Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MIKEY

MIKEY

Mikey

ocena:4
Rok prod.:1991
Reżyser:Dennis Dimster-Denk
Kraj prod.:USA
Obsada:Brian Bonsall, Josie Bisset, Ashley Laurance, John Diehl
Autor recenzji:gościnnie: Damian Romaniak
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zygmunt Freud napisał kiedyś pewne zdanie, które do dziś budzi kontrowersje i rozbieżne interpretacje: ,,Dzieci nie są zwyczajnie złośliwe, one są złe”. Ilekroć sięgam po filmy z motywem demonicznej dziatwy, to niemal zawsze przypominam sobie tę myśl. Obrazów o morderczych dzieciach jest naprawdę sporo, wymienię moim zdaniem najważniejsze: ,,Wioska przeklętych” (1960 i remake Carpentera z 1994) , ,,Omen” (1976) oraz jego druga część ,,Damian” (1978), ,,Halloween” (1978), ,,Alicjo, słodka Alicjo” (1976), ,,Dzieci kukurydzy” (1984) wraz z gorszymi i lepszymi kontynuacjami, ,,Synalek” (1993) Josepha Rubena czy naprawdę dobry kameralny film grozy ,,The Children” z 2008 roku w reżyserii Toma Shanklanda. ,,Mikey” jest dziełem producentów kultowego thrillera ,,Na fali” (1991) z niezapomnianymi kreacjami Patricka Swayze i Keanu Reevesa. Niestety, daleko mu do poziomu czy rozmachu tamtego kinowego szlagieru. Mamy tutaj do czynienia z połączeniem horroru oraz niezbyt ambitnego telewizyjnego filmu obyczajowego, rodem z pamiętnego cyklu ,,Okruchy życia”.

Na początku oglądamy malca, który w niepokojący sposób bawi się zabawkami, dokucza siostrze stosując okrutne żarty, topi jej lalkę w basenie, a potem z trampoliny zrzuca także dziewczynkę. Następnie kieruje się do łazienki, gdzie bierze właśnie kąpiel jego przybrana mama. Wrzuca suszarkę i kobieta zostaje śmiertelnie rażona prądem. I żeby było jeszcze mało, rozsypuje na podłogę metalowe kulki, o które przewraca się jego ojczym. Mężczyzna wylatuje z hukiem przez szklane drzwi, Mikey obija go kijem bejsbolowym, tryska krew i ojczym ponosi śmierć (od razu muszę przyznać, że do bólu naiwna ta scena i strasznie naciągana). Taki właśnie jest los naszego protagonisty, przechodzi z rąk do rąk, od rodziny do rodziny. Schemat jest ciągle taki sam. Para, która nie może w sposób naturalny mieć dzieci, adaptuje tego ,,małego potworka”, zawsze kończy się to ich śmiercią. W filmie mały Mikey trafia do rodziny Trentonów. Zaślepione w malcu małżeństwo nie dostrzega jego sadystycznych i niebezpiecznych skłonności (patologicznie kłamie, z upodobaniem maluje krwawe egzekucje Indian, znęca się nad zwierzętami, jako ośmiolatek wykazuje również niezdrową fascynację dorosłą córką sąsiadów, doprowadza do śmierci jej adoratora, bo widzi w nim konkurenta). Jedyną osobą, która zaczyna się interesować przeszłością tajemniczego dziecka jest pani nauczycielka, Kirsty Cotton (w tej roli znana z ,,Hellraisera”, Ashley Laurence). Namawia także dyrektora szkoły, aby zwrócił szczególną uwagę na przypadek niezrównoważonego emocjonalnie chłopca. Na początku podchodzi sceptycznie do twierdzeń młodej pani pedagog, ale z czasem zaczyna jej wierzyć. Nie trudno się domyślić, że Kirtsy niebawem odkryje szokującą i mroczną prawdę o swoim uczniu.

Twórcy mieli ciekawy pomysł i niewątpliwie twórczy potencjał, ale nie potrafili go wykorzystać. Widać i braki w budżecie (co można w jakimś sensie wybaczyć) oraz niestety dziury oraz nielogiczności w scenariuszu (a tego już nie można odpuścić). Zamiast wartkiej, trzymającej w napięciu akcji mamy szereg obyczajowych scenek z życia rodziny i irytujące dialogi okraszone tanim psychologizmem z kolorowych pism czy mydlanych oper np. ,,Nienawidzę cię, już nic ciebie naprawdę nie obchodzę !” albo ,,Po prostu pokochaj go. Niczym tak naprawdę nie różni się od innych dzieci”. Twórcy na siłę i w sposób dość nieudolny, bo operujący wielkimi skrótami, próbują wciskać widzom wątki obyczajowe – problem odrzucenia, sieroctwa, macierzyństwa, adopcji, rodzicielskiej odpowiedzialności. To wszystko powoduje, że cały horror się gdzieś rozmywa. Niektóre pomysły związane ze śmiercią bohaterów twórcy nieznośnie powtarzają – przybrana matka umiera rażona prądem z suszarki elektrycznej, chłopak Jessie ginie w jacuzzi od wrzuconego radiomagnetofonu (trochę kreatywności panie reżyserze !!!). Niestety większość aktorów prezentuje ,,drewnianą” grę na poziomie drugorzędnych telewizyjnych seriali. W konsekwencji ,,Mikey” jest filmem bardzo wtórnym i tak naprawdę nic nie wnoszącym do horrorów z niezwykle nośnym motywem złego dziecka.

Skupiłem się na wadach, to może teraz trochę o plusach. Gra głównego aktora, Briana Bonsalla (aktorstwo porzucił w 1994 roku) nie jest najgorsza, przyznam, że on nieco ratuje ten film. Raz jest słodkim, śmiejącym się niewiniątkiem i aniołkiem, a raz zdemoralizowanym sadystą i uosobieniem wcielonego zła. Obecność pięknej Ashley Laurence też jest atutem. ,,Mikey” jest filmem z 1991 roku (nie wiem czemu najczęściej podaje się rok 1992), ale czuć w nim jeszcze klimat oraz atmosferę tak charakterystyczną z końca lat 80. Mamy pewne nastrojowe sceny, które przypominają tamtą dekadę. Weźmy sekwencję, gdzie główny bohater skrada się w nocy podglądać córkę sąsiadów czy moment przedstawiający makabryczną kolację przy świecach z ubranymi trupami przy stole. Jeśli chodzi o krwawe sceny, nie ma może ich za wiele, ale występują, nie jest to w każdym razie film przeznaczony dla dzieci, ma kategorię R. Sceny końcowe, gdy Mikey biega i zabija z łuku i procy, w tamtych czasach nie wypadały naprawdę źle. W opisie widniejącym na kasecie video i płycie DVD (film na obu nośnikach wydał u nas Imperial) możemy przeczytać ostrzeżenie: ,,Ale pamiętaj, Jason i Freddie także byli kiedyś dziećmi… ”. I obraz Dimstera-Denka jest momentami intertekstualny. Ciekawie prezentuje się scena, kiedy dyrektor szkoły (skądinąd miłośnik horrorów i Godzilli) pyta się chłopca, jakie filmy lubi oglądać, na co on odpowiada: ,,Freddy’ego Krugera. Koszmar z ulicy Wiązów”. Podsumowując, ,,Mikey” jest pozycją bardziej dla koneserów lubiących starsze horrory, można go obejrzeć, ale na pewno nie trzeba, bo nic się wielkiego nie straci.

Screeny

HO, MIKEY HO, MIKEY HO, MIKEY HO, MIKEY HO, MIKEY HO, MIKEY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nienajgorsza gra głównego dziecięcego aktora
+ klimat przypominający jeszcze lata 80. (stąd też nawiązania filmowe do tamtego okresu)
+ piękna i jak zawsze dociekliwa Ashley Laurence
+ mimo telewizyjnej maniery są krwawe sceny pod kategorię R (dwie z nich mogą budzić grozę)

Minusy:

- zmarnowany potencjał
- niedopracowany i dziurawy scenariusz
- drewniana gra większości aktorów
- wtórność i całkowity brak oryginalności
- natrętne wątki obyczajowe, stąd film przypomina telewizyjną ramotę
- nieco nudny i przewidywalny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -