Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:APPEARING

APPEARING

Zjawa

ocena:5
Rok prod.:2014
Reżyser:Daric Gates
Kraj prod.:USA
Obsada:Will Wallace, Emily Brooks, Don Swayze, Dean Cain
Autor recenzji:Dariusz Kick
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Do seansu zasiadłem bez żadnych oczekiwań. Nazwiska takie jak Don Swayze czy Dean Cain sprawiły, że skreśliłem Zjawę już na samym starcie. Obecność na planie pierwszego z panów irytowała mnie od dawna a drugi, choć sprawia wrażenie sympatycznego faceta (jak tu nie lubić Clarka Kenta), raczej nie grywał w filmach z mojej bajki. Zresztą obydwaj nie słyną z porywających kreacji. Nie zachęcił mnie również tytuł i okładka. Na szczęście ciekawość nie pozwoliła mi przejść nad Zjawą obojętnie. Kurtyna poszła w górę i... niespodzianka.

Migracja odbywa się najczęściej w jednym kierunku – z mniejszych skupisk ludzkich do większych gdzie przynajmniej pozornie życie wydaje się łatwiejsze, a możliwości większe. Kiedy mamy do czynienia z sytuacją odwrotną najczęściej kryje się za tym coś więcej niż klasyczne zmęczenie miastem. Rachel i Michael są małżeństwem, które przeniosło się do małej mieściny gdzie Michael podjął pracę zastępcy szeryfa. Czegokolwiek oczekiwali po sennym miasteczku szybko się okazuje, że nie jest to miejsce tak spokojne, jak można by sądzić po pozorach. Już następnego dnia otrzymuje informację o tym, że zaginęła miejscowa nastolatka. Nowy zastępca nie ma czasu nawet na wspólne śniadanie z żoną, a już musi się brać do pracy.

Tym, co możemy zaliczyć na plus jest wielość gatunków, z których utkana jest filmowa historia. Wątek relacji pomiędzy Rachel i Michaelem zawiera w sobie elementy dramatu. Na z pozoru sielankowym obrazie ich małżeństwa szybko pojawiają się rysy, które wpływają negatywnie na ich relacje. Widać to już na samym starcie po reakcji kobiety na to, że jej mąż nie zje z nią śniadania. Można się łatwo domyślić, że przeprowadzka miała czemuś służyć – pracą nad ich związkiem? O kryminale nie ma sensu wspominać, śledztwo w sprawie zaginionej nastolatki rozpoczyna się błyskawicznie. Osamotniona Rachel zaczyna widywać zjawę, która coś próbuje jej przekazać jak w klasycznym ghost story. Na koniec jest nieco mocniejszy i bardziej demoniczny akcent.

Przez cały seans można odnieść wrażenie, że powinniśmy sięgnąć po pilota i zakończyć ten spektakl jednak ręka nie kwapi się do tej prostej czynności. Dlaczego? Przecież w Appearing nie mamy niczego oryginalnego, same ograne schematy. Wszystko to widzieliśmy już setki, jeśli nie tysiące razy. W dodatku akcja filmu toczy się swoim własnym tempem i nie zamierza przyspieszać. Zasługą tego, że nie łapiemy z pilota, wydaje się fakt, że horror został zepchnięty na dalszy plan. Jest to dobra decyzja, ponieważ twórcy nie mieli na niego szczególnego pomysłu i odpowiedniego budżetu, który mógłby te braki zamaskować. Gdyby zdecydowali się eksploatować elementy, które są domeną horroru wyszedłby z tego kolejny gniot, ale przesuwając akcent na czynnik ludzki – wychodzi to produkcji na plus.


Skoro okradziono nas z grozy, a film zdecydowanie nie sprawdzi się w roli straszaka, co otrzymujemy w zamian? Przede wszystkim duszny klimat zbliżony bardziej do Miasteczka Twin Peaks niż do klasycznego horroru. Nikt w miasteczku zdaje się nie mówić całej prawdy. Tajemnice kłębią się tuż pod powierzchnią domagając się odkrycia. W tle pobrzmiewa echo mistrza Gustava Dore, którego ilustracje zdobią Boską komedię, Raj utracony czy choćby dzieła Edgara Alana Poe. Reżyser pozwolił sobie również zamanifestować swoją fascynację Hitchcockiem.

Kolejnym elementem, który decyduje o tym, że zostajemy z bohaterami do końca jest ascetyczna gra aktorska pozbawiona egzaltacji i adekwatna do pozbawionej dynamizmu fabuły, choć znajdą się i tacy, którzy nazwą ją drewnianą. Jedyny zarzut wysunąłbym pod adresem Emily Brooks, która wcieliła się w rolę Rachel. Zarówno jej fizjonomia jak gra wywoływała we mnie pewien dysonans. Na szczęście w drugiej części filmu w jego „demonicznym” aspekcie aktorka pokazała więcej.

Z pewnością warto sięgnąć po Zjawę podobnie jak warto zwrócić uwagę na reżysera. Nie posiada jeszcze bogatego dorobku, ale wygląda na to, że próbuje odnaleźć własną drogę. Po zalewie tandety, która zdaje się chorobą kina grozy jest to interesująca odmiana. Nie należy jednak zapominać, że jest to kino niezależne i niski budżet. Scenariusz nie jest doskonały, ale nie psuje to całości. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o wizualne odmalowanie malutkiej społeczności, co mogło spotęgować poczucie izolacji. Jeśli przełkniecie fakt, że sam horror wypada słabo możecie się cieszyć filmem.

Screeny

HO, APPEARING HO, APPEARING HO, APPEARING HO, APPEARING HO, APPEARING HO, APPEARING

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat filmu przywodzący na myśl Miasteczko Twin Peks
+ smaczki na drugim planie
+ wszystkie wątki niezwiązane z kinem grozy

Minusy:

- film broni się wyłącznie tym, że horror zepchnięto na dalszy plan, a nie o to nam chodzi
- brak grozy
- elementy egzorcyzmu wydają się infantylne, elementy ghost story sztampowe i nudne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -