Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INNKEEPERS, THE

INNKEEPERS, THE

Zajazd pod duchem

ocena:8
Rok prod.:2011
Reżyser:Ti West
Kraj prod.:USA
Obsada:Sara Paxton, Pat Healy, Kelly McGillis, George Riddle
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ti West to jeden z najciekawszych amerykańskich twórców kina grozy młodego pokolenia. Już w debiucie długometrażowym zatytułowanym „The Roost” oddając hołd sztuce, która go ukształtowała i inspirowała – niskobudżetowym horrorom – pokazał się jako artysta doskonale znający prawidła gatunkowe. „The House of the Devil” to także ukłon w stronę klasyki – tym razem przez czerpanie garściami ze złotej ery horroru, czyli lat 80. XX wieku – ale także perfekcyjnie skonstruowana fabuła oraz niesamowity klimat i genialnie dawkowane napięcie. W kontynuacji „Cabin Fever” West pokazał, iż ma smykałkę nie tylko do horroru zbudowanego na fundamencie wycyzelowanego suspensu, ale także jak ryba w wodzie czuje się w dynamicznym i skąpanym w posoce gore. „The Innkeepers” to koncepcyjny, a co ważne jakościowy, powrót do „The House of the Devil”. West znowu bardzo wysoko ustawił sobie poprzeczkę próbując porwać nas wiarygodną kreacją świata przedstawionego oraz kapitalną realizacją tu sprowadzającą się przede wszystkim do budowania napięcia.

Prawnicy hotelu Yankee Pedlar Inn spędzają w nim ostatni weekend. Po nim ponad stuletni i posiadający bogatą historię przybytek ma być zamknięty. Zdesperowani młodzi ludzie chcąc nie tylko utrzymać miejsca pracy, ale i zachować w niezmienionym stanie zabytkowy budynek postanawiają zareklamować Yankee Pedlar Inn jako hotel nawiedzony przez zjawy. W tym celu nawiązują kontakt z duchem kobiety, która ponad sto lat wcześniej w dość niezwykłych okolicznościach zmarła w jednym z hotelowych pomieszczeń. Bohaterów przed ingerencją w nieznany im świat przestrzega Leanne Rease-Jones, jeden z ostatnich gości w hotelu. Jednak Claire i Luke „napalają się”, by zarejestrować manifestację ducha, a nagranie umieścić na stronie internetowej Yankee Pedlar Inn.

Jeśli chodzi o fabułę oraz składające się na nią wątki, to już powyższe streszczenie zdradza, iż Ti Westowi nie zależało na odkrywaniu Ameryki, a tym samym uczynieniu swojego filmu powiewem świeżości w tak spetryfikowanym gatunku, jakim jest horroru. „The Innkeepers” to ghost story, opowieść o nawiedzonym budynku i ludziach pragnących zgłębić tajemnice tkwiące w jego murach. Bohaterowie mierzący się z mroczną przeszłością hotelu - dość specyficznego przecież miejsca, odwiedzanego przez tysiące ludzi o różnorodnej konduicie – od razu przywodzi na myśl słynny „The Shining” Stanley’a Kubricka. Kino grozy rzadko z sukcesem adaptuje skomplikowane i wielopoziomowe fabuły. O wiele istotniejsza jest forma, w którą wtłoczono prostą, choć niekoniecznie idiotyczną historię (choć jeśli chodzi o horror i takie znajdują swoich admiratorów).

Co zatem w filmie Westa szczególnie zwraca na siebie uwagę? Przede wszystkim drobiazgowość w kreacji świata przedstawionego. Już czołówka w „The Innkeepers” pełni rolę dramaturgiczną. Twórcy raczą nas bowiem licznymi fotografiami ilustrującymi to, jak na przestrzeni ponad stu lat zmieniał się hotel Yankee Pedlar Inn. Później nie szczędzą długich ujęć pokazujących nam intrygujący wystrój wnętrza budynku. Fantastycznie buduje to klimat, bo Yankee Pedlar Inn to kameralne miejsce, specyficzne, ze swoja historią i unikalną atmosferą. W podobny sposób West prezentuje swoich bohaterów. Poświęca im sporo czasu, pokazując ich w najróżniejszych sytuacjach i dając im wypowiedzieć się na najróżniejsze tematy. Dzięki temu Claire i Luke nabierają głębi i rozbudzają w nas sympatię. Tym bardziej że oboje odbiegają od lansowanego w mediach wzorca młodego człowieka, którego wartość mierzy się pozycją w korporacji oraz ilością zarabianych pieniędzy. Ale ze wszystkich filmowych konceptów „zaprzężonych do pracy” w „The Innkeepers” najważniejszy jest ten dotyczący sposobu, w jaki Ti West opowiada swoją historię. Reżyserowi nigdzie się nie spieszy – nie próbuje przykuć naszej uwagi ani dynamiczną akcją, ani eksponowaniem okrucieństwa. W „The Innkeepers” nie ma nawet krztyny efekciarstwa. Powoli poznajemy bohaterów, losy hotelu, wreszcie tajemnice zaklęte w jego murach. I gdzieś w całą świetnie rozpisaną i umiejętnie prowadzoną opowieść o końcu, stracie i pragnieniu uratowania czegoś istotnego West wprowadza kolejny wątek, nadnaturalny, bo nie ma najmniejszych wątpliwości, iż w Yankee Pedlar Inn dzieje się coś niesamowitego. Początkowo i bohaterom, i nam próba nawiązania kontaktu z duchami wydaje się dobrą zabawą okraszoną dreszczykiem. Kiedy jednak na światło dzienne wychodzą kolejne tajemnice i zjawy stają się coraz bardziej natarczywe, Claire i Luke orientują się, że „wdepnęli” w straszne niebezpieczeństwo. W pewnym momencie trochę nostalgiczne kino obyczajowe przeradza się w rasowy horror. Duchy bowiem z niedoszłej atrakcji turystycznej przeistaczają się w żadne krwi monstra.

Mimo iż West wykorzystuje w swoim filmie znane, można by nawet rzec ograne motywy, „The Innkeepers” to kino grozy zupełnie inne tego, jakie w ostatnich latach trafia na nasze małe i duże ekrany. Inne, bo pozbawione nieuzasadnionego okrucieństwa, efekciarskiego straszenia oraz ogromnej ilości lepiej lub gorzej wykonanych trików CGI. Celem Westa nie było wywołanie w odbiorcach ekstremalnych przeżyć, a uzyskanie tak istotnego w horrorze efektu „zawieszenia niewiary”, dzięki któremu filmy przeżywa się o wiele mocniej niż te z płytkimi, acz wyjątkowo krwawymi fabułami. W sztuce filmowej ów stan wywołuje się jedynie przez nakreślenie wiarygodnego świata i prawdopodobnych psychologicznie postaci. Nie znaczy to, że w „The Innkeepers” horroru jest niewiele i stanowi od jedynie mało istotny dodatek do całej fabuły. Twórca „The House of the Devil” zaryzykował – przez większą część filmu przekonując do kameralnego dramatu rozgrywającego się w hotelu, usypia naszą czujność, by w końcówce brutalnie wyrwać nas .... kaskadą dramatycznych wydarzeń.

Takie filmy jak „The Innkeepers” i twórcy pokroju Ti Westa dają nadzieję, iż w horror nie jest gatunkiem filmowym, który do cna wydrenowany został z ciekawych pomysłów, intrygujących rozwiązań formalnych czy przykuwających uwagę historii. Obrazy Westa nie są tylko i wyłącznie komercyjnym produktem, który trzeba sprzedać z jak największym zyskiem. To kino adresowane do fana gatunku, kogoś, kto potrafi wyłapywać wszystkie niuanse i tropy starannie wkomponowane w strukturę filmu.

Screeny

HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE HO, INNKEEPERS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ fenomenalnie opowiedziana historyjka
+ zdjęcia
+ budowanie napięcia
+ wiarygodni bohaterowie
+ autentycznie straszne i poruszające zakończenie
+ przykład na to, jak z opowiastki o duchach wycisnąć można kapitalny horror

Minusy:

- to kino retro, szukający krwi i mięsa nic w nim dla siebie nie znajdą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -