Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ICH SEH, ICH SEH

ICH SEH, ICH SEH

Widzę, widzę

ocena:10
Rok prod.:2014
Reżyser:Severin Fiala, Veronika Franz
Kraj prod.:Austria
Obsada: Susanne Wuest, Elias Schwarz, Lukas Schwarz
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Oryginalne dzieła pochodzące z krajów nieszczególnie słynących z kina grozy, dodatkowo nietętniące wartką akcją i nie rozlewające czerni cieni i szkarłatu krwi po ekranie, raczą widza, w zależności od jego gustu, albo powiewem świeżości, albo powiewem nudy. Po seansie odbiorcy dzielą się bowiem na dwa wyraźnie przeciwne obozy - jeden piejący peany nad tym, co właśnie odkrył, drugi ziewający i przewracający oczyma. Nierzadko podział taki jest jednak metką filmów na wskroś rewelacyjnych, które z uwagi na ograniczoną i surową formę muszą przekazać swą ideę naokoło, środkami innymi niż żywe dialogi czy oczywiste gesty. I w tym właśnie szeregu stoi austriacki "Ich seh', ich seh'", dość odważny obraz Severina Fiali i Veroniki Franz.

Ultranowoczesny dom na skraju lasu. Kontrast sam w sobie: design godny chwalenia się przed znajomymi, jednak schowany gdzieś na uboczu; odosobnienie zapewniające pełną prywatność, jednocześnie niezasłonięte okna wielkości bram garażowych. Prezenterka telewizyjna średniej sławy, do której należy ten przybytek, powraca na czas rekonwalescencji po operacji plastycznej twarzy do dwójki swoich synów-bliźniaków. Wykazuje niewielkie zainteresowanie tym, co robią od rana do wieczora, długie godziny spędza na oglądaniu swoich opatrunków w tafli drogiego lustra, co więcej, nierzadko udaje, że śpi, byle tylko nie spędzać czasu z własnymi dziećmi. Nie bez powodu bliźniacy zaczynają podejrzewać, iż osoba, która mieszka z nimi w domu, w istocie nie jest ich prawdziwą matką. Kilkutygodniowe obserwacje coraz bardziej utwierdzają ich w przeświadczeniu, że mamy już nie ma; jest za to obca kobieta, która próbuje ją zastąpić, ale do prawdziwej mamy sporo jej brakuje. Chłopcy postanawiają za to użyć wszelkich dostępnych środków i posunąć się tak daleko, jak tylko będzie trzeba, aby wyciągnąć z kobiety, kim naprawdę jest i gdzie podziała się ich prawdziwa matka.

Pierwszą obserwacją z seansu jest absolutny minimalizm w kwestii scenografii i obsady. Tylko trójka głównych aktorów (plus bodajże kolejna czwórka skrajnie epizodycznych), jeden dom, a konkretnie tylko garstka pomieszczeń, ewentualnie najbliższe otoczenie domu - ograniczenie iście teatralne, wynoszące austriacki film niemalże do rangi zekranizowanego dramatu literackiego. Nie padają jednak wzniosłe, rozległe kwestie - nawet wypowiedzi aktorów są ograniczone do minimalnego stężenia niezbędnego do właściwego zrozumienia przekazu. Cały efekt opiera się w zasadzie na wszystkim, co dzieje się dookoła padających zdań - na rewelacyjnej grze bliźniaków (doskonale świeżej, celowo niedopieszczonej, podkreślającej dziecięcą ich naturę, pełnej przekazów bezpośrednich, podczas których nie ma wątpliwości, że chłopcy na przykład analizują aktualnie zastane sytuacje, lub pośrednich, gdzie gesty są jedynie drogowskazem do ostatecznego szoku), na maksymalnym rozwleczeniu akcji, co może się nie spodobać miłośnikom nieustającego pędu i skaczących w zawrotnym tempie zdjęć, a także na genialnie skadrowanych ujęciach i płynnej, niespiesznej pracy kamery. Interesująca i nieprzypadkowa okazuje się również kolorystyka - sporo bieli od nowoczesnych mebli, która po zmroku przeistacza się w chłodną szarość, niemało pomarańczy i błękitów, szczególnie w scenach nocnych, wprowadzających wrażenie rodzinnego ciepła, którego intensywność wraz z rozwojem filmu zdecydowanie maleje.

Fascynującą kwestią jest absolutny brak soundtracka towarzyszącego zdjęciom. Niepokojąca cisza odludzia z początku koi zmysły, aby później się nimi bawić, potęgując wrażenie osamotnienia i każąc zdać się jedynie na dźwięki wydawane przez aktorów - a uwierzcie, im bliżej zakończenia, tym bardziej przerażające one są, i to nie w sensie mrocznego, skokowego straszenia, ale raczej narastającego niepokoju i czystego szoku. Zresztą poza natężeniem napięcia ewoluuje również postawa samych bohaterów, głównie chłopców, którzy z nieśmiałych dzieciaczków zmieniają się w gotowych na wszystko, bezwzględnych i bezpardonowych młodych mężczyzn. I to w ograniczonym czasie i bardzo ograniczonym środowisku. Niczym w antycznym teatrze, tylko w przeważającej części niemym i pracującym wówczas samą grą i scenografią.

Genialnie stopniowane informacje i emocje wciągają widza w niebezpieczną grę, której punkt kulminacyjny kopie zmysły ze wszystkich stron tysiącami bodźców naraz. Uwadze nie może bowiem umknąć doprawdy najlepsze z możliwych zakończenie, wysoce niespodziewane, wyłaniające się nagle z gąszczu szalenie intensywnych emocji i kąsające z rakietową siłą najczulsze rejony wyobraźni; karcące i napominające, stawiające koślawą, rozmytą od łzy kropkę na finiszu istotnego przesłania: napomnienia, iż niezależnie od środowiska, od epoki, od charakteru czy stanu majątkowego warto przypilnować, aby nie zaniedbać najistotniejszych uczuć wobec najbliższych, aby nie zapomnieć o tym, w jaki sposób emitować to pożądane przez nich ciepło utrzymujące ich w poczuciu bezpieczeństwa i wzmagające poczucie bycia kochanym. Bo gdy tego ciepła zabraknie, cały lokalny świat człowieka może obrócić się w kruszejącą ruinę.

Jak wspomniałem, w zależności od gustu film może się okazać arcydziełem, świeżą bryzą o poranku, bądź też nudną, nużącą historią nie dla każdego. Ja zaliczam się do grona widzów wniebowziętych, doceniających klasę tegoż nowatorskiego obrazu. "Ich seh', ich seh'" jest w istocie arcydziełem minimalizmu, udowadniającym, że bardzo ograniczonymi środkami można poruszyć niezmiernie szerokie kwestie. Dodatkowo film ten jest bezpośrednim nawiązaniem do austriackiej gry dla dzieci, która stała się inspiracją amerykańskiego "I spy!", stanowiącego dowód tego, iż od punktu widzenia zależy w zasadzie każdy aspekt wyznawanej przez nas wersji "prawdy" i że okoliczności mogą utwierdzać nas w słusznym lub błędnym postrzeganiu otaczających nas zjawisk. Duet austriackich reżyserów odwalił kawał znakomitej roboty i jeśli jakikolwiek obraz zasługuje na miano jednego z najlepszych naszpikowanych emocjami horrorów ostatnich lat, to jest nim "Ich seh', ich seh'".

Screeny

HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH HO, ICH SEH, ICH SEH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niewiarygodnie dobre zdjęcia
+ odpowiednie, niespieszne tempo akcji
+ rewelacyjne zakończenie potęgujące istotne przesłanie
+ absolutny brak soundtracka
+ przekonująca gra mało doświadczonych aktorów

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -