. Któreś połączenie okazuje się odmienne od reszty – Elizabeth bowiem słyszy wrzask katowanej dziewczyny. Początkowo zapomina o tym (wszak w sieci można natrafić na najdziwniejsze zjawiska), ale pewnego dnia ów użytkownik łączy się z bohaterką. Niczym zahipnotyzowana patrzy jak ktoś podrzyna młodej kobiecie gardło. Od tego momentu życie Elizabeth przeradza się w koszmar. Ktoś bowiem zaczyna ją śledzić, jej komputer zostaje zhakowany, a co najgorsze, zaczynają znikać najbliżsi bohaterki.

Zaraz po seansie – zachwycony, a jednocześnie przejęty widzianą na ekranie historią – stwierdziłem, iż „The Den” to jeden z najlepszych horrorów, jakie ostatnio dane mi było obejrzeć. Siła oddziaływania filmu Zachary’ego Donohue tkwi przede wszystkim w formie – całość nakręcona została w konwencji „found footage”. Losy wszystkich bohaterów obserwujemy niejako na żywo dzięki kamerom umieszczonym w laptopach, smartfonach i tabletach. W tym akurat filmie koncept ów sprawdza się podwójnie. W swoich recenzjach kilka razy już o tym pisałem – „found footage” czy „mockumentary” to wręcz idealne opakowania formalne dla horroru. Razem z dobrze napisanym scenariuszem stanowią klucz do zawładnięcia wyobraźnią odbiorów, bo dzięki tym elementom filmowego rzemiosła osiąga się efekt najważniejszy w recepcji kina grozy - zawieszenie niewiary. Poza tym jednoczesne istnienie w dwóch światach – realnym i wirtualnym – sprawia, iż lepiej poznajemy główną bohaterkę filmu, a tym samym mocniej angażujemy się w jej batalię przeciwko anonimowemu, ale wyjątkowo bezwzględnemu przeciwnikowi. Co więcej, owa fuzja dwóch światów, tak bardzo naturalna dla współczesnego człowieka, sprawia, iż momentalnie nie tylko wnikamy w filmową rzeczywistość, ale wierzymy w nią, bo kontakt z drugim człowiekiem za pomocą łącz internetowych dzisiaj stał się równie naturalny (a przez wielu coraz bardziej preferowany) co bezpośrednia interakcja.

W swoim filmie Zachary Donohue eksploruje tematy, które odbiorcom horroru obce być nie powinny. Pierwszym z nich jest możliwość dystrybuowania przez Internet najbardziej brutalnych i obscenicznych treści. Dla chcącego nic trudnego – co prawda anonimowość w Internecie jest mitem, ale jeśli grupie ludzi zależy na ukryciu kanału dystrybucyjnego pewnych treści, istnieją możliwości, by rozpowszechniane materiały przez dłuższy czas nie wpadły w ręce organów ścigania. Drugi temat to istnienie mitycznych filmów snuff, prawdziwych obrazów rejestrujących czyjąś śmierć. Do niedawna informacje dotyczące snuff movies ograniczały się do miejskich legend. Donohue wykoncypował, całkiem niegłupio trzeba przyznać, iż bogate i szukające nowy podniet zachodnie społeczeństwo w pewnym momencie zapragnie kupić czyjąś śmierć przełamując tym samym kolejne tabu w celu zapewnienia sobie chwili ekscytacji. A kapitalizm nie znosi próżni – jeśli na coś jest popyt, na pewno znajdą się ludzie, którzy ów apetyt, za odpowiednią cenę oczywiście, postarają się zaspokoić (reportaże o sytuacji kobiet ze Wschodniej Europy zmuszanych do prostytuowania się na Zachodzie nie pozostawiają złudzeń co do kondycji moralnej wielu „szacownych” Niemców, Francuzów czy Holendrów).

I tu dochodzimy do najważniejszej, w moim przekonaniu, kwestii dotyczącej przesłania zawartego Donohue’a. Na pierwszy rzut oka bowiem „The Den” wygląda jak slasher zrealizowany w konwencji „found footage”. Zamaskowany, uzbrojony i pozbawiony jakichkolwiek zahamowań osobnik prześladuje nie tylko główną bohaterkę, ale też członków jej rodziny oraz znajomych. Całość została świetnie zrealizowana i kapitalnie zmontowana. Film aż kipi od napięcia, nie brakuje w nim intrygujących i budujących atmosferę zagrożenia sekwencji, co i rusz zaskakiwani jesteśmy ciekawymi zwrotami akcji. Ale w opowieści Donohue’a pod atrakcyjną wizualnie fabułą kryje się drugie dno. Przez korzystanie z coraz większej ilości urządzeń oraz z zainstalowanych na nich aplikacji sieciowych – mam tu na myśli przede wszystkim komunikatory oraz portale społecznościowe – nasza prywatność przenosi się do Internetu, a tym samym staje się elementem sfery publicznej. Można ją wtedy przejąć, użyć jako narzędzia do manipulacji, a w skrajnych przypadkach przejąć. Ciesząc się z istnienia w sieci, z setek znajomych i natychmiastowego kontaktu z każdym z nich nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż niewiadomo kiedy możemy stać się ofiarą jakiegoś gotowego na wszystko szaleńca. Wycofać się wtedy z wirtualnego świata i zrezygnować ze wszystko co on oferuje? Czy to jest dzisiaj możliwe?

Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco zachęcić do obejrzenia filmu Zachary’ego Donohue’a. Bardzo rzadko bowiem zdarza się znaleźć na poletku współczesnego kina grozy pozycję, która z jednej strony sprawdza się jako porządne straszydło, z drugiej zaś jest ciekawym komentarzem do sytuacji jakie mają miejsce tuż obok nas.

Screeny

HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE HO, DEN, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezwykle zajmująca opowieść
+ umiejętnie wykorzystana konwencja found footage
+ mnóstwo emocji i napięcia
+ sporo emocjonujących i pełnych napięcia scen
+ świetne zakończenie
+ kapitalne realizacja i wyczucie tempa
+ kilka trafnych refleksji dotyczących funkcjonowania ludzi w wirtualnym świecie

Minusy:

- czy na pewno wszyscy, tak jak bez wyjątku bohaterowie filmu, prowadzą bardzo aktywne życie w sieci?

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -