Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BABADOOK, THE

BABADOOK, THE

Babadook

ocena:8
Rok prod.:2014
Reżyser:Jennifer Kent
Kraj prod.:Australia
Obsada:Essie Davis, Noah Wiseman, Tim Purcell, Daniel Henshall, Hayley McElhinney
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gdybym miał wskazać cechy idealnego horroru, na pewno na pierwszym miejscu znalazłby się intrygujący i wyzuty z banału scenariusz. Później optowałbym za formalnym minimalizmem, subtelnością w dobrze środków oddziałujących na emocje widza oraz za garścią przemyślanych niuansów, z których zbudowano by portrety bohaterów oraz przykuwające uwagę relacje między nimi. Fantastyka czyniąca opowieść filmową horrorem jest wręcz niezbędnym elementem, ale najlepiej jakby funkcjonowała na zasadzie „czechowowskiej strzelby”, która w kluczowym momencie z drugoplanowego detalu przedzierzgnęłaby się lokomotywę nadającą opowieści dramaturgii. Australijski „The Babadook” autorstwa Jennifer Kent horrorem idealnym nie jest, ale zawiera w sobie tyle ciekawych i skłaniających do refleksji smaczków, że od pierwszego do ostatniego ujęcia film ogląda się z wypiekami na twarzy.

Amelia samotnie wychowuje kilkuletniego Samuela. Chłopiec jest trudnym dzieckiem – nadwrażliwym, nadpobudliwym i żyjącym przede wszystkim w świecie wyobraźni. Nie potrafi dostosować się do reguł panujących w szkołach, niespecjalnie też zależy mu na integracji z rówieśnikami. Wierzy w to, iż świat pełny jest potworów, które czyhają na jego życie. Amelia nie radzi sobie z wrażliwością i wybujałą imaginacją syna. Nie do końca także daje sobie radę z samą sobą – ciągle bowiem przeżywa śmierć męża, który zginął w wypadku samochodowym przewożąc ciężarną Amelię do szpitala. Sytuacja z Samuelem pogarsza się, kiedy pewnej nocy chłopiec słyszy historię o Babadoocku, budzącym grozę straszydle będącym bohaterem jednej z książek dla dzieci. Od tamtej pory przekonany jest, że potwór zamieszkał w ich domu. Początkowo matka nie wierzy skoremu do konfabulacji synowi. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać, iż rzeczywiście coś bardzo groźnego próbuje zniszczyć ich życie.

Pierwsze kilkanaście minut projekcji nie wskazuje na to, iż będziemy mieli do czynienia z kapitalnym horrorem. Australijska reżyserka wnikliwie, z zacięciem wrażliwego psychologa przypatruje się dwuosobowej rodzinie żyjącej w cieniu tragedii sprzed lat. Nie do końca wiadomo, czy matka nie chce, czy też nie potrafi ułożyć sobie życia na nowo. Nadwrażliwość i stany lękowe jej syna wynikają z traumy, pod wpływem której znajduje się Amelia. Kobieta na zewnątrz robi dobrą minę do złej gry, ale łatwo dostrzec, iż pogrążona jest w stanie przypominającym depresję. Syna kocha ponad życie, ale nie do końca rozumie, co dziecko przez swoje opowieści chce przekazać światu.

Z drugiej strony mamy chłopca, który nie radzi sobie z samotnością i ucieka w świat fantazji. Dostrzega postępujące zagubienie matki, podświadomie czuje, iż numerem jeden w jej życiu tak naprawdę jest nieżyjący od dawna ojciec. Straszliwie się boi tego, że straci matkę. Ale dzieci do pewnego wieku nie rozumują racjonalnie, dlatego Samuel uważa, iż największego zagrożenia należy szukać wśród potworów zamieszkujących mrok w szafach i pod łóżkami. A że nie raz i nie dwa literatura oraz film przekonywały nas, że wrażliwsze od dorosłych dzieci są bardziej spostrzegawcze i potrafią więcej dostrzec, w coraz większym napięciu oczekujemy tego, kiedy potwór zaatakuje i tak już znękaną rodzinę.

Kim jest Babadook? Najłatwiej byłoby powiedzieć, że duchem zamieszkującym dom dwojga bohaterów, który przez lata czaił się i zaatakował wtedy, kiedy zmęczeni życiem Amelia i Samuel byli podatni na działanie złowrogiej siły. „The Babadook” byłby wtedy klasycznym ghost-story rozgrywającym się w murach nawiedzonego budynku. Myślę jednak, że taka interpretacja byłaby bardzo krzywdzącą dla filmu Jennifer Kent. Jest bowiem w nim zbyt wiele wieloznaczności i bardzo złożonych sytuacji, by można go było potraktować jako kolejny wyjęty spod sztancy przeciętny straszak.

Bardzo możliwe, iż monstrum z piekła rodem jest przeniesieniem dziecięcych fobii na matkę, która pogrążona w depresji wreszcie pęka i daje się ponieść szaleństwu (nadprzyrodzone zjawiska, których świadkami są bohaterowie mają miejsce tylko w ich domu). Syn bardzo szybko podchwytuje taką narrację, bo jest mu ona znana, a na dodatek uwiarygodniona matczynym autorytetem. Wtedy jednak mieszkanie wraz z nią staje się dla Samuela śmiertelnym niebezpieczeństwem, najstraszniejszą z pułapek. Między dzieckiem a matką zawiązane są bardzo trwałe i silne relacje – takie na granicy toksyczności – syn nie przetrwa bez matki ani sekundy, nawet wtedy, kiedy matka okazuje się być dla niego śmiertelnym zagrożeniem.

Wreszcie Babadook może być ucieleśnieniem wszystkich złych emocji –żalu, dojmującego smutku, frustracji, samotności, lęku przed przyszłością - które zalęgły się najpierw Amelii, później w Samuelu, zaraz po śmierci męża i ojca. Niezwykła książeczka z monstrum w roli głównej staje się katalizatorem uwalniającym głęboko skryte niepokoje i napięcie. Walka z nimi staje się zarówno dla matki jak i syna najstraszliwszym doświadczeniem. Ona traci kontrolę nad sobą, on zaś ze zgrozą przeczuwa, że może ponieść śmierć z ręki kogoś, kogo kocha najpiękniejszą, bo bezinteresowną miłością.

W czym tkwi siła australijskiego filmu? O najważniejszym rozpisałem się wyżej – historia jest piękna, bo przez swą złożoność wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Tak jak nie istnieją identyczne przypadki schorzeń psychicznych, tak nie da się w sposób pewny i kategoryczny sklasyfikować sytuacji, w jakiej znaleźli się Amelia i Samuel. Dzięki wielowymiarowym i wiarygodnym kreacjom Essie Davis i Noaha Wisemana reżyserce udało się ukazać cały wachlarz emocji, jakie towarzyszą głównym bohaterom. I nie chodzi tu tylko o czas, kiedy matka z synem muszą zmierzyć się z potworem. Jeszcze ważniejsze są chwile, w których Amelia i Samuel próbują dać sobie radę z problemami dnia codziennego. Ich zmagania uwiarygodniają ich w naszych oczach, a tym samym czynią batalię z monstrum jeszcze bardziej emocjonującą i przejmującą. Jednym z priorytetów australijskiej reżyserki musiało być stworzenie takich warunków, aby widz w każdej sytuacji przejmował się losami dwójki bohaterów. I to dzięki świetnemu, choć przecież nie oryginalnemu, scenariuszowi oraz wyrazistym kreacjom aktorskim udało się artystce wręcz wzorowo.

Kent pokazała także, jak niewiele trzeba, by w filmie grozy stworzyć zapierający dech w piersiach klimat osaczenia i zamknięcia. Tego jednak nie da się zbudować za pomocą kilku trików komputerowych czy efektownych ujęć. Nade wszystko potrzebne było stworzenie na tyle wiarygodnych i dalekich od banału postaci, by po odseparowaniu ich od świata i przeciwstawieniu tajemniczej mocy, wydali nam się jeszcze prawdziwsi, a co za tym idzie godni naszego zaangażowania. Australijka w kwestii straszenia odbiorcy nie odkrywa Ameryki – stosuje chwyty znane z filmów o nawiedzonym domu, subiektywizuje narrację, z wyczuciem korzysta z efektów cyfrowych. Wszystko to jednak z żelazną konsekwencją podporządkowane jest przeżyciom bohaterów - to oni stale są na pierwszym planie, to ich charakterologiczna przemiana (zwłaszcza Amelii) są fabularną osią filmu, wokół której rozbudowano sieć wątków.

Na końcu koniecznie muszę wspomnieć o hołdzie, jaki w swoim filmie Jennifer Kent składa mediom od zawsze związanym z horrorem czy z szeroko pojętą fantastyką. Najpierw książka, bez której nie mielibyśmy w ogóle intrygi. Ale bez literatury, a co za tym idzie, bez ludzkiej potrzeby uważnego wsłuchiwania się w opowieści, nie mielibyśmy dzisiaj do czynienia ani ze słowem pisanym, nie mówiąc już o kinie. Na tym polu Kent daje do zrozumienia, iż wiele zawdzięcza klasykom, a nade wszystko Georgesowi Mélièsowi. Reżyserka daje do zrozumienia, iż sposób myślenia Francuza powinien być drogowskazem dla wszystkich twórców kina fantastycznego. Dla niego bowiem istotą kina było poszukiwanie oryginalnych, oczywiście jak na tamte czasy tematów, oraz wymyślenie dla nich nowatorskiej formy. Wreszcie cały film to powrót do źródeł horroru, do jego najlepszych czasów, kiedy to nie efekty specjalne ani wylewające się z ekranu okrucieństwo stanowiły o wartości filmu, a dopracowany w każdym szczególe scenariusz oraz sugestywna warstwa wizualna.

„The Babadook” to jeden z najlepszych horrorów jakie ostatnimi czasy zagościły na naszych ekranach. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do obejrzenia tego nietuzinkowego filmu.

Screeny

HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE HO, BABADOOK, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalna, oddziałująca na wyobraźnię opowieść
+ przykuwająca uwagę oprawa wizualna
+ budowanie atmosfery zagrożenia za pomocą niedopowiedzeń i wieloznaczności
+ wiarygodne postacie
+ brak efekciarstwa, czyli bezsensownego epatowania okrucieństwem
+ idealne wyważenie dramatu obyczajowego i kina grozy
+ to jednak książka, nie film karmi naszą wyobraźnię
+ pokazanie konsekwencji wpływu na dziecko opresyjności świata dorosłych
+ hołd złożony Georgesowi Mélièsowi

Minusy:

- nie zauważyłem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -