Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BORDERLANDS, THE

BORDERLANDS, THE

Borderlands, The

ocena:7
Rok prod.:2014
Reżyser:Elliot Goldner
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Gordon Kennedy, Kevin Johnson, Patrick Godfrey, Luke Neal, Aidan McArdle
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Tylko przyklasnąć należy pomysłowi, aby między wierszami fabuł horrorów – filmów stricte rozrywkowych i podążających koleinami eskapizmu – przemycać treści poważniejsze, choćby takie, które dotykają ważnych zjawisk zachodzących we współczesnym społeczeństwie. Tego typu problem zasygnalizowany jest w brytyjskim „The Borderlands” autorstwa Elliota Goldnera. A chodzi o coraz mniejsze zainteresowanie praktykami religijnymi w kościołach chrześcijańskich na terenie Europy Zachodniej.

Do niewielkiego miasteczka w zachodniej części Anglii przybywa dwóch księży oddelegowanych oraz spec od elektroniki, by zbadać doniesienia miejscowego proboszcza o dziwnych zjawiskach, jakie mają miejsce w jego kościele. Duchownemu bardzo zależy na tym, aby Stolica Apostolska w nadnaturalnych zjawiskach dostrzegła cud, który niczym magnes przyciągnąłby do kościoła więcej wiernych. Początkowo bohaterowie w hałasach i przemieszczaniu się przedmiotów w pochodzącej z XIII wieku świątyni nie widzą niczego nadzwyczajnego. O robienie szumu wokół całej sprawy podejrzewają miejscowego księdza. I kiedy Watykan decyduje się zamknąć całą sprawę, jeden z wysłanych przez Rzym duchownych postanawia zająć się rzekomym nawiedzeniem kościoła na własną rękę.

Najciekawszym elementem filmu Goldnera wcale nie jest wątek badanych przez bohaterów zjawisk nadprzyrodzonych (choć i tu jest dosyć ciekawie), a pokazanie ich postaw wobec czegoś, co wymyka się ich poznaniu i adekwatnemu oraz logicznemu nazwaniu. Szefem zespołu jest watykański urzędnik mimo że duchowny to niewierzący w żadne cuda, nawiedzenia i nadnaturalne manifestacje. Twardo stąpający po ziemi ksiądz jest przekonany, iż tego typu zjawiska odciągają wiernych od przekonania o słuszności „przewodniej roli” państwa watykańskiego. Starszy od niego Deacon, też ksiądz, to wyga jeśli chodzi o badanie towarzyszących żarliwej modlitwie cudów. Wie, że zdecydowana większość nawiedzeń, opętań i objawień to oszustwa lub przejawy zbiorowej histerii. Dopuszcza jednak możliwość ingerencji pewnych mocy i sił w życie człowieka. Jest wreszcie technik, ateista, czyli ten, który wiarę pokłada tylko w obiektywną prawdę uświęconą przez „mędrca szkiełko i oko”. Gość początkowo świetnie się bawi a to rozmawiając z miejscowym proboszczem, a to słuchając niesamowitych historyjek prawdziwego obieżyświata Deacona. Z czasem jednak niedowiarek zaczyna zmieniać swoje poglądy, bo na jego oczach w kościele zaczynają dziać się rzeczy, które trudno wyjaśnić nawet w asyście najwybitniejszych naukowców.


Trudno w sposób jednoznaczny ustosunkować mi się do obrazu Goldnera. Na początku miałem nieodparte wrażenie, iż Brytyjczycy wysmażyli typowego snuja tyle że dla podniesienia napięcia zrealizowanego w konwencji found footage. Przez pierwsze dwadzieścia minut obserwujemy bowiem starania bohaterów aby zarówno ich kwaterę jak i każdy kąt świątyni oplątać siecią kamer i mikrofonów. Panowie dużo rozmawiają, czasami żartują, co i rusza także jeżdżą do kościoła, by opukiwać jego ściany i nasłuchiwać trzasków wydawanych przez drewniane elementy konstrukcji. Rzecz w tym, iż snuj nie do końca jest snujem, bo postacie są całkiem ciekawe a ich rozmowy nie aż tak drętwe jak mogłyby się wydawać. Od czasu do czasu reżyser, by pachnąć akcję do przodu, podrzuca jakieś dramatyczne wydarzenie, dając do zrozumienia wątpiącym, iż ciągle mamy do czynienia z horrorem. Wreszcie podobać się może niewielka, ale wiekowa położona na wzgórzu świątynia. Usytuowanie i wygląd kościoła silnie oddziałują na wyobraźnię i każą rozmyślać o tkwiących w jego murach tajemnicach.

W pewnym momencie akcja bardzo mocno przyspiesza. Jedno dramatyczne wydarzenie goni kolejne. Między bohaterami dochodzi do ostrego konfliktu dotyczącego interpretacji zjawisk, które mają miejsce w badanym przez nich budynku. Gwałtowne spory sprawiają, iż na jaw wychodzą sprawy, które mężczyźni dotąd między sobą taili. Okazuje się, iż mroczne tajemnice z przeszłości mają związek z tym, co dzieje się teraz. W pewnym momencie także z dziennika, który bohaterowie dostają od proboszcza, dowiadują się, iż już w XIX wieku w kościele działy się przerażające rzeczy. Wszystkie te wydarzenia stanowią preludium do dramatycznego i buzującego od emocji finału z wręcz wstrząsającym, choć podejrzewam, że dla wielu ocierającym się o absurd, zakończeniem.

Jednoznaczną ocenę „The Borderlands” utrudnia także fakt, iż twórca filmu nieustannie „pogrywa” sobie z odbiorcą. Niby jego horror to kolejna kalka z fabularnych schematów z dziesiątek znanych nam produkcji. Mamy bowiem found footage, położony gdzieś na końcu świata nawiedzony kościółek, wrogich przyjezdnym tubylców i samych bohaterów, którzy mają działać razem, a każdy z nich kopie piłkę do innej bramki. W pewnym momencie pojawia się wspomniany dziennik sprzed stu laty i informacje, jakoby na miejscu kościoła funkcjonował starożytny kult. Atmosfera robi się niczym z najlepszych opowiadań Howarda Philipa Lovecrafta. Co jakiś czas jednak Goldner puszcza do nas oko, jakby informował, że jego film do przede wszystkim zabawa i żonglowanie znanymi motywami. Fachura od elektroniki sypie żartami albo gada od rzeczy do siebie, jeden z księży – Deacon ma alkoholowe ciągoty, a to przecież podważa jego autorytet, wreszcie scysje z miejscowymi albo mają podteksty intertekstualne (zwierzę podrzucone pod kwaterę badaczy), albo służą rozładowaniu atmosfery (spotkanie z miejscowymi dresiarzami). I kiedy pod koniec akcja naprawdę przypomina najgorszy z koszmarów (upiorny klimat i napięcie umiejętnie budowane przez efekt found footage), film urywa się w momencie... no właśnie – dla jednych będzie kapitalnym zwieńczeniem finału, inni potraktują ostanie sceny jako metaforę, ale podejrzewam, iż znajdą się tacy, którzy skwitują je śmiechem.

Film Goldner to żaden powiew świeżości ani kolejne arcydzieło found footage. To po prostu fajnie skręcony, niskobudżetowy horror oddziałujący na emocje widza nie za pomocą końskiej dawki okrucieństwa czy krótkich ujęć i agresywnego montażu, a dzięki umiejętnemu wydobyciu z brytyjskiej prowincji złowróżbnego mistycyzmu oraz ciekawemu udźwiękowieniu. „The Borderlands” może być także potwierdzeniem tezy, iż kameralny i pozbawiony efektów specjalnych film może dużo silniej oddziaływać na wyobraźnię niż wypełniony trikami CGI i tysiącem statystów blockbuster.

Screeny

HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE HO, BORDERLANDS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świątynia, w której rozgrywa się większość wydarzeń
+ kameralność
+ film ma klimat
+ udźwiękowienie
+ w drugiej części filmu dzieje się dużo
+ z każdą minutą film robi się coraz ciekawszy
+ zakończenie, ....

Minusy:

- ...które dla wielu może być nie do zaakceptowania
- trochę niemrawy początek
- brak uzasadnienia, dla niektórych scen filmowanych przez bohaterów
- to już właściwie było

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -