Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HELLBOUND

HELLBOUND

Moce ciemności

ocena:5
Rok prod.:1994
Reżyser:Aaron Norris
Kraj prod.:USA
Obsada:Chuck Norris, Calvin Levels, Christopher Neame, Sheree J. Wilson
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Chuck Norris to, obok między innymi Sylwestra Stallone, Arnolda Schwarzeneggera, Stevena Seagala, niewątpliwie jedna z ikon kina akcji poprzedniego stulecia. Warto także wspomnieć choćby o Harrisonie Fordzie oraz Jet Lee i Jakie Chanie. Z dwoma ostatnimi łączy go także to, że w ich filmach na pierwszy plan wychodzą efektowne sceny walki. Każdy szanujący się fan tego typu kina wytknie mi, że do kompletu brakuje wiele nazwisk. Zapewne będzie to prawda. I kiedy wydaje się, że postacie obecne na plakatach, jakie nastoletni chłopcy wieszali na ścianach swoich pokojów w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pomału odchodzą w zapomnienie, rodzi się projekt „Niezniszczalni”. „Dziadkowie” wracają i nie mają zamiaru ustąpić młodszym. W 2014 wspomniany Schwarzenegger wystąpi w „Maggie”, horrorze z zombiakami. Nie jest to dla niego pierwsza tego typu rola. W 1999 roku starał się zapobiec narodzinom Antychrysta w „I stanie się koniec”. Pięć lat wcześniej również Chuck Norris zmierzył się ze sługą szatana w recenzowanych „Mocach ciemności”.

Film rozpoczyna się ogranym, kryminalnym schematem. Dwaj policjanci Frank Shatter i Calvin Jackson wieczorem patrolują uliczki Chicago. Po przesłuchaniu narkomana udają się pod wskazany przez niego adres. Pozyskany trop okazuje się prawdziwy, dzięki czemu aresztują podejrzanych o handel narkotykami. Kiedy chcą wrócić do domu, z hotelowego okna na maskę ich samochodu wypada kobieta. Calvin kontaktuje się z centralą, a Frank wbiega do budynku i udaje się do apartamentu, w którym najprawdopodobniej wydarzyła się tragedia. W pokoju zostaje zaatakowany przez mężczyznę, który pomimo dwukrotnego postrzału w klatkę piersiową nie tylko nie ginie, ale wychodzi obronną ręką z potyczki z policjantem i ucieka. W mieszkaniu policjanci odnajdują zamordowanego mężczyznę oraz kilka kroków obok jego wyrwane z piersi serce. Znalezione na miejscu dowody kierują śledztwo do miejscowego uniwersytetu oraz mitycznego stwora Prosatanosa.


Nie będę ukrywał, że darzę wielką sympatią filmy z udziałem Chucka Norrisa. Oczywiście nie wszystkie, zwłaszcza wyreżyserowane przez jego brata Aarona. „Moce ciemności” to również ich wspólne dzieło. Dodatkowo zawsze przeraża mnie długa lista nazwisk odpowiedzialnych za scenariusz tak jak w tym wypadku. Najczęściej oznacza to, że ktoś wymyślił świetną (lub z potencjałem) historię, ale zanim na jej podstawie nakręcono film, oryginalny pomysł był czasem wielokrotnie przerabiany, tak by w ostateczności grupa ważniaków zadecydowała przekazać jakieś fundusze na jego produkcję. Cóż, nie starałem się dociekać, jak to było w tym wypadku. Z danych można wyczytać, że nad filmową historią pracowało trzech panów, a nad scenariuszem dwóch. Prawdopodobnie ostateczny kształt należał do Breta V. Friedmana. Po seansie recenzowanego obrazu sądzę, że było tak, jak wcześniej pisałem. Film jest bardzo nierówny, czasem można odnieść wrażenie, że to ma być kolejna „Armia ciemności”, innym razem, że coś na kształt „Godzin szczytu” z Jackie Chanem. Początek napawa optymizmem. Średniowiecze, mrok, tajemnicze siły, odpowiednia muzyka. Potem twórcy wtłaczają humor, który jest obecny przez cały czas trwania filmu. Komizm bywa różnie budowany, czasem sytuacją, innym razem dialogami. Niestety nie zawsze udaje się to dobrze. I nie chodzi tylko o jego poziom, ale wpadanie od czasu do czasu fabuły w koleiny przeciętnej komedii kryminalnej i gubienie głównego motywu.

Od krytyki warto przejść do pochwał. Trzeba jednak przyznać Aaronowi Norrisowi, że w miarę sprawnie prowadzi akcję, choć drugiej części obrazu tempo nieco spada, za co należy obwinić chyba scenarzystów, którzy mieli problem z odpowiednim doprowadzeniem rozpoczętych wątków do całkiem ciekawego finału. Fabuła nie grzeszy oryginalnością, choć nie jest również całkowicie wtórna. W końcu zbudzona bestia z dodatkiem obcej (dla Amerykanów) kultury i dzielni policjanci, którzy będą z nią walczyć. Z drugiej strony patenty rodem z różnych komedii kryminalnych. Nie wiem, jak wyglądał oryginalny zamysł, ale skończyło się na wartkiej akcji doprawionej komedią i horrorem. Cóż, jeżeli ktoś nie akceptuje takiej konwencji, to powinien omijać film szerokim łukiem. Humor bywa jednak czasem bardzo udany i przede wszystkim dobrze wpisany w kontekst danej sytuacji i konwencji filmu. No właśnie, komedia, która ze względu na wartkość akcji musi być bardzo prosta. A gdzie się podział horror? To jest właśnie śledztwo nad tajemniczym mitem, który wiedzie policyjnych detektywów do Izraela. Przecież Frank wie, że postrzelony przez niego złoczyńca nie mógł przeżyć dwóch strzałów w klatkę piersiową, choć jego partner racjonalnie tłumaczy to kamizelką kuloodporną. Postaci detektywów są odpowiednio dobrane do konwencji – „poważny” Frank i wesołek Calvin uzupełniają siebie nawzajem, tworzą całkiem zgrany duet szermujący lepszymi lub gorszymi dialogami, któremu przyjdzie zmierzyć się ze złem. Od strony aktorskiej Chuckowi Norrisowi i partnerującemu mu Calvinowi Lewelsowi nie wiele można zarzucić, ale i nie ma co specjalnie chwalić. Fabuła jest tak stworzona, że właściwie zbyt wiele nie musieli pokazać, by wypaść dobrze. Świetną kreację zaprezentował Christopher Neame, jako czarny charakter — Prosatanos / prof. Lockley. Sceny z jego udziałem przyprawiają o zimne dreszcze. Warto jeszcze zauważyć uroczą asystentkę Lockleya – Leslie zagraną przez Sheree J. Wilson, którą fani Norrisa znają z pewnością z roli Alex Cahill w serialu „Strażnik Teksasu”.

„Moce ciemności” z pewnością trudno uznać za typowy horror akcji. Ze względu na spore pokłady humoru całkiem blisko mu do „Armii ciemności”. Fabuła z pewnością miała potencjał, której jednak Aaron Norris nie potrafił wykorzystać. To wspominane wcześniej „wzloty i upadki” fabuły, czyli nierówny w jakości scenariusz. Nieco szwankuje balans pomiędzy humorem a horrorem. Cóż, brat Strażnika Teksasu nie potrafi straszyć, co oczywiście nie przekreśla całego filmu. Fani Chucka z pewnością nie opuszczą seansu, ale ortodoksyjni horroromaniacy z pewnością wyłączą odtwarzacz po ok. 15 minutach. Pewien niedosyt budzi zbyt mała ilość scen walki. Kto wygra? Dzielny policjant kopiący z półobrotu czy sługa szatana? Łatwo można odgadnąć, ale i tak warto to zobaczyć na własne oczy.

Screeny

HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND HO, HELLBOUND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł
+ Christopher Neame
+ duet policyjny
+ w miarę sprawnie poprowadzona fabuła

Minusy:

- Aaron Norris nie potrafi straszyć
- zbyt dużo humoru
- „nierówny” scenariusz

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -