Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIDZIADŁO

WIDZIADŁO

Widziadło

ocena:8
Rok prod.:1983
Reżyser:Marek Nowicki
Kraj prod.:Polska
Obsada:Roman Wilhelmi, Marzena Trybała, Mariusz Dmochowski, Dorota Kwiatkowska
Autor recenzji:gościnnie: Damian Romaniak
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czy można sobie wyobrazić film i to w dodatku horror, który ma za zadanie dodawać otuchy polskiemu społeczeństwu w mrocznych czasach stanu wojennego poprzez zwrot ku pięknu, estetyce? Wiem, że wydaje się to na pierwszy rzut oka dość dziwne i kuriozalne, ale właśnie taki cel przyświecał Markowi Nowickiemu podczas realizacji ,,Widziadła”. Cechą szczególną tego obrazu staje się wielkie rekwizytorium przeróżnych przedmiotów (staje się ono czymś w rodzaju swoistego muzeum). Twórca otrzymał w 1984 roku nagrodę za najlepszy debiut reżyserski na Koszalińskich Spotkaniach Filmowych ,,Młodzi i Film” (dziś impreza funkcjonuje pod nazwą Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych ,,MiF”). Jest to wyróżnienie jak najbardziej zasłużone, bowiem dzieło Nowickiego to naprawdę jeden z niewielu udanych polskich horrorów. Na palcach jednej ręki możemy policzyć rodzime realizacje kina grozy, które bez wahania możemy polecić każdemu, nie narażając się na niebezpieczeństwo wstydu czy zażenowania. Mogę tu wymienić ,,Lokisa” (1970) Janusza Majewskiego, ,,Diabła” (1971) Andrzeja Żuławskiego czy ,,Medium” (1985) Jacka Koprowicza, jeśli miałbym dodać do tej listy pierwszą ,,Wilczycę” (1982) Marka Piestraka zrobiłbym to warunkowo i z wielkimi zastrzeżeniami. Natomiast bez żadnych obiekcji stawiam obok wyżej wymienionych tytułów film Marka Nowickiego.

,,Widziadło” ma swój silny rodowód literacki. Reżyser główny motyw zaczerpnął z ,,Pałuby” Karola Irzykowskiego (to on stworzył termin X Muza i przewidział, że kino z czasem będzie sztuką) jednego z arcydzieł polskiej prozy okresu Młodej Polski. Jest to powieść-fenomen, utwór prekursorski wobec późniejszych dokonań literatury europejskiej spod znaku chociażby Tomasza Manna czy Jamesa Joyce’a, dzieło niezwykle złożone i skomplikowane, stojące w opozycji do wszystkiego, co powstawało w owych czasach. Mamy tu do czynienia z utworem łamiącym całkowicie paradygmat powieści modernistycznej. Autor nie skupia się wyłącznie na fabule, ale także – a może przede wszystkim – na autotematyzmie, stąd ,,Pałuba” staje się powieścią o powieści, głębokim i silnie intelektualnym esejem na temat sztuki. Badacze literatury (tacy jak Kazimierz Wyka) zastanawiali się czy jest to w ogóle powieść. Irzykowski skupia się na takich zagadnieniach jak psychologiczny opis procesu poznania czy problemie nieautentyczności. Piszę to wszystko dlatego, aby uświadomić odbiorcę recenzji, że wierne przeniesienie na wielki ekran dzieła Irzykowskiego jest zadaniem po prostu niemożliwym i z góry skazanym na porażkę. Nie ma co czynić Nowickiemu zarzutów, że stworzył pewną wariację, wykorzystując jeden z najważniejszych motywów słynnej młodopolskiej powieści, będącej w swojej istocie metapowieścią, przekraczającą hen daleko swój gatunek.

Głównym bohaterem filmu jest mieszkający w pięknym pałacu Piotr Strumieński (w tej roli niezastąpiony Roman Wilhelmi), który nie może uwolnić się od tragicznej przeszłości. Co jakiś czas prześladuje go widmo pierwszej żony, Angeliki. Ukochana zmarła śmiercią tragiczną (popełniła samobójstwo), za życia była nietuzinkową artystką i niezwykle piękną kobietą. Po śmierci staje się w okolicy postacią wręcz legendarną, mieszkańcy mówią, że widzą jej ducha w charakterystycznej szacie, na białym koniu (Nowicki błyskotliwie nawiązuje do obrazu ,,Szał uniesień” Władysława Podkowińskiego) Na widzu robi wrażenie sugestywna scena snu bohatera, w której zjawa nagiej Angeliki szepcze do protagonisty znamienne słowa: ,,Nigdy nie zaznasz szczęścia z inną kobietą, zawsze będziesz słyszał mój śpiew”. Jest w niej coś podniecającego i zmysłowego, ale i z drugiej strony przerażającego, tak jak spotkanie Erosa z Tanatosem. W zgrabnej, ponętnej kobiecie kryje się zawoalowana śmierć. Piotr to bohater, który żyje przeszłością i nie może się od niej uwolnić. I ostatecznie stanie się jej ofiarą. Jednym z jego ulubionych miejsc, które często odwiedza jest stara kaplica, dawna pracownia malarska Angeliki, teraz zakurzona sprawiająca wrażenie martwej i opuszczonej. To w niej znajdują się liczne od dawna nieużywane przedmioty i ilustrowana ,,Księga miłości”, będąca pamiętnikiem ich uczucia. Znajomy ksiądz widzi w tym uczuciu opętanie i elementy diaboliczne, zaleca bohaterowi spowiedź oraz pokutę. Piotr, aby zapomnieć o wszystkim zaczyna malować, jednak nocne koszmary się nasilają, a wokół bohatera i jego rodziny dzieją się rzeczy przerażające, których rozum nie jest w stanie wyjaśnić.

,,Widziadło” było reklamowane jako horror erotyczny i muszę przyznać, że taka klasyfikacja w pełni satysfakcjonuje, no chyba, że ktoś się nastawia na brutalny i ekstremalny erotyzm, taki chociażby jak w ,,Diable” czy ,,Szamance” Żuławskiego (de facto oba dzieła też można postrzegać w kategoriach ,,sex horror”), to muszę od razu oznajmić, że nic z tego, tu mamy łagodną, zmysłową i wysmakowaną niczym w klasycznych dziełach malarskich erotykę. Wybór przez Nowickiego Doroty Kwiatkowskiej, która wciela się w rolę pięknej i demonicznej Angeliki był strzałem w dziesiątkę. Sceny rozbierane (nie bójmy się tego powiedzieć !!!) z jej udziałem są na naprawdę wysokim poziomie i do dziś stanowią prawdziwą ucztę dla oka. O grze Romana Wilhelmiego raczej nie muszę pisać, bo był to aktor jakich mało, który sprawdzał się praktycznie w każdym repertuarze, nie ważne czy poważnym (jak w tym przypadku) czy komediowym. Olbrzymim plusem ,,Widziadła” są też kostiumy, charakteryzacja oraz scenografia oddająca klimat tamtej epoki, zresztą u nas horror często miał charakter kostiumowy i był związany z poetyką dworku albo zamku (,,Lokis”, ,,Diabeł”, ,,Wilczyca” i jej koszmarnie nieudolna kontynuacja). Ponadto obraz zawiera spory ładunek psychologii, co stanowi również duży atut i ukłon w stronę literackiego pierwowzoru.

Film Nowickiego nie stawia na dosłowną brutalność, ale przede wszystkim na klimat i atmosferę. Jednak nie brakuje w nim scen zaskakujących i przerażających – moment, w którym Piotr prosi drugą żonę, aby w kaplicy wdziała szaty Angeliki, wizje oraz głosy czy śmiechy dręczącej bohatera zjawy oraz sekwencja finałowa z odcięciem głowy, która jest jak z rasowego horroru, gdzie nie ma miejsca na happy end. Widmo nie zostało pokonane. Demoniczna i piękna kobieta na koniu musiała zatryumfować.

Screeny

HO, WIDZIADŁO HO, WIDZIADŁO HO, WIDZIADŁO HO, WIDZIADŁO HO, WIDZIADŁO

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ silny literacki rodowód (wielkie brawa za odwagę dla reżysera, że zdecydował się sięgnąć po tak trudny i arcygenialny tekst, jakim jest ,,Pałuba” Irzykowskiego)
+ klimat i atmosfera
+ potrafi przerazić i zaskoczyć widza
+ subtelna erotyka
+ gra Romana Wilhelmiego i Doroty Kwiatkowskiej
+ kostiumy, charakteryzacja, scenografia
+ scena finałowa
+ jeden z najlepszych polskich horrorów

Minusy:

- fani książki mogą być nieco zawiedzeni i czuć niedosyt
- czasami erotyka i elementy obyczajowe przeważają nad grozą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -