Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BILOCATION a.k.a Bairokêshon

BILOCATION a.k.a Bairokêshon

Bilokacja

ocena:6
Rok prod.:2013
Reżyser:Mari Asato
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Asami Mizukawa, Kento Senga, Sho Takada, Kenichi Takito, Sakai Wakana
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Podobno ta historia zdarzyła się naprawdę. W latach 1845–1846 Emilia Sagée, francuska nauczycielka, uczyła w Pensjonacie Neuwelcke dla dziewcząt z arystokratycznych rodów w Wolmar, koło Rygi. Nowozatrudniona pracownica cieszyła się sympatią wśród uczennic oraz uznaniem władzy szkoły. Z czasem jednak pośród pensjonariuszek zaczęły krążyć plotki o tym, iż nauczycielka ma swego sobowtóra. Któregoś dnia Sagee prowadziła zajęcia z trzynastoma uczennicami, pisząc kredą po tablicy. Nagle uczennice z przerażeniem dostrzegły, że obok nauczycielki pojawiła się identycznie wyglądająca „kopia” kobiety. Wykonywała ona te same czynności z tym, że pani Sagee rzeczywiście pisała kredą, a jej „drugie ja” tylko naśladowało ruch ręki po tablicy. Innym razem widziano ją równocześnie, gdy siedziała w szkolnej sali, pilnując dziewcząt i jednocześnie w ogrodzie, gdy pieliła grządki z kwiatami. Niespodziewane pojawianie się fantoma Sagee zdarzało się tak często, iż przerażone uczennic zaczęły tłumnie opuszczać mury pensjonatu. Dyrekcja była zmuszona w końcu zwolnić pechową nauczycielkę. Jak się okazało była to jej już dziewiętnasta posada. Fenomen, którego ofiarą padła Emilia Sagee znany jest jako bilokacja: równoczesne przebywanie w dwóch różnych miejscach. To rzadkie zjawisko paranormalne jest także punktem wyjścia nadnaturalnego thrillera Mari Asato, „Biloaction”.

Sztuka dla Shinobu Takamury wydaje się być wszystkim. Choć zajmuje się amatorsko malarstwem ma nadzieję, że dzięki zwycięstwu w konkursie, w którym bierze udział, marzenie o profesjonalnej, artystycznej karierze w końcu się ziści. Jak na złość natchnienie zdaje się ją opuszczać, termin konkurs biegnie nieubłaganie a ona nie może dokończyć obrazu. Co gorsza podczas robienia zakupów, spotyka ją wyjątkowo nieprzyjemna sytuacja: zostaje oskarżona o płacenie fałszywymi pieniędzmi. Na dowód sprzedawca pokazuje jej nagranie z monitoringu, na którym widzi się siebie, jak dokonuje transakcji sfałszowanym banknotem. Sęk, w tym, że to nie może być ona. Sprzedawca nie chce słuchać tłumaczeń Shinobu oddaję ją w ręce przybyłego detektywa. Kano. Kano jednak nie zawozi kobiety na posterunek, ale do siedziby ludzi takich jak Shinobu: ofiar „drugiego ja” powstałych w wyniku niekontrolowanej bilokacji. Bohaterka dołącza do Kano, pewnego studenta, gospodyni domowej, tajemniczego Kagamiego oraz Itsukiego, organizatora tej grupy. Korzystając z doświadczeń pozostałych, Shinobu poznaje „zwyczaje” sobowtórów oraz sposób ich rozpoznania (nie posiadają odbicia), ale zdobyta wiedza nie wystarcza, gdy „kopie” stają się agresywne wobec „oryginałów’. Życiu bohaterów zaczyna zagrażać śmiertelne niebezpieczeństwo.

Historie o doppelgangerach, sobowtórach czy tak jak w przypadku bilokacji – fantomach lub fluidalach to niewątpliwie wdzięczny temat dla kina grozy. Sobowtóry są odpowiednio niezwykłe, tajemnicze a nawet przerażające. W sam raz, by wzbudzić strach u odbiorcy a przy tym są na tyle pojemne metaforycznie, by nie tylko postraszyć widza, ale także przekazać mu kilka głębszych refleksji o naturze ludzkiej tożsamości. Z obu tych możliwości oferowanych przez motyw doppelgangera korzysta Mari Asato, japońska reżyserka, okazjonalnie aktorka od początku swej kariery artystycznej wierna gatunkowi grozy.

Znana bodaj najlepiej z reżyserii „Ju-on. Black Ghost” twórczyni jest na tyle ambitna, aby sięgać po grozę ukrytą w mniej zużytym rekwizytorium horroru niż długowłose, J-horrorowe zjawy. Wprawdzie tematyka sobowtórowa nie jest filmową terra incognita, a listę tego rodzaju obrazów należałoby zacząć od „Doppelgangera” Kiyoshiego Kurosawy, wykładowcy w Tokijskiej Szkole Filmowej i mistrza artystki, którego filmem zresztą Asato wyraźnie się inspiruje. W każdym razie już przez wybór źródła grozy reżyserka punktuje. Następne punkty zbiera dzięki doświadczeniu zdobytemu na planie jej wcześniejszych horrorów. Potrafi bowiem budować atmosferę narastającego niepokoju (przynajmniej do pewnego momentu), którą puentuje gwałtownymi scenami ataków fantomów na bohaterów. Grozę kreują też postaci fantomów. Efekt, gdy ich rozbieżnie ułożone źrenice, ustawiają się na środku oka, sprawia dość upiorne wrażenie, a jednocześnie podkreśla nienaturalność i sztuczność ich egzystencjalnego statusu. Zresztą nawet komputerowo generowany efekt formowania się sobowtóra wypada całkiem przyzwoicie, a nawet – rzec by można – stylowo. Napięcie i grozę Asato stara się także budować w oparciu o bardziej wyrafinowane metody, żonglując identycznością rozdwojonych bohaterów. Dzięki tej metodzie nie tylko filmowi protoplaści tracą orientację w tożsamości postaci, ale także widzowie, co z kolei pracuje na efekt napięcia i grozy. Na tej dezorientacji opiera się także finałowa niespodzianka.

Niestety ten sprawnie zrealizowany thriller nadnaturalny cierpi jednak na bolączkę większości filmów grozy: scenariusz. Gdzieś do połowy obrazu przedstawiona historia, przy założeniu, że zaakceptujemy konwencjonalne wymogi gatunku, brzmi sensownie i nawet intryguje. Intryguje za sprawą bilokacyjnych fantomów, których w miarę dokładną i wiarygodną charakterystykę przedstawia się w „Bilocation”. Asato umieszcza nawet króciutką scenkę wyraźnie nawiązującą do przypadku Emili Sagee. Niestety wraz z rozwojem filmowych wydarzeń początkowy opis sobowtórów nijak ma się do zachowania tychże istot i wchodzących w interakcje z nimi bohaterów. Z obrazu Asato dowiadujemy się, że fantomy „żyją” do 23 minut, a potem znikają, by za jakiś czas znów się pojawić. Tymczasem pod koniec filmu poznajemy kilka z nich, które żyją z nieświadomymi tego faktu ludźmi wiele lat. Reżyserka nie może się też zdecydować, czy ukazywać bilokacyjne istoty jako byty w pełni materialne, które np. można zabić czy raczej autonomiczne hologramy. W filmie mówi się, że jedyną metodą ich odróżnienia jest użycie lusterka, ale gdy w jednej ze scen, w której jego użycie wydaje się nie tylko naturalne, ale konieczne z jakiegoś powodu żaden z bohaterów nie wpada na pomysł, aby z niego skorzystać. Tego rodzaju nielogiczności, niekonsekwencji i zwykłych scenariuszowych dziur jest zdecydowanie za wiele, aby przymknąć na nie oko. I jakby tego by mało ciągnie tę swą opowieść Asato prawie do dwóch godzin, gdy jej potencjał wyczerpał się już po 80 minutach.

Zakończę recenzję „Bilocation” jednak akcentem optymistycznym. Choć fabuła rozłazi się w szwach, a temat bilokacji można było ukazać w mniej konwencjonalny, momentami zbyt mocno osadzony w formule kina grozy sposób, to niewątpliwie należy pochwalić Asato za ambicję na jeszcze jednym polu. To refleksje, do których skłania. Wspomniałem już o inspiracji „Doppelgangerem” Kurosawy, pora zatem wyjaśnić na czym ona polega. W „Bilocation” podobnie jak w obrazie twórcy „Pulse” sobowtór pojawia się na świecie na skutek ogromnego stresu, któremu poddani są bohaterowie i dla którego nie potrafią znaleźć skutecznego rozładowania. Shinobu pragnie wygrać malarski konkurs, ale jednocześnie tęskni za normalnym życie u boku kochającego ją mężczyzny. Kano jest nieustannie rugany, poniżany i prześladowany przez swego szefa i w głębi duszy chciałby go zabić. Matka chorowitego chłopca zadręcza się o jego zdrowie, gdy w istocie jest już zmęczona ciągłą opieką nad synem. W każdym z bohaterów narasta wewnętrzny konflikt, który znajduje ujście w rozszczepieniu tożsamości. Jest o to szczególnie łatwo w japońskim kolektywnym społeczeństwie, jeśli zdamy sobie sprawę ze specyfiki koncepcji tożsamości. „Ja” to japońskie jibun, które jest relacyjne, opiera się przede wszystkim na interpersonalnych relacjach a znacznie mniej na subiektywnym poczuciu siebie. Jibun jest więc w pewnym sensie dzielone z innymi: rodziną, grupą, społeczeństwem. Mówi się w przypadku japońskiej koncepcji tożsamości o „słabym ego”, podkreśla jego płynność, zmienność i otwartość. Nic dziwnego, że takie nieustannie potwierdzane przez innych „ja” łatwo jest zatracić. Obraz Asato opowiada zatem o osadzonym w japońskiej rzeczywistości społecznej kryzysie tożsamości, o utraconym „ja” i próbach jego odzyskania i ponownego scalenia. Ważkie kwestie, tym bardziej szkoda, że niedopracowany scenariusz zniechęca widza do ich zgłębienia. Ale że tego rodzaju egzystencjalne refleksje to rzadkość w kinie grozy, toteż doceniając ten fakt, oceniam „Bilocation” ostatecznie na „sześć czaszek”.

Screeny

HO, BILOCATION a.k.a Bairokêshon HO, BILOCATION a.k.a Bairokêshon HO, BILOCATION a.k.a Bairokêshon HO, BILOCATION a.k.a Bairokêshon HO, BILOCATION a.k.a Bairokêshon

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawność realizatorska
+ zjawisko bilokacji jako intrygujący punkt wyjścia
+ całkiem niezła atmosfera narastającego niepokoju i tajemnicy
+ na głębszym poziomie skłania do refleksji nad ludzką tożsamością

Minusy:

- niedopracowany scenariusz z licznymi nielogicznościami i niekonsekwencjami
- głębsze potraktowanie tematu uniemożliwia zapatrzenie się w zgrane konwencje kina grozy
- mógłby być krótszy a film nie tylko by na tym nie ucierpiał, ale jeszcze zyskał
- nie za wiele wartej pamiętania grozy

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -