Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHITE BUFFALO

WHITE BUFFALO

Biały bizon

ocena:4
Rok prod.:1977
Reżyser:J. Lee Thompson
Kraj prod.:USA
Obsada:Charles Bronson, Jack Warden, Will Sampson, Kim Novak
Autor recenzji:Krzysztof Dylak
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kilku czytelników może przyjąć z niemałym zdziwieniem tę recenzję I zadać przy tym pytanie: co u licha tutaj robi opis westernu z Charlesem Bronsonem? Jednak „Biały Bizoń” to jeden z doprawdy nielicznych przypadków filmu o dzikim zachodzie, który podejmuje uchwycić go w kontekście kina grozy. I już ten powód wydaje się dość słuszny, aby umieścić o nim rozpiskę na lamach HO.

Bohaterem filmu jest Dziki Bill Hickok , rewolwerowiec, poszukiwacz złota i człowiek z tajemniczą przeszłością. Dręczony sennymi koszmarami o białym bizonie symbolizującym w tutejszych wierzeniach nadchodzący kres ludzkiego życia, decyduje się odnaleźć bestię. W wyprawie towarzyszy mu stary kompan, a nowym sojusznikiem Billa staje się wojownik Siuksów z którymi ma na pieńku.

Czy zestawienie tak obcych gatunków jak western i horror ma szansę na udany wynik? Trzeba przyznać, że początek dzieła Thompsona jest twierdzący. Przede wszystkim złowrogi podkład muzyczny Johna Barry, ciemny, zaśnieżony krajobraz i ryk bizona ukazanym tutaj jako żądna krwi bestia, to wszystko sprawia, że na pewno będziemy mieć do czynienia z niecodziennym obliczem westernu. Miałem nadzieję na rozwiniecie początkowego klimatu z dalszymi kadrami, ale niestety z minuty na minutę film zaczął nużyć i stawać się trywialny. Zaczął prowadzić w dobrze znane i utarte już ścieżki kina o kowbojach i Indianach, a jedynie pod sam koniec pojawia się nutka grozy obecna na początku. Gdyby była ona częsta, to z pewnością film wiele by zyskał nawet z zapisaniem się w klasyce gatunku włącznie. Jednak kurs bardziej obrany jest w stronę westernu i pod tym kątem obraz nie porywa. Owszem, jest Charles Bronson „nieśmiertelny” gwiazdor gatunku i tamtego okresu kina, świetne plenery, pojawia się nieoczywisty sojusz z Indianinem ( w tej roli Will Sampson pamiętany z „Lotu Nad Kukułczym Gniazdem” Formana). Mimo tego jest nieco monotonnie, widz oczekuje spotkania postaci z groźnym bizonem. Ale sam moment konfrontacji z nim pozostawia ślady niedosytu. Co prawda klimat powtarza się z prologu, jednak już bez tej tajemniczej grozy i z łatwym rozwiązaniem. Pojawia się jednak ta klimatyczna muzyka Johna Barry, której nie powstydziłby się horror w stylu „Lśnienia” Kubricka. I gdyby było więcej momentów takich jak ten kiedy Bizoń w jaskini usiłuje sforsować gruzy, aby dopaść bohaterów (ten donośny łomot i ryk!), to ten melanż westernu z elementami horroru wypaliłby pełnym ogniem.



Reżyser filmu Jack Lee Thompson zrealizował poza „Białym Bizonem” siedem filmów z Bronsonem. Poza tym jest autorem pierwszej wersji „Przylądku Strachu” z Mitchumem i Peckiem. W przypadku tej współpracy z niezapomnianym aktorem skończyło się na nietypowym pomyśle na western, bo samo wykonanie okazało się niewystarczające. Jako western wypada przeciętnie, a grozę rodem z prawdziwego horroru mamy w zaledwie dwóch momentach. Może ktoś w przyszłości spróbuje zrobić podobny zabieg z lepszym skutkiem? Może remake? Szczerze wątpię i trudno stwierdzić czy to dobrze czy źle.

Screeny

HO, WHITE BUFFALO HO, WHITE BUFFALO HO, WHITE BUFFALO HO, WHITE BUFFALO

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Charles Bronson
+ muzyka Johna Barry
+ obiecujący wstęp
+ próba złączenia westernu z klimatem kina grozy

Minusy:

- nierzadko trąci banałem
- często monotonny
- napuszony finał
- mało horroru, więcej jednak typowego westernu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -