Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HANNIBAL

HANNIBAL

Hannibal

ocena:8
Rok prod.:2001
Reżyser:Ridley Scott
Kraj prod.:USA
Obsada:Anthony Hopkins, Julianne Moore, Gary Oldman, Ray Liotta, Giancarlo Giannini
Autor recenzji:gościnnie: Michał Jasiński
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pierwszy w historii Oscar dla horroru” głosiły w 1992 roku nagłówki gazet po sukcesie „Milczenia owiec”. Można się było wtedy zastanawiać, czy dobrze skategoryzowano film gatunkowo – wszak mamy do czynienia z rasowym thrillerem psychologicznym, nie epatującym przesadnie ani makabrą ani tym bardziej chociażby sugestią paranormalności przedstawionych zdarzeń. Fenomenalna popularność filmu oraz książkowego pierwowzoru spowodowały spory nacisk na autora książek, Thomasa Harrisa, by raz jeszcze uraczył nas opowieścią o superinteligentnym psychiatrze – kanibalu, który zdążył stać się postacią kultową i ikoniczną. Wszystko z nadzieją, że i kinematografia raz jeszcze upomni się o Hannibala Lectera, oczywiście z twarzą Anthonego Hopkinsa. Uwielbienie dla złoczyńcy jego literacki ojciec potraktował jako pretekst, by nieco zakpić z miłośników Lectera, każąc się czytelnikom kolejnej książki taplać w odmętach absurdalnego wręcz okrucieństwa i groteskowego zła. Książka, zatytułowana „Hannibal” nie zebrała tak przychylnych recenzji, jak dwie poprzedniczki cyklu, niemniej olbrzymi sukces komercyjny nie mógł zostać niezauważony przez hollywoodzkich decydentów. Powstanie filmu zdawało się być oczywistością, tylko co zrobić z treścią, której bliżej do twórczości Edgara Allana Poe, niż sensacyjnych poprzedników? Reżyser Jonathan Demme zrezygnował z możliwości przeniesienia książki na ekran. Z projektu wycofała się również zniesmaczona Jodie Foster. Szczęśliwie dla projektu, pozostał najistotniejszy element dzieła – sir Anthony Hopkins w roli tytułowego złoczyńcy. Szczęśliwie też zasiąść na reżyserskim stołku zgodził się wybitny twórca, Ridley Scott, który lawirując między kryminałem a horrorem, stworzył niejednoznaczny film, który poprzez liczne niedopowiedzenia i otwarte furtki pozostawia bogate możliwości interpretacyjne. Oglądając dzieło można dojść do wniosku, że większość dziejącej się na ekranie fabuły jest… oniryczną fantasmagorią, toczącą się w umyśle znanej z „Milczenia owiec” agentki Starling, która w kryzysowej sytuacji znów potrzebuje wsparcia genialnego psychiatry… Ale po kolei!

Początek filmu zapowiada dzieło typowo sensacyjne – oglądamy krótką, ale zrealizowaną z werwą, akcję aresztowania królowej narkotykowego biznesu. Operację prowadzoną przez agentkę Clarice Starling, która przez lata dzielące ją od sprawy Jamy’ego Gumba, zdołała dojrzeć, zhardzieć i nabrać surowych rysów pięknej Julianne Moore, zastępującej w filmie Jodie Foster. Niezawinione niepowodzenie akcji sprowadza na głowę agentki gromy ze strony przełożonych, nie pierwsze zresztą w jej karierze. Doprowadzona do ostateczności, stwierdza wtedy, iż jako agentka FBI „musi być przygotowana na kulę od przeciwnika, jednak gdy otrzymuje kulę w plecy od przełożonych, to wszystko zmienia. To ją zmienia.” Czy pragnąca ocalić krzyczące owce agentka zmieni się pod wpływem wszechotaczającego ją brudu? Co powiedziałby o tym doktor Lecter?

Odpowiedź przychodzi szybko w postaci listu od psychiatry ze słowami wsparcia. Tylko, że genialny zbrodniarz – erudyta nie jest już tą samą postacią, którą znaliśmy z „Milczenia owiec”. Staje się czymś w rodzaju męskiego odpowiednika Nemesis – boga zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Jego egzystencję ciężko logicznie umotywować. Jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców świata przechadza się beztrosko ulicami, raczy winem w kawiarnianych ogródkach, daje wykłady na temat literatury i sztuki i przemieszcza w niezauważenie między miastami, krajami, nawet kontynentami. Jest więc to realna postać dawnego przestępcy – kanibala, czy może tylko wymysł doprowadzonej do krawędzi depresji Clarice? Za tą druga opcją wskazywałoby parę tropów- Hannibal pojawia się tylko w miejscach, które znać może agentka. Nieprzypadkowo pierwsze ujęcie Florencji jest identyczne, jak te znane ze szkiców, które Lecter pokazywał Starling w „Milczeniu owiec”. Później pojawia się w domu i daczy jej byłego kochanka, przedstawiciela Departamentu Sprawiedliwości, Paula Krendlera, granego przez Raya Liottę, oraz w domu samej agentki – wynurzając się z cienia niczym duch. Nie jest już nieobliczalnym szaleńcem – na swe ofiary wybiera nikczemników, którzy sprzeniewierzyli się moralnym zasadom i świadomie zbrukali w szambie ludzkiej niegodziwości. Symbolicznym królem tej krainy zepsucia jest upiorny Mason Verger, okrutnie zdeformowany i okaleczony ludzki potwór, przy którym nawet Freddy Krugger wydaje się być łobuzem z sąsiedztwa, będący głównym antagonistą filmu. Każdy, kto zgodzi się na współpracę z Vergerem staje się natychmiast potencjalną ofiarą Hannibala. A już ma to jak w banku, jeżeli ośmieli się przy okazji zajść za skórę pięknej i szlachetnej agentce Starling. Czy tkwiąca na skraju załamania nerwowego, zgorzkniała Clarice, zgodzi się na sprawiedliwość wymierzaną przez doktora Nemesis?

To oczywiście tylko jedna z możliwych ścieżek interpretacji. Scott mnoży tropy, nie udziela jednak jednoznacznych odpowiedzi. Przeciwnie – poprzez liczne niedopowiedzenia puszcza oko do zdezorientowanego widza i namawia do własnych poszukiwań sensu w swym błądzącym pomiędzy jawą i snem dziele. Oniryczność widowiska podkreśla jego forma wizualna. Florencja w płynnym ujęciu operatora Johna Matiesona to nieomalże baśniowe miasto skąpane w kontrastach pomiędzy ostrym, palącym słońcem w trakcie dnia i błękitnomglistym mrokiem nocy. Miejsce, gdzie piękno miesza się ze szpetotą, sztuka ze zbrodnią, okrucieństwo z poezją. W takiej scenerii tytułowy bohater filmu czuć się może jak ryba w wodzie, deklamując uwodzicielskim głosem wersety Dantego i puentując widowiskowym morderstwem erudycyjny wykład na temat zdrady i chciwości. Niemniej tajemniczo przedstawia się siedziba Vergera – niczym zamek Sinobrodego, ukryty pośród mgieł i gęstej zieleni, pozwala przemieszczać się niepełnosprawnemu zbrodniarzowi niedoświetlonymi, chłodnymi labiryntami korytarzy. W tej niesamowitej scenerii łatwiej strawić ekranową obecność zmutowanych wieprzy, przypominających mitologiczne potwory, czy finałową, groteskową scenę kanibalistycznej konsumpcji. Całość uzupełniona niezwykle piękną, miejscami liryczną, miejscami enigmatyczną muzyką Hansa Zimmera, który na potrzeby filmu stworzył jeden ze swoich najciekawszych soundtracków, pełen nawiązań do klasyki, przeplatanych nerwowymi, rytmicznymi fragmentami, tak charakterystycznymi dla twórcy muzyki do „Aniołów i demonów” czy „Mroczny Rycerz powstaje”.

Barokowy przepych dzieła mocno odbiega od ascetycznej formy filmu Jonathana Demme’a. Scott dopowiada konkretnym obrazem to, do czego twórcy „Milczenia owiec” wystarczyła sugestia w kameralnej scenie dialogowej. Dialogi są zresztą jednym ze słabszych elementów filmu. Rozmowy między Hannibalem a Clarice są banalne, momentami śmieszą swoją pretensjonalnością. Lecter spuszczony ze smyczy wpada w kiczowate słowotoki, którym daleko do błyskotliwych kwestii, pamiętnych z więziennej celi w Baltimore. O ile jednak rozmowy doktora z agentką nie zadawalają, to już postać Paula Krendlera wręcz irytuje. Fakt, iż osoba tak prymitywna jak on piastuje wysokie stanowisko w Departamencie Sprawiedliwości jest niemniej zagadkowy, niż przedostanie się najbardziej poszukiwanego przestępcy świata z Europy do USA. Kwestie wypowiadane przez Raya Liottę w swym nachalnym prostactwie drażniłyby nawet w ustach 12-latka. Nie zachwyca też postać głównego antagonisty, granego przez samego Gary’ego Oldmana, próbującego drażniącym głosem nadrobić ograniczenia ruchu i mimiki. To prawie grzech zaangażować do filmu tak wybitnego aktora, by później kazać mu siedzieć nieruchomo na inwalidzkim wózku z twarzą ukrytą pod groteskową maską. Zadziwiająco dobrze wypada natomiast Giancarlo Giannini w roli włoskiego inspektora policji. Jego wymięta, chropowata postać tak bardzo przykuwa uwagę, iż żal, że tak szybko wypada z fabuły. Swoją standardową klasę pokazuje Julianne Moore, chociaż przyznać trzeba, że specjalnie dużo do zagrania nie miała. Nadała jednak wiarygodności stojącej na krawędzi załamania nerwowego agentki. Nie dziwi fakt, że niekwestionowaną gwiazdą filmu jest Anthony Hopkins w roli tytułowej. Oglądając, jak bawi się swoją rolą, można podziwiać jego aktorski kunszt, który potrafił z postaci zwyrodnialca zrobić postać magnetyzującą , wręcz hipnotyzującą swą charyzmą, uwiarygadniając trochę jej nieco nadludzki charakter.

Kwestią sporną może być pytanie, czy „Hannibal” na pewno jest horrorem. Mimo, iż szokuje scenami wręcz groteskowego okrucieństwa, wprowadza do fabuły elementy i postacie rodem z kina grozy, raczej trudno, by doprowadził kogokolwiek do bezsennych nocy. To raczej rodzaj „opowieści niesamowitej” – tej baśniowej odmianie horroru, bliskiej niektórym obrazom wytwórni Hammer czy filmowym adaptacjom prozy Poego w reżyserii Rogera Cormana. Mocna estetyzacja działa sprawia, że ukazane wydarzenia mają posmak opowieści mitologicznej, takiej, w której motywy w rodzaju obdzierania Marsjasza ze skóry mają wydźwięk raczej metaforyczny i symboliczny, niż nastawiony na wzbudzanie grozy. Podobnie jest w filmie – niektóre sceny mogą sprawić, że co wrażliwsi widzowie odwrócą wzrok, trudno tu jednak będzie mówić o emocjonalnym przeżywaniu lęku, jak przy seansie rasowego horroru gore w rodzaju „Piły”. Trudno też mówić o suspensie –„Hannibal” to raczej gotycki romans niż thriller, niemniej jego seans dostarcza prawdziwej przyjemności dzięki genialnie wykreowanemu klimatowi, interesującej fabule i niejednoznaczności przedstawionego świata, pozwalającej na puszczenie wodzy fantazji w interpretacji obrazu.

Screeny

HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL HO, HANNIBAL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niesamowity nastrój
+ niejednoznaczność działa
+ aktorstwo na wysokim poziomie
+ doskonała forma w warstwie wizualnej i muzycznej

Minusy:

- nielogiczności fabuły mogą odstręczyć widzów spodziewających się thrillera w stylu „Milczenia owiec”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -