Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CRONOS

CRONOS

Cronos

ocena:7
Rok prod.:1993
Reżyser:Guillermo del Toro
Kraj prod.:Meksyk
Obsada:Federico Luppi, Ron Perlman, Tamara Shanath, Claudio Brook, Margarita Isabel
Autor recenzji:Arleta Wojtczak
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Del Toro lubi rozpieszczać swoich widzów. Jego filmy to niemal zawsze feeria barw, symboli, niebanalnych rozwiązań. Konsekwentnie tworzy własną wizję świata. Tadeusz Peiper prawie sto lat temu wyznaczył swoje miasto, maszynę, masę. Guillermo del Toro nieświadomie przetransponował je na: maszynę, mitologię oraz… robaka. I konsekwentnie eksperymentuje z tymi motywami w kolejnych filmach. Skutek jak to w eksperymentach bywa: raz bomba, raz niewypał.

„Cronos”, to jeden z pierwszych intelektualnych labiryntów reżysera. Wejście do niego otwiera już tytuł - imię tego, który według mitologii zabija własnego ojca. Żeby jednak nie było zbyt prosto, główny bohater nazywa się – Jesus Grist. Imię to nosi niemłody już antykwariusz. W asyście niemej wnuczki nadaje nowe życie oraz sprzedaje przedmioty obdarzone własną historią. Jednym z nich jest figurka, a właściwie znajdujący się w jej wnętrzu mechanizm w kształcie owada. Spuścizna po średniowiecznym alchemiku, odkrywcy tajemnicy nieśmiertelności. Ten, który daje nowe życie umarłym przedmiotom staje sam wobec możliwości wiecznego życia. Jest też oczywiście ktoś, kto już wcześniej poznał tajemnicę przedmiotu i zrobi wszystko, by go posiąść. Pomóc ma mu młody krewny o wdzięcznym imieniu Angel – w tej roli słynący z anielskiego uśmiechu i jak zwykle czarujący Ron Perlman.

Na uwagę z pewnością zasługuje sam koncept. Wątek wampiryczny zazwyczaj koncentruje się wokół sprawcy w ludzkiej skórze. To on wybiera, którą ze swoich ofiar zabije, a której podaruje życie wieczne. W „Cronosie” dawcą nieśmiertelności jest robak zamknięty w tajemniczym mechanizmie. Człowiek może, lecz nie musi skorzystać z jego ugryzienia. Po tej ceremonii wszystko przebiega dalej wedle utartego schematu. Jesus powoli odzyskuje młodzieńczy wigor, nie potrafi przejść obojętnie wobec zapachu ludzkiej krwi (nawet jeśli znajduje się przy najbliższych) i ostatecznie zyskuje nieśmiertelność. I tu pojawia się dylemat, czy stary antykwariusz znajdzie w sobie dość siły, by zmierzyć się z takim darem. Dylematy pana Grisa wypadają tu całkiem przekonująco.

Faktem jest jednak, że cała obsada wydaje się odnajdywać w swoich rolach. Perlman jest klasą sam w sobie. W przypadku roli dziecka zdaje się potwierdzać reguła, że im mniej pada słów, tym lepiej dla odgrywanej postaci. Aurora, niemy, choć nie bierny świadek wydarzeń, to papierek lakmusowy całej akcji. Jej milczenie oraz gesty przymierza z ukochanym dziadkiem pozwalają płynnie rozwijać się fabule i… przymykać oko na logiczne niedociągnięcia.

Nie zmienia to jednak faktu, że akcja, choć zmierza do końca, to robi to bardziej z gracją angielskiego gentelmana, niż temperamentem meksykańskiego Amigo. Stąd też, ten średniej długości film momentami zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Kamera z lubością zatrzymywała się na nieco zbyt teatralnych gestach bohaterów, przedmiotach, a nawet krwi. Wrażenie pogłębia też kilka punktów kulminacyjnych. Po pierwszym wrażeniu końca akcji okazuje się, że potrwa one jeszcze przez kolejnych kilkadziesiąt minut. Te właśnie elementy sprawiają, że z obrazu, który zapowiadał się genialnie wyszło kino przyjemne, choć nużące. Nie pomogły też efekty specjalne oraz choreografia, kojarzące się bardziej z filmami powstałymi dekadę wcześniej. Całość sprawia wrażenie, jakby ostateczny budżet okazał się zbyt mały, więc pocięto pierwsze z brzegu koszty. Ze szkodą dla samego filmu.

Dla del Toro „Cronos” był jakby nie patrzeć filmem, w którym dopiero kształtował swoją własną estetykę. To wyprawa do krainy czarnych baśni. Zabawa z motywami, które na pierwszy rzut oka zdają się wykluczać, tu znajdują swoje pełne uzasadnienie. To też wielka wyobraźnia reżysera, niebanalny koncept. Sceny oraz postaci, które są klasą same dla siebie. Okazuje się, że w słoikach można zamknąć i trzymać niemal jak wojenne trofea organy zabite nie tylko przez człowieka. Podobnie rzecz się ma z zabawą motywami oraz historią. Dla łowców najróżniejszych odwołań film ten niewątpliwie może być fantastyczną przygodą.

Historia wampira mimo woli ma w sobie ogromny potencjał zarówno w odsłonie horroru, jak i dramatu. Zabrakło jednak konsekwencji w realizacji. Wygląda na to, że zbudowanie niecodziennej fabuły, łączenie kolejnych elementów mitologicznej układanki na tyle zmęczyło reżysera, że zabrakło już siły na taką realizację pomysłów. Droga zamiast prowadzić ku górom Olimpu, ostatecznie popycha w ramiona Morfeusza. Cóż, zapowiadały się noworoczne ognie, a skończyło na choinkowych świeczkach.

Screeny

HO, CRONOS HO, CRONOS HO, CRONOS HO, CRONOS HO, CRONOS HO, CRONOS HO, CRONOS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nowa koncepcja wampira
+ scenariusz
+ gra większości aktorów
+ artyzm w niektórych wątkach

Minusy:

- horror typu slow
- akcja dostosowana do wieku głównego bohatera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -