Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EXISTS

EXISTS

Exists

ocena:6
Rok prod.:2014
Reżyser:Eduardo Sánchez
Kraj prod.:USA
Obsada:Dora Madison Burge, Brian Steele, Denise Williamson, Samuel Davis, Roger Edwards
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W swoim najnowszym filmie, „Exists” (2014), Eduardo Sánchez postanowił wrócić do lasu. Dlaczego wrócić? Otóż trochę starsi miłośnicy kina grozy muszą znać genialny „Blair Witch Project”, w którym zdecydowana większość wydarzeń rozgrywała się pośród leśnych ostępów. Reżyserami tamtego filmu, zresztą jednego z najgłośniejszych horrorów w historii kina, byli Daniel Myrick i bohater tej recenzji, Eduardo Sánchez.

Pięcioro przyjaciół wybiera się na wycieczkę w teksańskie lasy. Czeka tam na nich myśliwska chatka należąca do wuja dwóch uczestników eskapady. Część pragnie, jak to w tego rodzaju filmach bywa, rozerwać się nadużywając przy tym alkoholu i maruhuany, inni mają plan nakręcić kilka głupawych filmików, dzięki którym staną się „królami Youtuba”. Sielanka bardzo szybko przeradza się w koszmar, kiedy bohaterów za cel obiera sobie jakaś wielka, agresywna i bardzo silna istota.

Sánchez nakręcił całkiem niezły film, choć mam wątpliwości, czy komukolwiek on przypadnie do gustu. Ortodoksyjnym „wyznawcom” i miłośnikom historii o Wielkiej Stopie, którzy za kultowe uznają filmy „Night of the Demon”, „The Legend of Boggy Creek” czy „Abominable”, konwencja found footage może okazać się nie do strawienia. Tym, którzy lubują się w imitacjach fabularyzowanych dokumentów przeszkadzać będzie odzierająca przekaz z wiarygodności muzyka oraz, delikatnie rzecz ujmując, nieskomplikowana fabuła. Moim zdaniem jednak warto zdobyć się na trochę dystansu i dać szansę filmowi „Exists”.

To prawda, że schemat fabularny „Exists” – młodzi ludzie spędzający czas w położonej pośród leśnych ostępów walącej się chatce – jest kliszą, którą w kinie grozy wykorzystano już niezliczoną ilość razy. Ale od pierwszych ujęć w filmie Sáncheza wyczuwalny jest dynamizm, dzięki któremu bardzo prostą opowieść ogląda się na jednym wdechu. Zdecydowawszy się zmieścić całą historię w niespełna dziewięćdziesięciu minutach, reżyser okroić ją musiał ze wszystkich zbędnych wątków. W przypadku horroru taką powściągliwość należy uznać za cnotę, czego potwierdzenie znaleźć możemy właśnie w „Exists”. Bohaterom bowiem nie jest dane ani zbyt długie zabawianie się ze sobą, ani frajda z wspaniałych „okoliczności przyrody”. Już pierwszej nocy niepokoić ich zaczyna wielkie, włochate małpopodobne monstrum. Zaraz też dwóch głównych bohaterów – braci – zaczyna sobie przypominać historię tego miejsca opowiadaną im przez wuja. Stąd i my szybko dowiadujemy się, iż piątka przyjaciół będzie musiała stoczyć bój z sasquatchem.

Stwór po wstępnym rozpoznaniu jakimi siłami dysponują jego przeciwnicy, przystępuje do ataku. I co ważne, jest zmotywowany, więc nie patyczkuje się z coraz bardziej przerażonymi ludźmi. Wiele scen, ze względu na wykorzystanie found footage, naprawdę robi wrażenie – zwłaszcza te, kiedy niespodziewanie w „roztrzęsionym” kadrze pojawia się wielki stwór. Uznanie Sánchezowi należy się także za to, iż nie buduje napięcia tylko i wyłącznie w scenach nocnych. Bohaterowie od pewnego momentu zdają sobie sprawę z tego, iż mogą być zaatakowani w każdej chwili. I w konfrontacji z monstrum nie mają zbyt wielu szans. Wkroczyli bowiem na obcy im teren – ogromną połać lasu, która podczas panicznej ucieczki staje się pułapką. Nie bez kozery wspominam tu o przestrzeniach, w których reżyser ulokował akcję. Teksańskie chaszcze z „Exists” nie straszą zalegającą pośród drzew ciemnością, rozrzuconymi tu i ówdzie uroczyskami czy kłębami mgły, w których czają się potwory. To zwyczajny las, jakich w każdym choć trochę zalesionym kraju nie brakuje. Nie ma nic z niesamowitości, twórcy ani przez chwilę nie próbują nam wmówić, iż jest w nim coś „klimatycznego”, mrocznego czy magicznego. Równie dobrze Sánchez mógłby osadzić akcję swojego filmu w którymś z lasów północnej Polski. I dlatego owo miejsce właśnie przez swą zwyczajność, a więc przez to, że wydaje się każdemu bliskie i wiarygodne, robi większe wrażenie niż niejeden wystylizowany na „straszny” las.

Na koniec zostawiłem sobie informację, którą wielu czytelników tej recenzji uzna zapewne najważniejszą, mianowicie to, jaki pomysł na Wielką Stopę miał Sánchez. Postać stwora mszczącego się na ludziach za wkroczenie na jego terytorium, to zdecydowanie najciekawszy i chyba jedyny godny zapamiętania element świata przedstawionego w „Exists”. Twórcy nie pozwolili sobie na fuszerkę w kreacji sasquatcha, dlatego zamiast postaci CGI mamy człowieka wciśniętego w świetny kostium. Dopełnieniem ciekawej kreacji jest naprawdę budząca respekt charakteryzacja. Jednak siła postaci nie tkwi tylko i wyłącznie w jego wyglądzie. Jeszcze ważniejsze są motywacje, jakie kierują monstrum. Postępowanie filmowego Bigfoota charakteryzuje żelazna konsekwencja, nie ma w niej nic z bestii, której cały instynkt sprowadza się do bitewnego szału. Jest bezwzględna i okrutna, zabija i wywiera morderczą presję, ale nie robi tego wszystko, bo tak napisano w scenariuszu. Jej działaniem kieruje instynkt, bo więcej w niej zwierzęcia niż istoty rozumnej, ale instynkt ów to nie tylko obrona poprzez atak, ale także wiele innych, bardziej złożonych zachowań (o których napisać nie mogę, bo zdradziłbym kilka faktów pomyślanych jako zaskoczenie).

„Exists” nie zapisze się wielkimi zgłoskami w annałach horroru, fani Wielkiej Stopy nie będą wymieniali filmu Sáncheza z nabożną czcią. Niemniej to solidny straszak, który odbiorcy lubiącemu kino stylizowane na „prawdziwe wydarzenia” powinien dostarczyć sporo wrażeń. Co ważne, nie znajdziemy może w filmie twórcy „Blair Witch Project” nie wiadomo jakich mądrości psychologicznych i socjologicznych, finał jednak wraz z zakończeniem jest tak pomyślany, by nie dane nam było odejść od ekranu nie zastanowiwszy się wcześniej nad niektórymi, nie do końca chwalebnymi, aspektami natury ludzkiej.

Screeny

HO, EXISTS HO, EXISTS HO, EXISTS HO, EXISTS HO, EXISTS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ prosta, ale nieźle oglądająca się historia
+ finał
+ wybór miejsca akcji
+ sporo emocjonujących sekwencji nakręconych w konwencji found footage
+ sasquatch – i wygląd, i zachowanie

Minusy:

- film zbudowano ze znanych i zgranych klisz fabularnych
- muzyka w found footage??!!

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -