Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear

STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear

Stranger in our House

ocena:7
Rok prod.:1978
Reżyser:Wes Craven
Kraj prod.:USA
Obsada:Linda Blair, Lee Purcell, Fran Drescher, Jeff East, Jeff McCracken, Macdonald Carey, Carol Lawrence, Jeremy Slate
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W malarstwie znane jest pojęcie sztuki naiwnej. Jej reprezentanci zazwyczaj nie posiadają w rękach narzędzi oraz przygotowania, jakimi pochwalić się mogą profesjonaliści. Powstają przez to światy, choć niby realne, to często głębiej przesiąknięte mrokiem i magią, niż obrazy ekspresjonistów. Niby bez fajerwerków, a niepokój pozostaje. Wes Craven tworząc przed erą Wielkich i Na Siłę Strasznych Komputerów, przy użyciu minimalistycznych środków namalował obraz, który się pamięta.

Prymitywnie, bo i fabuła raczej banalna. Różowe lata siedemdziesiąte gdzieś w Teksasie. W wypadku samochodowym ginie rodzina. Siostra zmarłej postanawia przyjąć pod swój dach Julię-jej córkę. Otoczenie wita dziewczynę z otwartymi ramionami i szczerą chęcią wsparcia. Sielanka kończy się w chwili, gdy kuzynka Julii zaczyna podejrzewać, że chyba jednak nie wszystko jest tak piękne, jakby się wydawało. Oczywiście dla pełni tragedii otoczenie widzi w zachowaniu RacheI nastoletnią zazdrość. Podejrzenie o tyle uzasadnione, iż Julie skupia na sobie uwagę całego otoczenia, zabiera kuzynce chłopaka, no i jeszcze pozostaje kwestia konia… Czy na takich podwalinach można, bez wykorzystania najnowszych efektów specjalnych zrobić dobry film? Okazuje się, że można.

Wielka w tym zasługa umiejętnie rozłożonego napięcia. Od początku wiadomo, że coś ma się wydarzyć, jednak reżyserowi nie za bardzo spieszy się z odsłonięciem wszystkich kart. Opuszczają one talię powoli i z wyważonymi przerwami tak, by widz mógł się nacieszyć poznaną właśnie tajemnicą i z niecierpliwością oczekiwać następnej. Rachel odkrywa figurkę konia i biegnie sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Ten ma się świetnie. Czy aby na pewno? W podobny sposób rozwija się cała akcja. Rusza ona dopiero pod koniec filmu i… znowu osiada. „Stranger in our house” jest niestety w grupie filmów z podwójnym zakończeniem. Paradoksalnie zakończenie numer dwa dużo lepiej wpisuje się w epokę oraz klimat, niż zakończenie numer jeden. Sprawdził się na szczęście sposób, w jaki twórcy podeszli do kwestii czarownic oraz magii. Przez większą część filmu widz po prostu jest o niej informowany. Wszelkie wypadki mają właściwie swoje racjonalne wytłumaczenie, a napięcie konsekwentnie i coraz mocniej buduje się wokół teoretycznie racjonalnych zdarzeń. To z jednej strony niedomówienia i tajemnice, z drugiej zaś umiejętne wykorzystanie kamer. Zbliżenia oraz plany dalsze zostały poprowadzone tak, by zwracać uwagę nie tyle na same wypadki, co ich kontekst oraz znaczenie dla akcji. Kiedy więc samochód jedzie po stromym zboczu widzimy przez moment pędzący po skalnej drodze punkt. A kiedy dochodzi do walki o przeżycie w samochodzie, na ekranie dominują zbliżenia. I to właśnie one są dominantą całej kompozycji.

Craven wiedział, co robi kierując nie tylko rozwojem akcji, ale i podczas doboru odtwórców głównych ról. Największy ciężar spadł na barki grającej Rachel Lindy Blair i widać na ekranie, że nosi go nad wyraz lekko. Sama postać momentami drażni pretensjonalnością, lecz tym razem In plus dla całego obrazu. Rachel to wybuchowa mieszanka naiwnej i rozpieszczonej księżniczki z zaprawioną w bojach demaskatorką spiskowców. Umiejętności tej kojarzonej niestety przez wielu głównie z kinem familijnym aktorki nie dziwią, jeśli przypomnieć sobie, że na rok przed rolą w „Obcym w naszym domu” zagrała w „Egzorcyście”, a i późniejsza filmografia Blair obfituje również w kilka niezłych horrorów. Większość zresztą obsady doskonale widziała, co robi na planie. Niestety, nie do dotyczy to charakteryzacji, która, szczególnie kiedy Julia pokazała swoją mniej romantyczną twarz, zamiast na efekt grozy, postawiła raczej na element smokie eyes po deszczu. Tu postać rzeczywiście bardziej bawi, niż straszy, nawet jeśli weźmie się poprawkę na specyfikę czasów w jakich powstał.

Przyczepić też można się do kilku nieścisłości w fabule. W jednej scenie pożar obejmuje dom z przebywającymi tam ludźmi, a w kolejnej widzimy szczęśliwą i zdrową rodzinę przed samym budynkiem. Na szczęście, to nie tego typu szczegóły tworzą obraz. 30, 40 lat temu filmowcy nie mieli w rękach takich możliwości, jakie dostają współcześni. Komputerami były ich głowy, w których rodziły się pomysły. Mniejsza ilość techniki umożliwiała na skupienie się na kreatywności. W końcu nikt nie mówi, że to obecnie horrory przeżywają swój złoty wiek. „Stranger In Our house” jest dzieckiem swoich czasów i dzięki temu nawet obecnie oglądanie go sprawia niekłamaną przyjemność Craven pokazuje, że można robić niesztampowe kino nawet posiadając, jak na obecne czasy, prymitywne możliwości.

Screeny

HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear HO, STRANGER IN OUR HOUSE a.k.a Summer of Fear

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ suspens
+ gra aktorów
+ scenografia
+ prostota przekazu

Minusy:

- drobne nieścisłości w fabule
- przewidywalność
- gra aktorska konia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -