Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOME MOVIE

HOME MOVIE

Home Movie

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Christopher Denham
Kraj prod.:USA
Obsada:Adrian Pasdar, Cady McClain, Amber Joy Williams, Austin Williams, Lucian Maisel
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Motyw opętania/psychopatii jest obecny w kinie praktycznie od jego zarania. I słusznie, bo daje spore możliwości do popisu i sobie tylko znanym sposobem nie nudzi się reżyserom, a przede wszystkim widzom. Sam szablon pozostaje niezmienny: psychopatyczny/nawiedzony bohater kontra genialny psychiatra, bądź odważny egzorcysta. Na tej wydeptanej przez wielu Hannibali oraz kolejne pokolenia Emily Rose ścieżce Christopher Denham postanowił odcisnąć ślady własnych stóp.

O „Home movie” można śmiało mówić, że jest diabelsko przemyślanym found footagem w wersji dla kochających inaczej kino familijne. Miesza się tu wszystko voyeryzm z mocumentary, opętanie z psychopatią plus jeszcze baby killer. Po czymś takim można się spodziewać, że obraz będzie równie kiczowaty jak dzieło domorosłego miłośnika decoupage’u. Trzeba jednak przyznać, że ta historia rodzinna broni się wyjątkowo zawzięcie. Spoiwem poszczególnych elementów jest bowiem rodzina, której jednak podwaliny stoją na przeciwległych biegunach. Clare jest dziecięcym psychiatrą, zdeklarowaną ateistką i wyznawczynią rozumu, w odróżnieniu od męża – pastora. Wraz z uroczymi bliźniakami przeprowadzają się do domu w lesie. Wykształcenie rodziców oraz sielskie okoliczności przyrody nie zapowiadają zbliżających się wydarzeń, przynajmniej w przekonaniu dwójki starszych bohaterów. Już na tym etapie zaczyna się gra między obrazem szczęśliwej rodziny, a czającym się gdzieś niepokojem. Zresztą, jest on podsycany przez wyjątkowe wyciszone dzieci. Do momentu. Tu kolejny paradoks, czy raczej zwycięstwo suspensu. Wszystkie znaki na niebie i kolejnych pikselach wskazują bowiem, że stanie się to, co wydarzyć się musi i czeka się na to. Być może właśnie przez te znaki. Scena pierwsza – przyjęcie urodzinowe Emily i Jacka w Halloween. Rodzice zachowują się jak poszukujący cukierków przebierańcy, a miny naszych maleństw zdają się stać na straży do krainy prawdziwego mroku. Kolejna scena– mali przebierańcy przed świętem dziękczynienia niczym wyjęci z plakatu „American Gothic”. Niepokojące przygody, które przytrafiają się podczas zabawy śnieżkami, kończące w oryginalny sposób życie zwierzęta… I nieświadomi nadchodzącej katastrofy rodzice oraz ich niemal podręcznikowe metody wychowawcze. Adrian Pasdar jako David szczególnie nie pozwala o sobie zapomnieć. Najbardziej przeraża to, że zbudował swoją postać na wzorcach rodem z kina familijnego. Mało, David autentycznie śmieszy w disnejowski sposób. I jakimś cudem to wszystko się broni pozostawiając w tle resztę obsady. Szczególnie w kontekście swojej filmowej żony, która choć tworząca silną postać, równie dobrze mogłaby pozostać śpiącą królewną.

Osobną kategorię tworzą bliźnięta. Te dziecięce, delikatne twarzyczki są autentycznie straszne. I brawa dla Denhama za scenariusz. Ich role, choć centralne nie wymagały specjalnych umiejętności aktorskich tym bardziej, że dialogi z ich strony ograniczono do minimum. Dzięki temu Jack i Emily są nad wyraz realistyczni. Uniknięto bolesnego błędu, który pogrążył już wiele genialnych scenariuszy – próby wydobycia od młodych aktorów emocji, do których nie są wystarczająco dojrzali w otoczeniu bolących uszy, drewnianych dialogów.

Cały zresztą obraz zbudowany został bardzo oszczędnie. Nie ma tu zbędnych dialogów ani scen. Jak na horror jest też stosunkowo bezkrwawy. Częściej więc widać konsekwencje, a nie drogę do nich. Nie wiadomo, co się wydarzyło po drodze, ale widać, że rybki z akwarium wylądowały w kanapce. Nie ucieszy to więc fanów typowego gore, lecz ci, którzy podczas oglądania filmu lubią włączyć też własną wyobraźnię będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Wrażenie eklektyczności pogłębia konstrukcja obrazu. Główna rola rodzinnej kamery, która skrupulatnie nagrywa wszystkie bardziej i mniej ważne wydarzenia. Dla okrojenia akcji, trwającej około pół roku, film podzielony został na rozdziały i konkretnie dni. Jest więc halloween, boże narodzenie i tak dalej. Tym samym sprytnie ominięto pułapkę rozmycia się akcji.

Nie udało się niestety z przewidywalnością. Widz zostaje postawiony bardziej wobec pytań: jak i kiedy, zamiast: co się wydarzy. I to w sposób aż nazbyt banalny: kamera na akwarium z pływającymi rybkami – kamera na kanapkę z pastą rybną. Od twórców kina popularnego nie można jednak wymagać talentu na miarę Szekspira tym bardziej, że i dla samego Denhama był to reżyserski debiut.

Pozostaje też uczucie niedosytu, że można było więcej, w wielu momentach lepiej. Że w żaden sposób nie została przekroczona granica, a właściwie Rów Mariański między kinem dobrym, a wybitnym. W przypadku praktycznego wymarcia tego drugiego gatunku należy się jednak cieszyć, że dobre filmy nadal powstają. Szczególnie, jeśli ma się ochotę trochę kina antykoncepcyjnego, bo w tym kontekście jest to obraz wybitny.

Screeny

HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE HO, HOME MOVIE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wymieszanie klisz
+ suspens
+ role dzieci

Minusy:

- niedosyt
- przewidywalność

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -