Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:AREA 51

AREA 51

Strefa 51

ocena:5
Rok prod.:2015
Reżyser:Oren Peli
Kraj prod.:USA
Obsada: Ben Rovner, Sandra Staggs, Jennefer Ludwigsen, Roy Abramsohn, Reid Warner
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gdyby Oren Peli znał twórczość znakomitej Wisławy Szymborskiej, wiedziałby, iż „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”. A tak, reżyser nieświadomy praw determinujących nasz los (w tym i rzecz jasna kulisy show biznesu) w swoim najnowszym filmie „Area 51” zaserwował nam powtórkę z rozrywki, czyli „Paranormal Activity” w wersji z kosmitami zamiast duchów.

Czworo młodych ludzi jedzie na południe stanu Nevada, by sprawdzić, czy na terenie słynnej Strefy 51 rzeczywiście prowadzone są badania nad pozaziemskimi formami życia. Przed wyprawą na pustynię bohaterowie próbują się dowiedzieć czegokolwiek od ludzi, którzy żyją z obserwacji wybudowanej dla CIA bazy wojskowej. Rozmawiają z ludźmi porwanymi przez UFO, z wyznawcami rządowych spisków, wreszcie z tymi, którzy przekonani są, iż na terenie Strefy 51 znajduje obiekt, który w 1947 roku miał się rozbić w Roswell.

Gdzieś w połowie filmu, kiedy bohaterowie dopiero wybierają się na teren super tajnej bazy, wychodzi cała prawda o „Area 51” - Peli nie miał pomysłu na ten film. Aby opowieść „rozciągnąć” do rozmiarów pełnometrażowej fabuły, dodał do niej dwa wątki: nielichą imprezę w kilku lokalach w Las Vegas oraz nieźle skręconą sekwencję włamania do jednego z pracowników Strefy 51. W przeciwieństwie do „Paranormal Activity”, gdzie już na początku bohaterowie niepokojeni są przez niesamowitość, pierwsza połowa „Area 51”nie ma nic wspólnego ani z horrorem, ani z kinem science fiction. Emocje zaczynają się dopiero, kiedy bohaterowie „uzbrojeni” w wymyślny sprzęt audio-video oraz inne gadżety zapuszczają się na teren super tajnej bazy. Eksploracja hangarów oraz bardzo rozległych kazamatów pełnych nowoczesnego sprzętu laboratoryjnego może robić wrażenie. Tym bardziej, iż coraz bardziej przerażeni bohaterowie czują na karkach oddech zarówno strażników jak i istot z innego świata.

Nie znaczy to jednak, iż emocjonujące ostatnie kilkanaście minut filmu czyni go wyjątkowym czy choćby ponadprzeciętnym. Konstruując swoją fabułę, Peli posłużył się kliszami fabularnymi od lat obecnymi w popkulturze. U niego w Strefie 51 wojsko rzeczywiście zajmuje się badaniem cywilizacji pozaziemskiej. Bohaterowie kilka razy wspominają o Roswell oraz rządowym spisku mającym ukryć przed opinią publiczną prawdę o związkach ludzi z kosmitami. Peli jest nad wyraz oszczędny w pokazywaniu obcych oraz analizowaniu ich zachowania. Ale z tego, co w „Area 51” zostało zaprezentowane wynika, iż nie są to istoty przyjaźnie nastawione wobec człowieka. A więc znowu wykorzystanie motywu, który znamy już od czasów „The War of the Worlds” autorstwa Herberta George Wellsa.

Podobnie rzecz się ma z formą, w jaką obleczono historię Orena Peli. Jeśli ktoś widział jego „Paranormal Activity”, seans „Area 51” będzie typowym deja vu. Reżyser po raz drugi nakręcił found footage, w którym bohaterowie za pomocą najróżniejszych kamer rejestrują swoje poczynania. Zdjęcia w nowym filmie różnią się od tych z debiutu tym, iż teraz bohaterowie mają do dyspozycji naprawdę wymyślny sprzęt – niewielkich rozmiarów osobiste kamery, specjalistyczne z trybem noktowizyjnym oraz termowizyjnym. W „Paranormal Activity” konwencja found footage idealnie pasowała do treści. Tego samego nie można powiedzieć o „Area 51”. W ostatnich trzydziestu minutach filmu, kiedy bohaterowie w tajnej bazie CIA starają się znaleźć dowód na istnienie kosmitów, narracja z perspektywy bohatera sprawdza się bardzo dobrze. Jak wspomniałem wyżej, w pierwszej części „Area 51” niespecjalnie wiele się dzieje. Dlatego nagrywanie swoich działań przez bohaterów wydaje się sztuczne i nie do końca wiarygodne. Dowodem na to jest włamanie dwojga z nich do domu pracownika Strefy 51. Zabawa kamerami, przełączanie trybów w chwilach kiedy liczy się skupienie, ostrożność i czas, zakrawa na idiotyzm.

Pomysł na to, by osadzić najistotniejszą część filmu w obrosłej legendami Strefie 51 był bardzo dobry. Podobnie jak zaprzęgnięcie kosmitów w charakterze tajemniczych i złowrogich czarnych charakterów. Ograne co prawda, ale ciekawie opakowane i zrealizowane jest filmowym samograjem. W „Area 51” zachwiana została równowaga między wydarzeniami będącymi filarami fabuły a tzw. wypełniaczami. Stąd, kiedy akcja wreszcie nabiera tempa i twórcy starają się wymóc na nas zaangażowanie w poczynania bohaterów, znudzenie kilkudziesięcioma minutami filmowej nijakości żadnych perypetii nie czyni emocjonującymi i intrygującymi. „Area 51” można zobaczyć, ale nieznajomość filmu Orena Peli nie będzie faux pas ani dla miłośnika kina grozy, ani dla widza zabijającego czas oglądaniem czegokolwiek w telewizji.

Screeny

HO, AREA 51 HO, AREA 51 HO, AREA 51 HO, AREA 51

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na to, by zająć się Strefą 51 i kosmitami
+ ostatnie pół godziny emocjonuje i daje do myślenia
+ konwencja found footage…

Minusy:

- … która w tym filmie sprawdziła się połowicznie
- pierwsze 40 minut ogląda się ciężko
- w wielu scenach użycie „kamery z ręki” nie ma żadnego uzasadnienia
- Peli nie miał pomysłu na to, czym wypełnić ponad 80 minut fabuły

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -