Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE

TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE

The Town That Dreaded Sundown

ocena:9
Rok prod.:2014
Reżyser:Alfonso Gomez-Rejon
Kraj prod.:USA
Obsada:Addison Timlin, Gary Cole, Veronica Cartwright, Denis O'Hare, Edward Herrmann, Ed Lauter
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Inteligentny i przykuwający uwagę mnóstwem drobiazgów oraz odniesień slasher, na dodatek z fantastyczną oprawą wizualną – wiem, brzmi nieprawdopodobnie, bo tego rodzaju horror od zawsze raził realizacyjnym niechlujstwem i fabularną łopatologią. Ale „The Town That Dreaded Sundown” Alfonso Gomeza-Rejona trzymając się ściśle gatunkowych reguł slashera, pozbawiony jest wszystkich jego wad, które skazywały ten rodzaj sztuki filmowej na miano wyszydzanego przez krytyków kina klasy B.

W 1946 roku w Texarkanie, miasteczku położonym na styku Teksasu i Arkansas, w bardzo okrutny sposób zamordowanych zostaje pięcioro młodych ludzi. Psychopaty przez prasę nazwanym Phantom Killer nigdy nie udało się ująć. Mieszkańcy mieściny przez lata bali się, iż morderca cały czas żyje wśród nich i w każdej chwili może znowu zacząć polować na ludzi. Trzydzieści lat później na ekrany kin wchodzi horror „The Town That Dreaded Sundown”, opowiadający o seryjnym mordercy zwanym Phantom Killer. Dla starszych mieszkańców Texarkany film jest rozdrapywaniem nie do końca zabliźnionych ran, wśród młodszych opowieść staje się hitem, która w zwłaszcza w Halloween przyciąga przez ekrany rzeszę wielbicieli. 31 października 2013 roku w szczególnie okrutny sposób zamordowany zostaje jeden z nastolatków mieszkających w miasteczku. Jego dziewczyna, której udaje się uciec z miejsca kaźni, przekonana jest, iż chłopaka zamordował Phantom Killer.

Najlepsze w historii opowiedzianej przez Gomeza-Rejona jest to, że co i rusz do czynienia mamy z przenikaniem się prawdy historycznej i filmowej fikcji. Miasto Texarkana bowiem leżące na styku dwóch stanów rzeczywiście istnieje i naprawdę wiosną 1946 roku jego mieszkańcy sterroryzowani zostali przez nieuchwytnego zabójcę. Co ważne, istnieje również film, o którym cały czas się mówi i którego fragmenty co jakiś czas oglądamy na naszym ekranie. W 1976 roku wyreżyserował go niejaki Charles B. Pierce.

Główna bohaterka filmu Gomeza-Rejona, Jami (dziewczyna pierwszej ofiary Phantom Killera), chcąc dowiedzieć się, kim jest zamaskowany psychopata, jest swego rodzaju łącznikiem między tym, co wydarzyło się naprawdę, a co jest wymysłem scenarzystów od najnowszego „The Town That Dreaded Sundown”. Nieustanne przenikanie się dwóch światów, historycznego i fikcyjnego, w rzeczywistości rodem z krwawego slashera tworzy piorunujący efekt. Nie wiemy bowiem, kogo wraz z Jami tropimy – tego prawdziwego mordercę, który zaraz po wojnie sterroryzował całe amerykańskie miasteczko, czy może psychopatę, którego wymyślił sobie Gomez-Rejon wraz ze scenarzystą. By jeszcze bardziej zmylić tropy, reżyser wprowadza kolejny wątek z pogranicza prawdy historycznej i filmowej fikcji. Chodzi o horror Charlesa B. Pierce’a. Tworząc wokół niego aurę „filmu zakazanego” i wprowadzając postać syna reżysera wcześniejszego „The Town That Dreaded Sundown”, twórcy nie tylko skomplikowali, a tym samym i wzbogacili intrygę, lecz także ciekawym zabiegiem formalnym ujęli temat zależności między kinem, nawet tym najbardziej lichym, a rzeczywistością.

Na pewno za dołożenie kamyczka do ogródka wyświechtanych reguł slashera będzie można uznać nieszablonowe pokazanie amerykańskiej prowincji i zamieszkującej jej ludności. W zdecydowanej większości tego typu horrorów tło społeczne nie grało istotnej roli. Tu mamy młodzież – tradycyjnie liberalną, bo niestroniącą od alkoholu i seksu – oraz starszych mieszkańców o poglądach zdecydowanie konserwatywnych. Śledztwo głównej bohaterki i jej przyjaciela odsłania nie tylko tajemnice związane z zamaskowanym zwyrodnialcem, ale też nie zawsze godne pochwały sekrety obywateli Texarkany. Okazuje się, iż taka małomiasteczkowa społeczność na pierwszy rzut oka tylko swojska i sympatyczna, naprawdę jednak jest siedliskiem hipokryzji i obłudny religijnej. Nic dziwnego, iż w takim miejscu „ulęgnąć” może się zło, które choćby na chwilę pokazuje ludziom, jacy są faktycznie.

Ale nie tylko w kontekście tematyki „The Town That Dreaded Sundown” wyróżnia się na tle innych slasherów. Zarówno te starsze, klasyczne, jak i nowsze hołdowały jednej zasadzie – im bardziej prosto w formie, tym lepiej. U Gomeza-Rejona jest zupełnie inaczej. Nie chodzi o to, iż mamy do czynienia z nowatorskim sposobem narracji czy wyjątkową konstrukcją filmu. Tu reżyser zdał się na klasykę, czyli chronologiczna opowieść, której linearność od czasu do czasu „burzona” jest retrospekcjami. W „The Town That Dreaded Sundown” każdy kard jest wręcz dopieszczony. Robi wrażenie zarówno jego kompozycja, ale także fantastyczne, bo wyraziste, budowane często na zasadzie kontrastu, oświetlenie planu. Film Gomeza-Rejona może być doskonałym przykładem na to, jak unikalną atmosferę można uzyskać dzięki umiejętnemu, a nade wszystko pomysłowemu zgraniu oświetlenia, doboru planu oraz kompozycji przestrzeni. Warto także zwrócić uwagę na niektóre ujęcia. Tu też mamy do czynienia z perfekcją w ich kompozycji. Widoczne jest to przede wszystkim wtedy, kiedy kamera za pomocą długich płynnych jazd stara się „penetrować” przestrzeń będącą w pełnym ruchu. Nie wiadomo wtedy, co może nas zaskoczyć i w którym momencie.

Dla kogoś nie do końca obeznanego z horrorem, jego podgatunkami, konwencjami i stylizacją, „The Town That Dreaded Sundown” będzie kolejnym slasherem o zamaskowanym mordercy grasującym gdzieś na położonej z dala od miejskich molochów amerykańskiej prowincji. Jednak w filmie Gomeza-Rejona zbyt dużo jest intrygujących smaczków i ciekawych odniesień, zbyt dużo pracy poświęcono jego oprawie wizualnej, by można było ustawić go w szeregu innych tylko na pierwszy rzut oka podobnych mu filmów. Ewidentnie w trakcie jego realizacji twórcom musiała przyświecać idea „od fanów, dla fanów”, bo „The Town That Dreaded Sundown” to swojego rodzaju hołd złożony wszystkim slasherom, a jednocześnie dobitne pokazanie tego, iż odbiorcą kina podobnego do filmu Gomeza-Rejona najczęściej jest ktoś o wyrobionych gustach, ktoś, kto doceni wysiłek włożony ożywienie spetryfikowanych reguł gatunkowych, wreszcie ktoś, komu wielką frajdę sprawia odbiór „zaopatrzonych” w intertekstualność opowieści filmowych. Kapitalne kino!

Screeny

HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE HO, TOWN THAT DREADED SUNDOWN, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ rewelacyjna, przykuwająca uwagę historia
+ kapitalna realizacja – z mnóstwem dopracowanych i przemyślanych ujęć i scen
+ klimatyczne oświetlenia planu
+ nieustanne przenikanie się fikcji filmowej z prawdą historyczną
+ nawiązania do innego filmu pod tytułem „The Town That Dreaded Sundown”
+ wyraziści bohaterowie
+ nieustanne „granie” z widzem umiejętnym wykorzystywaniem gatunkowych klisz
+ pomysłowe zwroty akcji
+ w slasherze ciągle tkwi moc

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -