Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRIGHT NIGHT PART II

FRIGHT NIGHT PART II

Postrach nocy 2

ocena:7
Rok prod.:1988
Reżyser:Tommy Lee Wallace
Kraj prod.:USA
Obsada:Julie Carmen, Traci Lind, William Ragsdale, Roddy McDowall
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nazwisko Tommy’ego Lee Wallace’a powinno być znane każdemu miłośnikowi kina grozy. W jego dorobku artystycznym nie znajdziemy arcydzieł horroru, ale takie tytuły jak „It” (ze słynnym clownem Pennywise) czy „Halloween III: Season of the Witch” cieszą się dobrą opinią wśród wielu wielbicieli gatunku. Oprócz tego Wallace reżyserował epizody w „The Twilight Zone” oraz współpracował przy „Halloween”, „The Fog” i „Assault on Precinct 13” z Johnem Carpenterem. W 1988 roku na ekrany kin trafił inny znany horror tegoż reżysera – „Fright Night Part II” będący kontynuacją słynnego „Fright Night” Toma Hollanda.

Aż trzech lat potrzebował psychiatra Charliego Brewstera, aby przekonać go, że wampiry nie istnieją. Kiedy jednak przychodzi czas skonfrontowania teorii z rzeczywistością, okazuje się, iż krwiopijcy już czekają, aby odwdzięczyć się bohaterowi za to, co on uczynił Jerry’emu. Tym razem przeciwnikiem Charlie Brewster oraz Petera Vinceta będzie Regine Dandridge, żadna zemsty siostra wampira. Wraz ze świtą swych podwładnych gotowa jest zrobić wszystko, by wymierzyć karę mordercom jej brata.

Przyznam się szczerze, iż już dawno tak dobrze nie bawiłem się na seansie horroru. I nie ma się czemu dziwić, wszak i w pierwszej, i w drugiej odsłonie „Fright Night” humoru miało nie brakować. Rzecz w tym jednak, iż w komedii łatwo jest o szarżę, a film po brzegi wypełniony komizmem w pewnym momencie przestaje być zabawny. Filmowa opowieść Wallace’a nie jest pastiszem, nie ma w nim nic ze współczesnych komedio-horrorów będących parodią dziesiątków filmów grozy. Druga część „Fright Night” to kawał świetnej rozrywki, z jednej strony garściami czerpiącej z klasyków Hammera, z drugiej zaś bardzo mocno osadzonej w estetyce lat 80. XX wieku.

Symbolem klasyki jest oczywiście dystyngowany erudyta, łowca wampirów – Peter Vincent (kapitalnie zagrany przez Roddy’ego McDowalla). Mężczyzna nie rozstaje się ze swoją peleryną i atrybutami charakterystycznymi dla profesji: naostrzonym kołkiem, krucyfiksem oraz wodą święconą. Prowadzi telewizyjne show „Fright Night”, w którym wykorzystując swoją wiedzę i opanowanie masakruje wampiry i podobne im stwory. Jednak i na niego przychodzi koniec – jeszcze większym zagrożeniem niż wampiry okazują się bezwzględni producenci telewizyjni, według których współczesny widz nie potrzebuje klimatycznych opowieści z dreszczykiem. Dlatego zatrudniają za miejsce Vincenta kogoś, kto takiego odbiorcę zadowoli kontrowersją i okrucieństwem.

Tym jednak, co szczególnie zwróciło moją uwagę i według mnie uczyniło „Fright Night Part II” wyjątkowym, jest fantastyczny wizerunek amerykańskiej ulicy z lat 80. XX wieku. Fryzury, moda, sposób bycia ówczesnej młodzieży czy słuchana przez nich muzyka tworzą niesamowity i naprawdę niepowtarzalny klimat, dzięki któremu seans filmu Wallace’a staje się wycieczką w czasie. Banalne dzisiaj stwierdzenie, że kicz może być sztuką (w XXI wieku lansuje się tezę, iż każdy może być artystą, a tym samym wszystko może być sztukę) we „Fright Night Part II” odnajduje swoje uzasadnienie. Wampiry w stylu punk może nie tyle robią wrażenie, co na pewno przykuwają uwagę. Co ważne, reżyser konsekwentnie wdrażając wymyśloną przez siebie stylistykę nie boi się szokować kontrastami – krwiopijcę-punkowca przełknęliście, a co byście powiedzieli na wampirzego punka ścigającego swą ofiarę… na wrotkach? Albo lubujące się we krwi monstra grające… w kręgle?

I choćby dlatego Wallace nie musi epatować komizmem, by nas rozbawić. On wynika z konstrukcji świata przedstawionego, a tym samym jest bardzo naturalny. Scen autentycznie zabawnych jest w filmie autora „It” naprawdę dużo. I co najważniejsze, nie brakuje wśród nich żadnego z rodzajów komizmu. Mamy do czynienia zarówno z komicznymi postaciami (Bozworth grany przez słynnego speca od bad gay’ów Briana Thompsona), świetnymi dialogami (choćby te wygłaszane przez Petera Vincenta) jak i wywołującymi śmiech sytuacjami (nie wszystkie starcia z wampirami to mrożące krew w żyłach sekwencje; z niektórych to ludzie, głównie dzięki przypadkowi, wychodzą z tarczą).

Miłośnicy horrorów sprzed lat docenią na pewno pracę, jaką w wykonali specjaliści do efektów specjalnych. Na charakteryzację wampirów, mimo że ich rolą wcale nie jest wystraszenie widza, aż chce się patrzeć. Tu nie ma miejsca na cukierkowe i gładkie CGI, we „Fright Night Part II” dominuje charakteryzacja, zabawa światłem, pomysłowe kadrowanie oraz ciekawa, choć daleka od doskonałości, animatronika. I znaczące w tym wszystkim jest to, że nawet jeśli ze względu na ograniczenia techniczne pewne efekty nie wyszyły idealnie, to i tak robią większe wrażenie, niż współczesne triki oparte na animacji komputerowej.

Nie byłoby zabawy na filmie, intrygującego świata oraz zapadających w pamięć scen, gdyby nie ciekawe kreacje aktorskie i stworzone dzięki nim postacie. Williama Ragsdala i Roddy’ego McDowalla mogliśmy podziwiać w filmie Hollanda. W obu odsłonach „Fright Night” udowodnili, iż potrafią grać świetnie, obaj odnajdują się zarówno w scenach dramatycznych jak i komediowych. W filmie Wallace’a pierwsze skrzypce gra zjawiskowa Julie Carmen jako Regine Dandridge. Bardzo łatwo przychodzi jej przeistoczenie się z emanującej seksem uwodzicielki w łaknącego krwi wampira, by… zaraz stać się aktorką, dla której żadna rola nie stanowi problemu. O Brianie Thompsonie już wspominałem (kto pamięta jego rolę w „Cobrze” Cosmatosa?), ale warto zwrócić uwagę na Traci Lind, która w latach 80. uznawaną za jedną z piękniejszych i dobrze rokujących aktorek.

„Fright Night Part II” nie jest filmem idealnym, potknięcia łatwo dają się wyłapać. Ale wymienianie ich byłoby czepialstwem, bo całość prezentuje się na tyle dobrze, by z czystym sumieniem polecić każdemu miłośnikowi grozy, który od czasu do czasu lubi cofnąć się w czasie i zobaczyć, jakie horrory kręcono 30, 40 czy 50 lat temu. Filmowa historia autorstwa Wallace’a fanom gatunku może sprawić wiele radości, wszak to horror komediowy, ale co ważniejsze, stanowi przyjemnie się oglądającą wizytówkę lat 80., które dla gatunku są bardzo ważnym okresem. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak gorąco zachęcić wszystkich do obejrzenia „Fright Night Part II”.

Screeny

HO, FRIGHT NIGHT PART II HO, FRIGHT NIGHT PART II HO, FRIGHT NIGHT PART II HO, FRIGHT NIGHT PART II HO, FRIGHT NIGHT PART II HO, FRIGHT NIGHT PART II

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ fajna, autentycznie zabawna historia
+ pełnokrwiści, dający się lubić bohaterowie
+ miejsca, w których rozgrywa się akcja
+ wszystkie rekwizyty, tworzące specyficzny i unikalny klimat lat 80.
+ postacie wampirów
+ efekty specjalne
+ muzyka
+ kilka naprawdę przezabawnych scen

Minusy:

- film jest za długi, w środkowej części sporo „waty”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -