Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HONEYMOON

HONEYMOON

Honeymoon

ocena:8
Rok prod.:2014
Reżyser:Leigh Janiak
Kraj prod.:USA
Obsada:Rose Leslie, Harry Treadaway, Ben Huber, Henry Lawrence
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Najsilniejsze więzi i relacje międzyludzkie zbudowane są na fundamencie wspomnień oraz wspólnych doświadczeń. To one powodują, iż między bliskimi sobie ludźmi komunikacja dokonuje prawie pozawerbalnie. Przeżyte razem dramaty i tragedie pozwalają przetrwać jeszcze groźniejsze życiowe burze i nawałnice. Nie bez kozery otrząsnąwszy się z jakiegoś nieszczęścia, mówi się „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. A kim będzie ktoś, kogo pozbawi się wspomnień i poczucia jedności budowanej przez wspólną historię? Taką sytuację próbuje nakreślić Leigh Janiak w „Honeymoon”, jednym z najlepszych horrorów ostatnich lat.

Paul i Bea jako cel podróży poślubnej wybierają położony w kanadyjskich ostępach domek, w którym kobieta jako dziecko spędzała każde wakacje. Początkowo para zachwycona jest życiem w ciszy pośród lasów i jezior. Nie przeszkadza im brak Internetu ani możliwości telefonicznego kontaktu ze światem. Mają przecież siebie i mnóstwo czasu, by delektować się drobiazgami dnia codziennego. Pewnej nocy Bea znika. Dopiero po jakimś czasie przerażonemu Paulowi udaje się znaleźć stojącą w otoczeniu drzew żonę – nagą, zziębniętą i poranioną. Mężczyzna najpierw przekonany jest, iż Bea spotkała się z Willem, jej towarzyszem z wakacyjnych zabaw nad jeziorem. Kiedy jednak dostrzega, jakie potworne zmiany deformują jej ciało i psychikę, uświadamia sobie, iż nawet coś tak obmierzłego jak zdrada czy brutalny gwałt nie mogły przyczynić się do szokującej metamorfozy.

Wiem, powyższe streszczenie w ogóle nie sugeruje, iż na niwie horroru „Honeymoon” może być filmem wyróżniającym się i zasługującym na uznanie. W iluż bowiem tego typu historiach mieliśmy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy chcąc skupić się na sobie, postanawiają spędzić czas na łonie natury, z dala od cywilizacji i niezwykle absorbującej elektroniki. Szybko jednak sielanka przeradza się w koszmar – w lasach bowiem czai się uzbrojony po zęby zwyrodnialec albo nadnaturalne moce pragnące posiąść ciała bohaterów.

I początkowo akcja filmu Leigh Janiak biegnie tymi właśnie torami. Położony nad jeziorem domek niewiele różni się od tych, w których pomieszkiwała dziatwa odpoczywająca nad Crystal Lake. Bohaterowie najwięcej czasu spędzają w łóżku, ale oprócz tego dużo spacerują, rozmawiają i cieszą się pięknem przyrody. Te minuty pozbawione typowych dla gatunku chwytów nie są czasem straconym - Rose Leslie znanej z „Gry o tron” oraz Harry’emu Treadaway (Victor Frankenstein z niezłego „Penny Dreadful”) udało się stworzyć nietuzinkowe i wielowymiarowe role, przez co na początku intrygują i bawią, później wręcz każą trzymać za siebie kciuki w zmaganiach z przeciwnościami losu. Idylli nie mąci nawet pojawienie się Willa, człowieka dziwnego i łatwo wpadającego w złość.

Kiedy wreszcie następuje przełom, twórcy od razu zmuszają nas do tego, abyśmy zaczęli szukać tropów pomocnych w wyjaśnieniu tego, co w nocy stało się Bea. Najpierw sugerują, iż odpowiedzialny za dramat bohaterów może być niezrównoważony Will. Kiedy coraz bardziej przerażony Paul stara się przekonać żonę do porzucenia domku na odludziu, między wierszami Janiak podrzuca pomysł, iż za metamorfozę odpowiedzialna może być natura – w świetle słonecznym urokliwa, tak naprawdę jednak będąca symbolem pierwotności, dzikości i nieokiełznania. W drugiej części filmu twórcy nie szczędzą nam naturalistycznych obrazów degradacji kobiecego ciała. Bea przestaje o siebie dbać, jej chora skóra pełna jest otwartych, broczących krwią ran. Reżyserka nie pozostawia złudzeń, iż najbardziej wyniszczoną częścią ciała kobietą są jej organy rodne. Interpretacja genderowa wręcz sama się narzuca – bohaterka niedawno poślubiła mężczyznę, może chodzi więc o bunt przeciwko roli, jaka przez związek małżeński została jej narzucona. W pewnym momencie orientujemy się, iż siłom, które opanowały bohaterkę nie chodzi tylko i wyłącznie o jej ciało. Jedną z najbardziej wstrząsających scen w filmie jest ta, kiedy Paul odkrywa, iż jego żona w zastraszającym tempie traci wszystkie wspomnienia. Z najbliższej, ukochanej, najcenniejszej przeistacza się we wroga, obcego, który w mężczyźnie widzi przeciwnika. Bohater nie wie co zrobić, miota się niczym zwierzę w pułapce – musi się bronić, ale nie skrzywdzi kogoś, komu kilkanaście dni wcześniej wyznawał miłość.

„Honeymoon” jest więc bardzo rzadkim przykładem horroru, który pod płaszczykiem emocjonującej i trzymającej w napięciu historii kryje w sobie ciekawych, a tym samym skłaniających do refleksji treści. Co ważne, jedno z drugim idealnie koresponduje. Nie mamy tu do czynienia z kinem grozy przeintelektualizowanym, w którym gatunkowe chwyty są tylko dodatkiem, ani z typowo eskapistycznym – oderwanym od rzeczywistości i schlebiającym najbardziej prymitywnym gustom. Umieszczenie akcji z dala od wielkich skupisk ludzkich i wkomponowanie w świat przedstawiony zaledwie czworo bohaterów pozwoliło tak rozpisać akcję, aby jej najważniejszym elementem porządkującym było budowanie napięcia. I z tego zadania wywiązała się perfekcyjnie. Ze schematu „od sielanki po o zapierający dech w piersiach koszmar” wycisnęło co tylko się dało. Wielka w tym zasługa wspomnianych wyżej aktorów. Bez nich oraz ich pomysłu na złożone i przykuwające role „Honeymoon” nawet w połowie nie byłby tak ciekawy.

Co się nie udało? Chyba rozwikłanie zagadki tajemniczego zniknięcia głównej bohaterki. Jeśli bowiem przez cały seans podrzuca się widzowi ciekawe tropy interpretacyjne, zwodzi się go sugerując bardzo złożone przyczyny takiego a nie innego zachowania postaci, wreszcie nawiązuje do filmów takich tuzów reżyserii jak Cronenberg i von Trier („Antychryst”), trudno zadowolić się co prawda efektownym, ale jednoznacznym i dość banalnym zakończeniem. Idealnym horrorem byłby taki, który po seansie zostawia widza z wyobraźnią zaprzęgniętą do wymyślania ciągu dalszego widzianej na ekranie historii. Ta, którą postanowiła opowiedzieć Janiak, wyjaśnia wszystko, domyka wątki, nie pozostawia wątpliwości co do ich znaczenia – jednym słowem zabiera odbiorcy możliwość wnioskowania i interpretowania. Nie zmienia to jednak faktu, iż „Honeymoon” to kapitalne, świetnie zagrane, a nade wszystko doskonale skomponowane kino. Jeden z najlepszych horrorów jakie ostatnimi czasy dane mi było obejrzeć.

Screeny

HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON HO, HONEYMOON

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niesamowita historia
+ kapitalne postacie
+ świetne kreacje aktorskie
+ nadanie znanych schematom fabularnym nowych znaczeń
+ pełen tajemniczości film
+ narastające napięcie
+ przykuwa uwagę

Minusy:

- zbyt jednoznaczny, bo wyjaśniający wszystko finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -