Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:OCULUS

OCULUS

Oculus

ocena:4
Rok prod.:2013
Reżyser:Mike Flanagan
Kraj prod.:USA
Obsada:Karen Gillan, Katee Sackhoff, Rory Cochrane, Brenton Thwaites
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Swoim długometrażowym debiutem zatytułowanym „Absentia” Mike Flanagan udowodnił, iż sukces artystyczny w kinie grozy oznaczać musi pójście pod prąd. Kiedy wszyscy kręcą banalne fabuły prześcigające się w epatowaniu okrucieństwem, reżyser zrobił film wyciszony i pozbawiony fajerwerków, za to hipnotyzujący niesamowitością wkradającą się w życie bohaterów. Nic więc dziwnego, że z niecierpliwością oczekiwałem na kolejny film Flanagana. „Oculus” miał być rozwinięciem krótkometrażówki, którą filmowiec zrealizował w 2006 roku.

Otóż cała opowieść w „Oculus” zbudowana została na fundamencie jednego pomysłu – akcja rozgrywa się na dwóch planach czasowych. Para głównych bohaterów, Kaylie i Tim, próbuje dociec, co dziesięć lat wcześniej zabiło ich rodziców. Wtedy policja nie miała żadnych wątpliwości, bo o zabójstwo oskarżono jedenastoletniego Tima i na ponad dekadę osadzono go w szpitalu psychiatrycznym. Dzieci wiedziały jednak, iż za okrutną śmiercią ich rodziców stały demony zaklęte w niezwykłym i przekuwającym uwagę zwierciadle, które stało w gabinecie ojca. Teraz już dorośli i zdeterminowani, zwłaszcza Kaylie, jeszcze raz stawią czoło zaklętym z lustrze złowrogim mocom.

Dzięki wspomnianemu wyżej chwytowi narracyjnemu co i rusz przenoszeni jesteśmy w czasie. Oczami dwojga ciekawskich i kochających się dzieci poznajemy historię opętania ich ojca przez kryjące się po drugiej stronie lustra zjawy. Równolegle prowadzony jest drugi wątek - Kaylie i Tim w domu, w którym doszło do rodzinnej tragedii, pragną ostatecznie rozprawić się ze złem odpowiedzialnym za śmierć ich rodziców. Jak nietrudno się domyśleć, perfekcyjnie skrojony plan walki z duchami szybko sypie się niczym domek z kart. Flanagan wymyślił sobie, iż dzięki takiemu sposobowi prowadzenia narracji będzie do końca trzymał widza w niepewności zarówno co do dziecięcej traumy bohaterów, jak również w kwestii ich „dorosłych” planów. Jakby tego było mało, filmowiec postanowił zamieszać w głowach odbiorców skrajnie różną interpretacją wydarzeń, których Kaylie i Tim byli świadkami w dzieciństwie. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego mężczyzna przestał dopuszczać do wiadomości wersję, iż za rodzinną tragedię odpowiadają nadprzyrodzone moce. Razem z nim i my, widzowie, zaczynamy poddawać w wątpliwość istnienie duchów, a tym samym coraz poważniej rozważamy jak najbardziej racjonalną interpretację widzianych na ekranie wydarzeń.

Śmiem podejrzewać, iż Flanaganowi nie zależało na zrobieniu dzieła, które nade wszystko zaintrygować miło widza dwuznacznościami, niedopowiedzeniami i aurą tajemniczości. Ze scenariusza „Oculus” bowiem „wykrzesać” można było co najwyżej niezłego straszaka, o którym zapomina się zaraz po wyjściu z kina. Reżyserowi nie udało się nawet to, bo jego najnowszy film tonie w sztampie i przeciętności, od jakiejkolwiek strony nie próbowalibyśmy na niego spojrzeć. Zaznajomiony z wykorzystywanymi w kinie grozy chwytami widz bardzo szybko rozszyfruje strategię narracyjną Flanagana i recepcja filmu zamiast bawić odpowiednio dawkowanym napięciem sprowadzać się będzie do bezrefleksyjnej rejestracji kolejnych zdarzeń. „Oculus” zrazi także do siebie odbiorców poszukujących w obrazie filmowym ciekawych kontekstów oraz odniesień i komentarzy do rzeczywistości pozafilmowej. Autor „Absentii” porzucił rozwinięcie wątków, które aż prosiły się o intrygujące pogłębienie – poniżanie matki przez ojca w obecności dzieci, psychiczna „przypadłość” jednego z głównych bohaterów, wreszcie interpretacyjna konfrontacja wobec jednego zdarzenia.

Nie znaczy to jednak, iż „Oculus” to realizacyjnie bezwładna i pozbawiona sensu „amatorka”, którą należy omijać szerokim łukiem. Od strony technicznej obrazowi Flanagana trudno cokolwiek zarzucić – pomimo przeskoków czasowych akcja jest czytelna (może aż nadto czytelna), jego najmocniejszą stroną jest montaż bardzo plastycznie łączący dwa plany chronologiczne, może także podobać się kilka scen opartych na tradycyjnej, „ręcznej” charakteryzacji. Trudno za to wykrzesać z siebie jakikolwiek entuzjazm na widok wygenerowanych komputerowo zjaw. Podobne – wielkookie, zwiewne i straszące niemym wrzaskiem – widzieliśmy już w dziesiątkach horrorów made in Hollywood. Dlatego „Oculus” może podobać się jedynie na początku, kiedy jeszcze nie do końca wiadomo w czym będzie tkwiło sedno fabuły i w jaki sposób w filmową intrygę wplątane będą losy dwojga dziecięcych bohaterów (dzieciaki w horrorach to dramaturgiczny samograj – często trzyma się ich stronę w starciu z piekielnymi zastępami).

„Oculus” powinien spodobać się widzom, którzy po horror sięgają sporadycznie, dla zabicia czasu (omen nomen). Nie zdając sobie sprawy z tego, jak zmienia się sztuka filmowa oraz na czym polega zabawa kliszami kina gatunkowego, mogą być umiarkowanie usatysfakcjonowani seansem do bólu konwencjonalnego filmu, jakim jest opisywane powyżej dzieło. Odbiorca poszukujący w kinie grozy szczypty oryginalności czy ciekawych kontekstów w dziele Flanagana nic interesującego nie znajdzie. Dlatego tym projekcję „Oculus” stanowczo odradzam.

Screeny

HO, OCULUS HO, OCULUS HO, OCULUS HO, OCULUS HO, OCULUS HO, OCULUS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ strona wizualna filmu (zdjęcia)
+ intrygujący początek
+ montaż

Minusy:

- im dalej, tym mniej intrygująco
- sztampowy scenariusz
- łatwy do przewidzenia finał
- komputerowe zjawy
- z historii można było wykrzesać trochę więcej

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -