Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLUE RUIN

BLUE RUIN

Blue Ruin

ocena:7
Rok prod.:2013
Reżyser:Jeremy Saulnier
Kraj prod.:USA / Francja
Obsada:Macon Blair, Devin Ratray, Amy Hargreaves, Kevin Kolack, Eve Plumb, David W. Thompson, Brent Werzner, Stacy Rock, Sandy Barnett, Ydaiber Orozco, Bonnie Johnson, Sidné Anderson
Autor recenzji:gościnnie: Grzegorz Lenartowicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Motyw zemsty w kinie kojarzy się nam głównie z postaciami, które stanowią jednoosobową armię do rozprawiania się z oprychami. Wszystko po to, by w finale pełnym napięcia, rozegrało się starcie między tym dobrym a głównym złym. Są i obrazy, w których protagonista kierujący się chęcią odpłaty za doznane krzywdy jest tak samo przegrany, jak ten, który był jego śmiertelnym wrogiem (chociażby „Oldboy” Chan-wook Parka). Są także filmy, umiejętnie lawirujące między utartymi ścieżkami, które także ogląda się z niezwykłym zainteresowaniem. Do tego kina można wliczyć recenzowaną produkcję.

Bohaterem „Blue Ruin” jest trzydziestokilkuletni Dwight Evans (Macon Blair), kloszard żywiący się odpadkami ze śmietnika, włamujący się do domów, by skorzystać z kąpieli i śpiący w swoim zdezelowanym, niebieskim Pontiacu Bonneville. Jego codzienną egzystencję wypełnia pustka i apatia. I pewnie nic nie uległoby zmianie, gdyby pewnego poranka nie przybyła do niego zaprzyjaźniona policjantka (Sidné Anderson) z informacją o tym, że niejaki Wade Cleland (Sandy Barnett), który zamordował rodziców Dwighta, wychodzi na wolność. Bohater, zszokowany tym co usłyszał od funkcjonariuszki, decyduje się sam wymierzyć sprawiedliwość temu, który pozbawił go najbliższych i poniekąd sprawił, że stał się tym, kim jest. Zabija Wade'a, ale tym samym uruchamia spiralę wendetty, która pociągnie za sobą jeszcze więcej ofiar. Celem Clelandów staje się siostra głównego bohatera, Sam (Amy Hargreaves), a na dodatek okaże się, że mężczyzna, którego zabił Dwight, tak naprawdę nie był do końca winny tego, co stało się kilkanaście lat wcześniej...

Tak w ogólnym założeniu można opisać to, co zobaczymy na ekranie. Z pozoru przecież oglądaliśmy wiele podobnych filmów, więc zatem co takiego szczególnego jest w tym obrazie Jeremy'ego Saulniera? Przede wszystkim sposób ukazania głównego bohatera. Dwight jest totalnym zaprzeczeniem stereotypowych mścicieli. Nie ma szczegółowego planu, a jego działania podyktowane są emocjami. Kierowany pragnieniem wyrównania krzywd, popełnia sporo kuriozalnych wręcz błędów, jak chociażby zgubienie kluczyków do samochodu w barze, czy nietrafienie do celu z odległości kilku metrów. Do tego zaciera ślady w bardzo nieudolny sposób. Nie jest odważny i właściwie zgodnie z tytułem - jest wrakiem, którego jedynym i ostatecznym zarazem zadaniem staje się dokonanie tego, co powziął za cel. Jednych może razić to, że bohater w najważniejszych momentach postępuje jak fajtłapa, inni przyklasną temu pomysłowi, ponieważ dzięki temu jest pokazany, jako zwyczajny człowiek, a nie heros, który ze wszystkiego wychodzi bez szwanku.
Z kolei Clelandowie, z którymi przyjdzie się zmierzyć Dwightowi, nie ustępują nieugiętością w wyrównywaniu rachunków. Łatwo chwytają za broń i nie mają jakichkolwiek skrupułów przy pociąganiu za spust, co dobitnie pokazuje finałowa konfrontacja.

Choć „Blue Ruin” to bardziej teatr jednego aktora, na drugim planie pojawia się kilka ciekawych postaci. Zarówno Amy Hargreaves jako siostra Dwighta i matka bojąca się o swoje dzieci czy Kevin Kolack jako zdeterminowany Ted Cleland są niezwykle przekonujący. Pozostali bohaterowie przewijający się epizodycznie także wypadają bardzo dobrze. Z kolei pierwszoplanowy Macon Blair w roli Dwighta spisał się wręcz wzorcowo.

Warstwa muzyczna jest bardzo oszczędna. Częściej słyszymy tylko odgłosy z otoczenia. Co prawda w filmie pojawiają się czasem ambienty, ale jest ich niewiele. Kiedy się już pojawią, idealnie wkomponowują się w oglądane sceny.

Jak na produkcję z niskim budżetem, „Blue Ruin” jest zrealizowane nad wymiar sprawnie. W pewnej części fundusze udało się pozyskać m.in. zjawisku crowdfundingu (oczywiście chociażby na kickstarterze), a te pozwoliły uzyskać takie rezultaty, jakie obserwujemy na ekranie. Film w niczym w tym względzie nie ustępuje produkcjom za kilka milionów dolarów.

Efekty specjalne zostały użyte praktycznie w minimalnym nakładzie. Pojawiają się tam, gdzie powinny być i są wykonane po prostu bardzo dobrze. Zarówno efekt pocisku rozrywającego twarz, jak i starcie Dwighta z Wade'em w barze czy wreszcie wyjmowanie grotu strzały z nogi lub ostateczne starcie z Clelandami potrafią zrobić wrażenie.

„Blue Ruin” nad wyraz udał się Saulnierowi. Choć klasyfikowany jest jako thriller, bardziej jest skrzyżowaniem dramatu z dreszczowcem. Jest bardzo dobrze zmontowany, napięcie jest umiejętnie dawkowane a historia przykuwa uwagę widza przez cały seans. Reżyser zarzekał się, że jeśli tym razem jego film okaże się niepowodzeniem, być może zrezygnuje z branży filmowej. Cóż – na razie nie musi spełniać tej obietnicy, bowiem udało mu się zrealizować kawałek solidnego kina.

Screeny

HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN HO, BLUE RUIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wciągająca historia
+ zabawa motywem zemsty
+ umiejętne umykanie schematom
+ bardzo dobra realizacja mimo niskiego budżetu
+ rozsądnie dawkowane napięcie
+ sposób przedstawienia głównego bohatera (dla jednych)

Minusy:

- sposób przedstawienia głównego bohatera (dla drugich)
- więcej tu dramatu niż rasowego thrillera więc fani gatunków, w których króluje suspens, mogą poczuć się nieco rozczarowani

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -