Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SATURDAY MORNING MYSTERY

SATURDAY MORNING MYSTERY

Saturday Morning Mystery

ocena:8
Rok prod.:2012
Reżyser:Spencer Parsons
Kraj prod.:USA
Obsada:Josephine Decker, Paul Gordon, Johnny Mars, Ashley Spillers, Adam Tate
Autor recenzji:gościnnie: Zbigniew Głowala
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Za bajtla bardzo lubiłem oglądać kreskówki produkowane przez Hanna-Barbera (kto zresztą nie lubił?), które pod koniec lat 80. wydawane były u nas na kasetach wideo przez Polskie Nagrania. Pamiętam, że na taśmach znajdowały się odcinki seriali o przygodach Misia Yogi, Lwa Lippy, Flinstonów, Jetsonów i innych kreskówkowych postaci. Ja jednak zawsze z wypiekami na twarzy czekałem na kolejny odcinek o perypetiach Scooby’ego Doo i jego siostrzeńca, Scrappy’ego, którzy razem ze swoimi przyjaciółmi rozwiązywali zagadki i uczyli kolejne pokolenia dzieciaków, że tak naprawdę powinny bać się ludzi, a nie potworów. Formuła serialu była prosta i nie ma chyba nikogo, kto by jej nie znał, ponieważ Scooby zajął już należną mu wysoką pozycję w kulturze popularnej i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci z serialu animowanego.

Osobiście zawsze interpretowałem wszystkie odcinki o przygodach Scooby’ego jako „slasher dla dzieci” – grupa nastolatków jedzie na imprezę lub żeby spotkać się z dalekim krewnym, a kończą ganiani przez oprycha w masce. Oczywiście nikt nikogo nie morduje, body count jest równy zeru, ale zabawy jest co niemiara, zwłaszcza kiedy Scooby i reszta uciekają w rytm pop-rockowych piosenek Austina Robertsa, a zamaskowany zbir gubi się w labiryncie pokoi i korytarzy. Przez lata czekałem na dobrą filmową adaptację serialu, taką „na poważnie” (tych dwóch z Matthew Lillardem nie liczę), ponieważ wydawało mi się, że jest to świetny materiał na przyzwoity slasher. I doczekałem się.

Saturday Morning Mystery, którego reżyserem jest niejaki Spencer Parsons, to niezależna produkcja, luźno oparta na serialu o przygodach Scooby’ego. Mamy więc grupkę młodych ludzi, wzorowanych na postaciach z kreskówki, psa i vana, którym przemieszczają się z jednego nawiedzonego domu do następnego, żeby udowodnić sobie i pracodawcom, że, parafrazując, co mówi jedna z bohaterek na początku filmu, za zmyślonymi duchami ukrywają się ludzie, którzy sami z kolei mają coś do ukrycia. Cierpiący na braki finansowe bohaterowie przyjmują ofertę niezłej, wydawałoby się, fuchy od banku, który jest właścicielem starej (i prawdopodobnie nawiedzonej) posiadłości. Do ich zadania należy spędzenie nocy w domu, zaobserwowanie wszelkich paranormalnych zjawisk, no i pewnie oczyszczenie posiadłości z wszelkiego zła. Ponieważ bohaterowie w duchy (już) nie wierzą, dziarsko zabierają się do roboty, puszczając mimo uszu ostrzeżenia miejscowego szeryfa, który sceptycznie podchodzi do pomysłu, żeby dzieciaki zostały same na noc w nawiedzonym przecież domu. Ale jak mówi jeden z bohaterów do swojej koleżanki, która dowodzi całą akcją: „Nie ma czegoś takiego jak duchy, a ty jesteś bardzo dobra w nieznajdywaniu ich.” Szeryf zatem odjeżdża niepocieszony (zwłaszcza, że podoba mu się jedna z dziewczyn), a młodzi zostają, żeby się przekonać, czy mają rację i czy duchy faktycznie nie istnieją.

Muszę przyznać, że film bardzo mi się podoba, może oprócz rozwiązania tytułowej zagadki, która jest przewidywalna, a samo zakończenie widzieliśmy już w tysiącu innych, podobnych filmów. Ale nareszcie jest to Scooby nakręcony w konwencji mojego ulubionego podgatunku! Pomijając bzdurną fabułę, samo wyszukiwanie nawiązań do kreskówki to niesamowita frajda. Bohaterowie mają co prawda inne imiona, ale to przecież ciągle nasi starzy znajomi: Shaggy, Fred, Daphne i Velma. Fred jest zadufanym w sobie dźwiękowcem, który wydaje się robić wszystkim łaskę, że wozi ich swoim vanem, mimo iż jako jedyny w grupie wierzy w duchy. Daphne to jego głupiutka dziewczyna i najlepsza przyjaciółka Velmy, która jest mózgiem każdej operacji, aspirującym prywatnym detektywem i główną bohaterką filmu. Obie są też założycielkami grupy. No i jest jeszcze Shaggy – lekko niedospany, chyba na ciągłym kacu i lubiący sobie przyćpać technik. Razem tworzą coś na kształt skrzyżowania Pogromców Duchów i parapsychologów z Poltergeist. Sam tytuł filmu nawiązuje do pory, kiedy kreskówki (między innymi właśnie seria Scooby Doo) były puszczane w telewizji (w Polsce w soboty rano oglądaliśmy Godzinę z Hanną-Barberą). Co ciekawe, inaczej niż w serialu, policja nie jest zadowolona z pomocy bohaterów, ponieważ twierdzą, że sami rozwiązaliby zagadkę, gdyby nie ta „banda wścibskich dzieciaków.” Do tego wszystkiego dochodzi dużo czarnego humoru, oraz sekwencja pościgu za Hamletem (odpowiednikiem Scooby’ego), która jest niepokojącą i mroczną adaptacją różnych podobnych scen z kreskówki, w których główni bohaterowie uciekają ścigani przez potwory. Co więcej, w końcu dowiadujemy się, na jakim poziomie intymności znajduje się związek Freda i Daphne. To wszystko sprawia, że Saturday Morning Mystery jest sprawną (choć luźną) adaptacją przygód Scooby’ego, którą powinni docenić ci, którzy są jednocześnie fanami serialu i horroru. Miłośnik wyłącznie serialu może poczuć się zniesmaczony sporą dozą gore i tym, że główni bohaterowie dalecy są od sympatycznych postaci z kreskówki – są wulgarni, kłótliwi, uprawiają szybki seks i biorą narkotyki.

Dodatkowym atutem filmu jest muzyka. Akcja osadzona jest w latach 90., dlatego posłuchamy trochę post-grunge’u w wykonaniu Candlebox, ale także nieco elektroniki autorstwa Missions, lub black metalu nagranego przez Vesperian Sorrow. Podkład muzyczny użyty do zilustrowania niektórych scen przypomina mi to, co robi w swoich filmach Michael Mann (np. w The Keep lub Manhunter). Osobiście uważam to za wielki plus filmów tego reżysera i twierdzę, że w Saturday Morning Mystery to także zdaje egzamin (np. w doskonale zmontowanej scenie, kiedy bohaterowie po raz pierwszy eksplorują posiadłość), ale wiem także, że wielu widzom dobór muzyki w filmach Manna przeszkadza i wydaje się nietrafiony. Na (nie)szczęście w Saturday Morning Mystery nie ma tych scen wiele, a to, co jest, może łatwo pozostać niezauważone przez sceptyków.

Jeśli chodzi o aktorstwo, to niestety nie jest ono najmocniejszą stroną filmu. Jak to bywa w przypadku niezależnych produkcji, role zostały obsadzone aktorami, którzy mają raczej niewielki dorobek filmowy, nie są znani szerszej publiczności i co za tym idzie nie mogą pochwalić się wybitnymi umiejętnościami aktorskimi. Na tle wszystkich wyróżnia się Ashley Spillers, która gra Nancy (Velma) i która robi, co może, żeby wykreować łebską (ale także i trochę nawiną) dziewczynę, ciągle targaną wątpliwościami co do swoich detektywistycznych umiejętności i sensu samego przedsięwzięcia. Dodatkowo Spillers z urody jest dość charakterystyczna i przypomina nieco Janeane Garofalo, czym także przyciąga uwagę widza. Na pochwałę zasługuje również Jonny Mars, który odtwarza rolę Floyda – mroczną, grunge’ową wersję Shaggy’ego. Obawiam się jednak, że bystra kujonka i gburowaty stoner to najbardziej wyraziści bohaterowie w filmie i dlatego Spillers i Mars wypadają tak dobrze na tle aktorów odgrywających pozostałe mdłe i nijakie postacie. I nawet sam Hamlet (Scooby), który w kreskówce jest przecież głównym bohaterem, w filmie jedynie je, biega i szczeka parę razy. Ale to dobrze – gadający pies zrujnowałby realizm filmu, który traktuje przecież o tym, że duchów nie ma, a zagrażają nam jedynie sami ludzie. Bo takie też jest przesłanie kreskówki i twórcy Saturday Morning Mystery starają się je wiernie odtworzyć w swoim filmie. Chwała im za to. Dzięki temu Saturday Morning Mystery pozostaje w duchu serialowej moralistyki, ale jednocześnie wzbogaca historię przedstawioną w serialu o nowe elementy charakterystyczne dla podgatunku, jakim jest slasher i odziera ją z pewnej niewinności i naiwności, którymi serial, skierowany przecież do młodego widza, tak bardzo się charakteryzował.

Screeny

HO, SATURDAY MORNING MYSTERY HO, SATURDAY MORNING MYSTERY HO, SATURDAY MORNING MYSTERY HO, SATURDAY MORNING MYSTERY HO, SATURDAY MORNING MYSTERY HO, SATURDAY MORNING MYSTERY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nareszcie Scooby w horrorowej odsłonie!
+ świetnie dobrana muzyka
+ Ashley Spillers jako Nancy
+ postać Floyda
+ przesłanie

Minusy:

- fabuła nie grzeszy oryginalnością
- nijakie postacie Gwen i Chada
- Adam Tate i Josephine Decker na Oscara nie mają co liczyć

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -