Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL

FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL

Szpital Doktora Frankensteina

ocena:4
Rok prod.:1988
Reżyser:Deborah Romare
Kraj prod.:USA
Obsada:Mark Blankfield, Leslie Jordan, Jonathan Farwell, Kathy Shower, Irwin Keyes, Hamilton Mitchell, Lou Cutell
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Frankenstein”, powieść Mary Shelley to do dzisiaj cenna inspiracja dla twórców nie tylko grozy. Właściwie coś więcej. Pierwsza ekranizacja powstała już w 1910 roku, a więc w chwili kiedy kino jeszcze raczkowało. Ostatnia? W 2014 roku fani grozy z niesmakiem wychodzili z seansu „Ja, Frankenstein” i z nadzieją czekają na „Victora Frankensteina” (reż. Paul McGuigan), który trafi do kin w 2015 roku. Jak widać naukowiec i jego monstrum ciągle oddziałują na wyobraźnie zarówno twórców, jak i publiczności. Nie zaskakują zatem liczne ekranizacje, chyba tylko Dracula doczekał się większej ich ilości. Wiele filmów to bardzo luźne adaptacje, z różnym podejściem do grozy. Produkcje o większym lub mniejszym budżecie. Dramatyczne, przerażające, efekciarskie, a nawet komediowe. Recenzowany „Szpital Doktora Frankensteina” reprezentuje mniej poważne podejście do grozy. Choć czy tak naprawdę ma coś wspólnego z horrorem?

Pierwsze chwile seansu recenzowanego filmu przypomniały mi polski serial „Daleko od noszy”, który zapewne część z was również kojarzy. W obu przypadkach mamy do czynienia ze wszechogarniającym brudem, brakiem profesjonalizmu, a sam budynek szpitala przypomina raczej ruderę, niż szanującą się placówkę zdrowia. Na pewno nikt z nas nie chciałby trafić do takiego miejsca, nawet jako gość odwiedzający krewnego, a co dopiero pacjent. W takim właśnie miejscu pracuje dr Bob Frankenstein, przodek niesławnej pamięci naukowca. Po swoim pra- pradziadku młody lekarz odziedziczył również część aparatury, która służyła do ożywienia monstrum. Bob prowadzi tajne badania w szpitalnych podziemiach, nieniepokojony przez nikogo. W pracy pomaga mu asystent Iggy, który zaopatruje go w narządy niezbędne do stworzenia potwora. Nadchodzi dzień próby – monstrum zostaje ożywione.


„Daleko od noszy” opowiada o perypetiach personelu jednego ze szpitali. Polski sitcom, który w krzywym zwierciadle przedstawia realia naszej służby zdrowia. W wielu odcinkach twórcy luźnie wykorzystują konwencje różnych gatunków – kryminał, sensacja, a nawet horror, do dla nich „pożywka”, dzięki której mogą skutecznie rozśmieszać. Nie inaczej jest ze „Szpitalem Doktora Frankensteina”, komedią na „podkładzie” dzieła Mary Shelley, która wykorzystuje pewne elementy grozy, ale nie po to, by straszyć widza, ale raczej je parodiować. Również źródło, literacki pierwowzór nie zostaje przez nich oszczędzone. Obrazów w podobny sposób podchodzących do klasyki grozy jest więcej, np. „Dracula, wampiry bez zębów” (1995, reż. Mel Brooks) z niezapomnianym Leslie Nielsenem w tytułowej roli.

W połowie seansu „Szpitala Doktora Frankensteina” odniosłem wrażenie, że jego fabuła coś mi przypomina. Oczywiście, dalsze minuty przyniosły odpowiedź. Wspomniany powyżej Mel Brooks w 1974 roku nakręcił „Młodego Frankensteina” z genialnymi rolami Gene Wildera jako wnuka Frankensteina oraz Marty Feldmana jako jego pomocnika Igora. Recenzowany obraz wyraźnie inspiruje się dziełem Brooksa, choć to chyba zdecydowanie zbyt mało powiedziane. Oczywiście różne lokacje – szpital i stara posiadłość w Transylwanii, a także postacie z drugiego i trzeciego planu. Jednak poza tym treść jest bardzo podobna. Deborah Romare wykorzystuje z „pierwowzoru” kilka patentów, np. w jej obrazie, gdy ktoś wygłasza kwestię „tajny eksperyment”, w tle roznosi się śmiech trzech osób (prawdopodobnie szpitalnych laborantów). U Brooksa, ilekroć ktoś wypowiada nazwisko „Frau Blucher” słyszymy rżenie koni.

Obydwa filmy dzieli kilkanaście lat różnicy, ale także różne półki jakościowe. Twórca „Kosmicznych jaj” zawiesza innym poprzeczkę bardzo wysoko, więc nie tylko recenzowany film, ale także wiele innych ma problem, żeby dorównać poziomem. Mimo tego koncepcja przeniesienia fabuły do szpitala jest korzystna. Dzięki temu filmowa historia sporo zyskuje. W końcu Bob Frankenstein może występować w naturalnym dla siebie, czyli lekarza, środowisku. Największym mankamentem recenzowanego obrazu nie jest bynajmniej nadmierna inspiracja „Młodym Frankensteinem”, ale scenariusz. Niestety żart sytuacyjny tylko czasami bawi, jednocześnie znaczna część dialogów nie jest najwyższych lotów. Niestety najważniejszy aktor — Mark Blankfield w roli Boba Frankensteina nie zachwyca interpretacją granej przez siebie postaci. Częściowo to oczywiście wina scenariusza i ogranych chwytów, których wiek czasami sięga czasów kina niemego. Może to był celowy zabieg i nawiązania, ale dzięki temu cierpi niezbyt rozbudowana fabuła. Natomiast świetnie wypada Kathy Shower w roli Dr Singleton, która niewątpliwie wie, jak z pomocą kamery oddziaływać na męską część widowni. Co w przypadku modelki znanej z magazynu „Playboy” przecież nikogo nie zaskoczy. Doskonały Leslie Jordan – Iggy, głupkowaty pomocnik Frankensteina. Nie można pominąć również Irwina Keyesa jako monstrum, którego miny niewiniątka o morderczych skłonnościach niewątpliwie rozjaśnią twarz najbardziej ponurego fana grozy. Oczywiście, o ile zaakceptuje takie podejście do dzieła Mary Shelley. Większość odtwórców drugo- i trzecioplanowych ról zasługuje na pochwały, bo wpasowali się w konwencję filmu i bardzo wyraziście nakreślili swoje postacie.

Oprócz obsady atutem filmu są lokacje. Szpitalny klimat i świetna scenografia pracowni głównego bohatera. Laboratorium Frankensteina zasługuje na parę słów. To wyraźny ukłon w stronę „Młodego Frankensteina” i klasycznej grozy. Swoim wyglądem bardziej przypomina podziemia budynku z Transylwanii niż piwnice szpitalne. Wrażenie to potęguje fakt, że wszystkie sceny, które tam nakręcono, są czarno – białe.

„Szpital Doktora Frankensteina” z grozą łączy jedynie nawiązanie do dzieła Mary Shelley oraz parodystyczne nastawienie do konwencji horroru. Ciekawa koncepcja, ale gorzej z jej realizacją. Zasługa to przede wszystkim nierównego scenariusza. Jego twórcy czasami mieli problem z kreowaniem żartu sytuacyjnego. Niektóre pomysły zachwycają, choć zapewne spora w tym zasługa aktorów. Innym razem humor wydaje się dosyć siermiężny i przestaje bawić. Ostrzegam, obraz tylko dla fanów kina klasy B, którzy nie nastawią się na krwawy seans z monstrum żądnym zemsty.

Screeny

HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL HO, FRANKENSTEIN GENERAL HOSPITAL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ koncepcja
+ obsada
+ Irwin Keys, Leslie Jordan, Kathy Shower
+ scenografia

Minusy:

- dialogi
- scenariusz
- nadmierna inspiracja „Młodym Frankensteinem”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -