Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CRAWLSPACE (2012)

CRAWLSPACE (2012)

Crawlspace

ocena:4
Rok prod.:2012
Reżyser:Justin Dix
Kraj prod.:Australia
Obsada:Amber Clayton, Ditch Davey, Eddie Baroo, Peta Sergeant, Fletcher Humphrys, Nicholas Bell
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Większości miłośnikom X Muzy kino australijskie kojarzy się z twórczością Petera Weira i trzema odsłonami „Mad Maxa” George’a Millera. Podejrzewam, iż fan kina grozy trochę musiałby się natrudzić, by wymienić kilka znaczących horrorów zrealizowanych na Antypodach. A przecież ważnych dla gatunku filmów powstało w Australii i Nowej Zelandii niemało – ze starszych „Long Weekend” Egglestona, „Razorback” Mulcahy’ego czy „Bad Taste” i „Braindead” Jacksona, z nowszych zaś „Wolf Creek” Grega McLeana, „The Loved Ones” Byrne’a, „The Babadook” Kent, „Lake Mungo” Andersona czy „Housebound” Johnstone’a. Twórca „Rogue” para się nie tylko reżyserką, lecz także na filmowych listach płac widnieje jako producent. Dlatego też myślę, że wśród fanów McLeana znajdą się tacy, których zainteresuje „Crawlspace” Justina Dixa (producentem filmu jest właśnie autor „Wolf Creek”).

Ze świecą szukać mniej wyszukanej fabuły niż ta zaproponowana przez Dixa. Elitarna jednostka komandosów „rzucona” zostaje na australijskie pustkowie, gdzie miejscowi wraz z amerykańskimi jajogłowymi pracują nad super tajną bronią. W czasie odprawy bohaterowie dowiadują się, iż naukowcom eksperyment wymknął się spod kontroli i teraz oni musza wszystko „posprzątać” – uratować badaczy i unicestwić „materiał”, na którym prowadzono testy. Na miejscu okazuje się, iż żołnierze będą musieli stawić czoło wrogowi, o istnieniu którego dotąd nawet nie śnili.

Tylko we wstępie i w epilogu akcja filmu rozgrywa się poza skomplikowaną siecią ciasnych i naszpikowanych elektroniką korytarzy umieszonych na wielu poziomach głęboko pod australijską pustynią. Skojarzenia z grami FPP czy „Obcym” od Camerona są jak najbardziej na miejscu. Prowadzony przez amerykańskich i australijskich badaczy eksperyment rzeczywiście wymknął się spod kontroli i teraz ktoś musi posprzątać bałagan, jakiego narobili poddawani „zabiegom” ludzie. I jak to bywa w tego typu historiach, przełożeni komandosów nie informują ich o charakterze zagrożenia, z jakim żołnierze będą musieli się zderzyć. Początkowo pewni siebie - typ macho do sześcianu – szybko tracą rezon, kiedy okazuje się, iż wojskowe doświadczenie i śmiercionośna broń nie przydadzą się w obliczu niebezpieczeństwa, które nawet trudno jest nazwać czy sprecyzować.

„Crawlspace” spodoba się tym, którzy od kina z pogranicza horroru i science-fiction oczekują przede wszystkim dobrze skrojonej i niewymagającej myślenia rozrywki. W filmie Dixa akcja mknie do przodu niczym japońskie pociągi, komandosi nie patyczkują się ze swoimi wrogami, klimat osaczenia i permanentnego zagrożenia, zwłaszcza wtedy gdy nagle wzrasta dynamika wydarzeń, potrafi na tyle zaangażować, by seans ujść mógł za „miłe” zabicie czasu. Dzięki przeciwstawieniu komandosów takiemu a nie innemu wrogowi (by nie zepsuć zabawy, nie będę próbował go nazywać), twórcy mogli sobie pozwolić na dużą swobodę w kreowaniu poszczególnych wątków. W kilku miejscach przesadzili i dali się ponieść wyobraźni, ale z drugiej strony kolejne naładowane napięciem (albo w zamierzeniu twórców mające być nim wypełnione) sekwencje niczym refreny w piosenkach dzielą zaskakujące zwroty akcji. Dlatego właśnie, gdyby przymknąć oko na nielogiczności fabuły, niekonsekwencję w kreowaniu świata przedstawionego (po kilkunastu minutach filmów twórcy tracą zainteresowanie większością bohaterów ni stąd ni zowąd sugerując, iż oni gdzieś przepadli) oraz zapożyczenia z innych, często bardzo znanych filmów, „Crawlspace” przez wielu może być odebrany jako proste, pozbawione jakichkolwiek pretensji kino.

Rzecz w tym jednak, iż kino klasy B, przez niektórych porównywane do Grala popkultury, miało w sobie coś, co wyróżniało je spośród mainstreamu – odwagę w pokazywaniu czegoś, czego „uznani” twórcy bali się pokazać, niepokorność, śmiałe i oryginalne rozwiązania fabularne, świetne, często dalece niepoprawne dialogi, wreszcie kiczowatość, która jednych zrażała, innych zachwycała. Takie filmy zawsze budziły kontrowersje. „Crawlspace” nie ma w sobie nic, za co można go wyróżnić, nic, co pomogłoby w zapamiętaniu czegokolwiek z filmu. To po prostu rzetelnie zrobiona kompilacja pomysłów, które wielokrotnie już wykorzystywano w horrorze czy w kinie science-fiction. Przeciętnemu człowiekowi Antypody kojarzą się z niezwykłością i egzotyką. Dobrze byłoby, gdyby kino z Australii czy Nowej Zelandii czerpało z odrębności oraz odmienności miejsca, w którym powstaje.

Screeny

HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012) HO, CRAWLSPACE (2012)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dynamiczna akcja
+ sporo ciekawych ujęć korytarzy skrywających potwory
+ niewyszukana rozrywka z pogranicza horroru i kina science-fiction
+ klimat osaczenia

Minusy:

- wszystko to już było w dziesiątkach podobnych filmów
- szeleszczące papierem postacie
- mnóstwo dziur i nielogiczności fabularnych
- całkowicie wtórne i odtwórcze kino

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -