Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRIZZLY a.k.a Red Machine

GRIZZLY a.k.a Red Machine

Grizzly

ocena:4
Rok prod.:2015
Reżyser:David Hackl
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada: James Marsden, Billy Bob Thornton, Thomas Jane, Piper Perabo, Scott Glenn
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Oglądając filmy z nurtu „animal attack”, zawsze zadziwiała mnie reakcja bohaterów – szok, zaskoczenie, wreszcie wrogość – na wieść o tym, iż jakieś zwierzę „miało czelność” na swój sposób bronić terytorium, które w mniej lub bardziej grabieżczy sposób zaanektowany zostaje przez człowieka. Oburzeniu zawsze towarzyszy pragnienie odwetu oraz chęć powiedzenia światu, jaka to okrutna i bezwzględna może być natura. Ów schemat fabularny postanowił także wpleść do swojego filmu David Hackl. „Grizzly” bowiem to nie tylko film o odwiecznym konflikcie agresywnej cywilizacji z siłami natury, ale także panorama ludzkich postaw względem środowiska naturalnego.

Film twórcy „Saw V” to historia dwóch braci, którzy po latach rozłąki razem stawić będą musieli czoło ogromnemu niedźwiedziowi zagrażającemu ich najbliższym. Już w pierwszych minutach dowiadujemy się, iż eksploatacja lasów Alaski to sposób na biznes zarówno dla potężnych koncernów jak i dla miejscowych mętów żyjących głównie z kłusownictwa. To ich poszukać ma Rowan, młodszy z braci. Zaraz także dowiadujemy się, iż w tych samych lasach pracuje żona (ekolog) starszego. Skłóceni bracia organizują ekspedycję w najbardziej dzikie rejony Alaski. Wiedzą bowiem, iż tam znajduje się matecznik polującego na ludzi olbrzymiego grizzly.

Film zapowiadał się naprawdę ciekawie. Interesująca wydawała się przede wszystkim tematyka – mierzenie się „pana i władcy” planety z istotami, które od wieków traktowane knutem, wielokrotnie torturowane i bez opamiętania eksploatowane, czasami potrafią się zbuntować. Dla wielu tego typu historie są przestrogą, iż w konflikcie między cywilizacją i naturą może dochodzić do bardzo szokujących rozstrzygnięć. Ale „Grizzly” mógł budzić zainteresowanie także z czysto filmowego punktu widzenia. Wyreżyserował go filmowy „rzemiecha”, współtwórca kasowej „Piły”, zaś na „liście płac” znaleźć możemy takie nazwiska jak James Marsden, Thomas Jane, Scott Glenn, a nade wszystko Billy Bob Thornton. Ani intrygujące sedno historii, ani gwiazdy amerykańskiego kina nie przyczyniły się do artystycznego sukcesu filmu Davida Hackla. „Grizzly” to bardzo przeciętna opowieść, która tylko momentami przykuwa uwagę do obrazu.

W przypadku realizacji tego rodzaju fabuł Amerykanie mieli do wybory dwie strategie – nakręcić wtórny, ale dynamiczny i wręcz kipiący od emocji thriller albo wybrać to, co interesujące z nurtu „animal attack” i dzięki kilku ciekawym, a co ważne, nowym konceptom fabularnym pokusić się o oryginalne interpretacje czy konteksty. Hackl starał się zrobić coś na kształt „Rogue” Grega McLeana, zabrakło mu jednak zarówno jakiejś intrygującej myśli przewodniej, jak i umiejętności niezbędnych do tego, by podszyć filmową opowieść gęstniejącym z minuty na minutę napięciem. Bo cóż nam zaoferowali twórcy „Grizzly”? Przede wszystkim konkluzję, iż dzika zwierzyna będzie zaciekle bronić swojego terytorium przed zapędami kłusowników albo pazernych przedsiębiorców zarabiających krocie na wycince lasów. Dla równowagi mamy także bohaterów postrzegający lasy jako unikalny ekosystem, który należy chronić przed ekspansją człowieka. Autorzy scenariusza posłużyli się także zgranymi kliszami przy „rozpisywaniu” relacji między postaciami – dwaj bracia o skrajnie różnych poglądach godzą się w obliczu zagrożenia; wszyscy policjanci są wobec siebie lojalni; kłusownicy to wiecznie pijani neandertalczycy; samotnie przemierzający knieje myśliwy to dziwak z zacięciem do filozoficznych dywagacji.

I byłoby to wszystko do zniesienia, gdyby ci do bólu sztampowi bohaterowie ze swymi szeleszczącymi papierem motywacjami pojedynek z bezwzględnym monstrum musieli stoczyć w naprawdę dzikich i pierwotnych „okolicznościach przyrody”. A tak panoramy zasnutego sztuczną (komputerową) mgłą lasu przypominają tapety na windowsowski pulpit. Nie lepiej sprawa się ma z wizualizacją leśnych przestrzeni będących areną zmagań człowieka z dziką zwierzyną. Knieja w sercu Alaski jest… ładna i efektowna, przez co jeśli budzi jakieś skojarzenia, to z filmami Animal Planet dla dzieciaków, a nie z kinem grozy. I wreszcie niedźwiedź, która dla miłośników gatunku ważniejszy jest niż kilkoro hollywoodzkich gwiazd. Kiedyś miś prezentowany jest z oddali, przy użyciu pełnego planu, wygląda całkiem nieźle. Jest bowiem ogromny i swoją majestatycznością robi wrażenie. Im większe zbliżenie, im zwierzak znajduje się bliżej ludzi, tym gorzej to wygląda, bo twórcy filmu ani nie zaryzykowali kontaktu niedźwiedzia z dublerami, ani nie zdali się na animatronikę. Mamy więc sporo marnie wykonanych efektów CGI, które rażą przede wszystkim wtedy, kiedy w dłuższym ujęciu przyjrzeć się możemy detalom świata przedstawionego. Kwintesencją filmowej tandety jest finałowa sekwencja, w której ranny niedźwiedź próbuje wydostać się z ogniowej pułapki zastawionej na niego przez ludzi. Nawet mało uważny widz, oglądający filmy od czasu do czasu, zauważy jej sztuczność i dalekie od precyzji wykonanie.

Z dużej chmury mały deszcz – niech to znane powiedzenie będzie podsumowaniem artystycznej wartości filmu Davida Hackla. Z informacji dostępnych przed premierą „Grizzly” można było się spodziewać kawałka emocjonującej rozrywki z wplecionym między wierszami ekologicznym przekazem. Film mocno rozczarowuje – nie pomogli mu ani bardzo znani aktorzy, ani wybór interesującej tematyki, a co najważniejsze, dość duże pieniądze, jakie włożono w produkcję „Grizzly”. Dlatego polecam go jedynie niepoprawnym fanom „animal attack”, ci bowiem wydłubią z niego coś, co ich usatysfakcjonuje.

Screeny

HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine HO, GRIZZLY a.k.a Red Machine

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zachęcająca do uwagi tematyka
+ interesujące miejsce akcji
+ niezła rola Billy’ego Boba Thorntona
+ słuszny ekologiczny przekaz

Minusy:

- słaba historia
- „wyświechtane” postacie
- niedźwiedź po bliższym „zapoznaniu” nie robi wrażenia
- brak napięcia i dramatyzmu
- schematy fabularne nie wzbogacone żadnymi nowymi pomysłami
- słabe efekty specjalne
- absurdalny finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -