Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD

WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD

Wyrmwood

ocena:5
Rok prod.:2014
Reżyser:Kiah Roache-Turner
Kraj prod.:Australia
Obsada:Jay Gallagher, Bianca Bradey, Leon Burchill, Jack Henry, Yure Covich
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kiah Roache-Turner i jego australijscy koledzy doszli do wniosku, iż w horrorze nie wymyślą niczego nowego, więc postanowili skompilować jak najwięcej pomysłów, które dzisiaj wśród fanów gatunku cieszą się największym uznaniem. A żeby było jeszcze ciekawiej (czy tak jest, o tym poniżej) cały film skrojono tak, aby stanowił hołd dla jednego z najbardziej znanych cykli filmowych, jakie powstały na Antypodach, mianowicie dla „Mad Maxa” George'a Millera.

„Wyrmwood: Road of the Dead” to historia o pladze zombie opowiedziana z perspektywy dwojga ludzi – rodzeństwa, z którego on stara się podnieść po stracie żony i córka, ona zaś musi radzić sobie ze skutkami prowadzonych na niej eksperymentach. Oboje wraz z przypadkowo zapoznanym Aborygenem staraj się umknąć grupie uzbrojonych komandosów.

Jeśli ktoś w kinie grozy szuka wyrafinowanych i przemyślanych fabuł, film Kiaha Roache-Turnera powinien omijać jak najszerszym łukiem. Już powyższe streszczenie może sugerować, iż będziemy mieli do czynienia z filmem nisko budżetowym, w produkcji którego liczono się ze wszystkim, ale na pewno nie z precyzją w budowaniu logicznej i spójnej opowieści. Twórcy „Wyrmwood” postanowili bowiem „wrzucić do worka” jak najwięcej znanych w kinie grozy konceptów fabularnych, wymieszać wszystko, a to co wyjdzie podlać jeszcze dużą dawką czarnego humoru. Dlatego też oprócz krwawych potyczek z hordami zombie filmowych z Antypodów zaserwowali nam podróż po australijskich bezdrożach (mamy więc film drogi), a także do cna szalonego naukowca, który eksperymentuje nie tylko na zombie, ale także na żywych ludziach. Ważny jest także wątek apokaliptyczny – umieszczając akcję poza miejskimi molochami, twórcy dali nam do zrozumienia, iż aglomeracje są wyludnione. Dla garstki ocalałych zagrożeniem są nie tylko monstra, ale także inni ludzie. Twórcy w sposób jednoznaczny dają do rozumienia także, iż „zombizm” to plaga, boska kara za grzechy.

Jakby tego wszystkiego było mało, bohaterowie filmu muszą stawić czoła jeszcze jednemu problemowi – w pewnym monecie przestają działać samochody, bo dostępne paliwo… traci swoje właściwości. Ludzie zaczynają ze sobą walczyć nie tylko o jedzenie i broń, ale także o benzynę. Potrzeba jest matką wynalazków, dlatego bardzo szybko nasi bohaterowie odkrywają, jak sprawić, by podrasowane i uzbrojone krążowniki szos znowu stały się orężem i niezdobytą fortecą. Idealnym paliwem okazuje się ciecz, która krąży w żyłach… zombie. W „Mad Maxie” przez paliwowy kataklizm Miller chciał pokazać, jak bardzo nasze człowieczeństwo umocowane jest w dobrach funkcjonujących dzięki energii elektrycznej i wszelakim paliwom. Wystarczy, że ich zabraknie, ludzkość natychmiast stacza się w otchłań barbarzyństwa. W „Wyrmwood” twórcy nie wymuszają na nas refleksji, ponieważ wątek problemów z benzyną postanowili potraktować w sposób pretekstowy – jako furtkę do urozmaicenia fabuły o elementy czarnej komedii.

W innych filmach prezentujących postapokaliptyczną rzeczywistość twórcy bardzo często starali się ująć fabułę w metaforyczny nawias, choćby po to, by pokazując przykuwający uwagę świat przyszłości przemycić analizę współczesnych zachowań człowieka. W filmie Kiaha Roache-Turnera doszukiwanie się drugiego dna jest czynnością zbędną, bo od początku wiadomo, iż „Wyrmwood” ma być zabawą, a nie kopalnią parabolicznych znaczeń. Widz cieszyć się ma dynamiczną, bo pozbawioną zbędnych wątków akcją, licznymi scenami gore, a ten, który zobaczył już w życiu kilka filmów, w historii Roache-Turnera znajdzie nawiązania do nich. I gdyby oceniać film tylko i wyłącznie takimi kategoriami, „Wyrmwood” byłby kawałkiem godziwej rozrywki skręconej z myślą o miłośnikach filmowej makabry.

Czego zatem zabrakło, by film australijskich filmowców godny był rozpamiętywania i dyskutowania o nim? Przede wszystkim „wkładu własnego”, a więc choćby szczypty oryginalności czy próby poszukania dla historii intrygującej formy. Roache-Turnerowi udało się nieźle podrobić entourage charakterystyczny dla kina klasy B – umowność i uproszczenie świata przedstawionego, liczne przerysowania, przemoc, gore, charakterystyczny dobór planów i zabiegów montażowych. Ale oprócz zabawnego i ciekawego pomysłu z wykorzystywaniem trucheł zombie jako paliwa, reżyser z Antypodów nie zaproponował nam nic nowego. „Wyrmwood” to solidnie nakręcone „kopiuj/wklej”.

Film Roache-Turnera nie ogląda się źle, dlatego też jego seans przykrym doświadczeniem nie będzie. Z drugiej strony nawet zainteresowanemu gatunkiem widzowi nic ważnego nie przepadnie, jeśli zamiast „Wyrmwood”, postanowi obejrzeć inny film.

Screeny

HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD HO, WYRMWOOD: ROAD OF THE DEAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dynamizm
+ dużo zombie
+ jest krwawo
+ kilka ciekawych pomysłów – samochody, paliwo z umarlaków
+ niezła, charakterystyczna dla b-klasowego kina realizacja

Minusy:

- to już wszystko było
- twórcy nie dodają prawie nic od siebie
- nie wiadomo, czy film realizowany jest na poważnie (mało straszny), czy to tylko komedio-horror (mało śmieszny)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -