Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:JU-ON: THE BEGINNING OF THE END

JU-ON: THE BEGINNING OF THE END

Ju-on: Początek końca

ocena:3
Rok prod.:2014
Reżyser:Masayuki Ochiai
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Nozomi Sasaki, Sho Aoyagi, Reina Triendl, Miho Kanazawa, Yuina Kuroshima, Misaki Saisho
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 2012 r. japońscy producenci zdecydowali się wskrzesić bohaterkę słynnego horroru „The Ring-Krąg” Hideo Nakaty, Sadako, spoczywającą od jakiegoś czasu na dnie studni, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku na polu filmowego straszenia. Zmartwychstała bohaterka, a raczej to, co z niej zostało po scenariuszowych modyfikacjach i formacie 3D, okazała się jednak wyjątkowo nieskora do nabijania kasy producentom, gdyż zarówno „Sadako 3D” z 2012 r., jak też sequel z 2013 przepadły u rodzimej publiczności. Ta bolesna, finansowa lekcja pokory wobec oryginału nie nauczyła jednak producentów zbyt wiele. W tym roku bowiem sięgnięto po jeszcze dwie inne, ikoniczne postaci japońskiego horroru – Kayako i Toshio z serii „Ju-on”. Obraz Masayukiego Ochiaiego, „Ju-on: The Beginning of the End”, w których ponownie pojawiają się wspomniane demoniczne postaci podzielił los nieudanego comeback`u Sadako. W rocznym zestawieniu japońskiego box office`u horror Ochiaiego, pojawia się dopiero na … 66 miejscu listy. To dobra wiadomość dla wszystkich fanów serii Takashiego Shimizu i właściwie jedna z nielicznych napawających optymizmem, które można napisać o recenzowanym filmie.

Yui Ikuna jest młodą nauczycielka, która przejmuje trzecią klasę w szkole podstawowej po tym jak poprzedni wychowawca zniknął w niejasnych okolicznościach. Uwagę pedagog zwraca przedłużająca się nieobecność jednego z ulubionych jej uczniów, Toshio Saekiego. Yui udaje się do domu Saekich, ale zastaje w nim jedynie niepokojąco się zachowujacą matkę chłopca, Kayako, która twierdzi, iż syn został zabrany przez ojca, Takeo. Od czasu wizyty w domu Toshio nauczycielka i jej narzeczony, Naoto stają ofiarami dziwnych i przerażających zjawisk. Drugi wątek filmu związany jest z grupą dziewcząt, które kierowane ciekawością przekraczają próg domu Saekich, cieszącego się ponurą sławą „nawiedzonego”. Wkrótce zaczynają ginąć w tyleż tajemniczych, co makabrycznych okolicznościach.

To się nie mogło udać, na co dowodów dostarcza nam współczesne kino bez liku. Mimo wszystko z nazwiskiem reżysera oraz z jednym ze współscenarzystów wiązałem pewne, nieśmiałe nadzieje. W końcu Ochiai jest reżyserem mrocznej, makabrycznej „Infekcji” i wie na, czym polega straszenie widzów zaś Takashige Ichise to wszak „ojciec chrzestny J-horroru”, bez którego nie byłoby sukcesów filmów Nakaty czy Shimizu. Niestety nieobecność tego ostatniego przy realizacji tegoż projektu - twórcy cyklu „Ju-on” - okazała się decydująca. Bo cokolwiek złego powiedzieć by o Shimizu zwłaszcza o jego ostatnich horrorach („Tormented”, „7500”), to nie sposób nie zauważyć, iż odegrał on pierwszoplanową rolę w artystycznym i komercyjnym sukcesie serii „Ju-on”, którą wyreżyserował (pierwsze cztery odsłony) lub wyprodukował (dwie kolejne). Bez Shimizu realizacja siódmej części cyklu mogła skończyć się już tylko porażką.

Irytujący jest już pomysł kontynuacji, bo nie znajduje on żadnego uzasadnienia ani w warstwie fabularnej, realizacyjnej, nie wspominając o artystycznej. Za ponownym przedstawieniem tragicznych losów rodziny Saekich i pierwszych ofiar rzuconej przez nich klątwy nie kryje się nic więcej jak cynizm producentów dokonujących ordynarnego skoku na kasę. Założenie jest proste: wycisnąć z uznanej marki ile się da, bez względu na cenę. Ten ostentacyjnie komercyjny charakter „Ju-on: The Beginning of the End” dostrzec można zwłaszcza, przyglądając się fabule filmu, która jest nieudolną podróbką horrorów z oryginalnej serii. Obraz Ochiaiego pozostaje wierny charakterystycznej strukturze cyklu: film podzielony jest na rozdziały-epizody poświęcone poszczególnym bohaterom, dla których wspólne jest „zarażenie się” klątwą emanującą z nawiedzonego domu Saekich. W omawianym filmie pojawiają się także słynni, demoniczni bohaterowie: Kayako, Toshio i Taeko, a także cała masa scen, ujęć, rozwiązań narracyjnych żywcem przeniesionych z „Ju-on; The Curse”, „Klątwy Ju-on” i „Klątwy Ju-on 2” (wśród nich m.in. słynna scena spełzania Kayako ze schodów; tym razem jednak mściwy duch porusza się w odwrotnym kierunku). Żeby rozwiać wątpliwości: obecność tych bezpośrednich nawiązań nie służy jednak pogłębieniu filmu, nadaniu mu szczególnego charakteru czy grze z poprzednimi obrazami. Pojawiają się one tylko i wyłącznie jako wyraz rozpaczliwego podpierania cienkiej jak włos historyjki na sprawdzonych pod względem potencjału komercyjnego elementach oryginalnej serii. Nie miejmy złudzeń: to tylko popłuczyny po „Ju-on” Shimizu.

Mimo podpierania się elementami serii sprawdzonymi i zaakceptowanymi przez publiczność, „Ju-on: The Beginning of the End” nie daje się uratować nawet jako osobnego filmu grozy. W poprzednich obrazach wspomniane elementy: achronologiczna narracja, epizodyczna struktura, wielość bohaterów, wygląd duchów, sposób ich pojawiania się na ekranie czy nawet pamiętny „charkot” Kayako itp. znajdowały głębokie uzasadnienie w kreacji świata przedstawionego naznaczonego piętnem nieuchronnej śmierci, w kulturowych odniesieniach do buddyzmu, prawa karmy, koncepcji zła czy po prostu w precyzyjnej konstrukcji obrazu filmowego. U Ochiaiego, pozbawione solidnego gruntu w postaci sensownej historii, wspomniane elementy są już tylko pustymi, popkulturowymi znakami. Dlatego też dominującym odczuciem podczas seansu „Ju-on: The Beginning of the End” jest wrażenie kompletnego chaosu i pustki. Wrażenie to potęguje kulejąca na każdym kroku logika: natężenie bzdur jest bardziej zabójcze niż para mściwych bohaterów. Zresztą nawet obecność niezwykle popularnych japońskich straszydeł: Kayako i Toshio, nie jest w stanie uratować sytuacji, stanowią one bowiem w tym filmie niezamierzoną karykaturę samych siebie. Groza w tym filmie, zapewne wbrew intencją twórców, miast wywoływać dreszcz przerażenia, śmieszy swą dziwacznością, co ostatecznie można uznać nawet za zaletę horroru Ochiaiego, bo choć jego obraz nas nie wystraszy, to chociaż może poprawić nam humor. W konsekwencji najbardziej przerażającym aspektem „Ju-on: The Beginning of the End” jest jego podtytuł: „początek końca”. Czyż bowiem nie skrywa w sobie groźby kontynuacji?

Screeny

HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END HO, JU-ON: THE BEGINNING OF THE END

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mimo wszystko realizacja trzyma poziom
+ bywają gorsze filmy

Minusy:

- nieudolna, kompletnie zbędna próba reaktywacji serii „Ju-on”
- to nic więcej jak tylko ordynarny skok na kasę
- nudny
- niezamierzenie zabawny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -