Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KNOCK KNOCK

KNOCK KNOCK

Kto tam?

ocena:5
Rok prod.:2015
Reżyser:Eli Roth
Kraj prod.:USA / Chile
Obsada: Keanu Reeves, LorenzaIzzo, Ana de Armas, Colleen Camp
Autor recenzji:Michał Miller
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Mężczyzna sam w domu, za oknem deszcz, w środku muzyka gra z winyla, kiedy on próbuje pracować. Wyciąga jointa, skręca, ale zanim zdąży go odpalić, słyszy puk! puk! do drzwi. Otwiera, a tam dwie przemoknięte dziewczyny, szukające imprezy w okolicy. „Zgubiłyśmy się”, „zimno nam”, „możemy skorzystać z tabletu?” – mówią. „Jasne, wchodźcie”, „napijecie się herbaty?”, „chcecie wysuszyć ubrania?” – słyszą w odpowiedzi. Jakaś funky basowa gitarka w tle i można by oczekiwać szybkiego i przyjemnego końca seansu. Gdyby nie nazwisko Eli Roth w napisach.

Od początku. Przemierzamy wzgórza Hollywood, bogate osiedla Los Angeles, aż zbliżamy się do nowocześnie zaprojektowanego domu, podchodzimy pod same drzwi. W środku jazda kamery przez korytarze i pokoje wypełnione zdjęciami uśmiechniętej rodziny, wszędzie wokół rysuje się szczęście. Mąż i żona baraszkują w łóżku, ale przerywa im dwójka dzieciaków, które wpadają z tortem urodzinowym dla taty. Sielanka jak z sitcomu. Żona z dziećmi jednak wyjeżdżają do dziadków na weekend i wtedy rozpoczyna się ta właściwa część filmu, o której głośno było w Internecie jeszcze długo przed premierą.

Keanu Reeves i dwie panny w thrillerze erotycznym, który brzmi na typowy film porno – marketing pierwsza klasa. Pomógł jeszcze fakt, że jedną z dziewczyn w trójkącie jest żona reżysera, Lorenza Izzo. (Keanu twierdzi, że Roth był „cool” z ze scenami seksu z jego partnerką.)Wszystko brzmi zachęcająco, a jednak… Dużą wadą filmu okazuje się właśnie jego marketing. Owszem, zadziałał i wzbudził zainteresowanie, ale niestety – zdradzając dużą fabularną woltę, zepsuł właściwie jedyną przyjemność, jaka mogła z „KnockKnock” płynąć. To tak, jakby Roth chciał jednocześnie dać cukierka i kazać nam czekać na cukierka. A ja bym wolał psikusa.

Jak na twórcę kina spod znaku „schlock” i „gore”, Roth jest tym razem zaskakująco wstrzemięźliwy. Nie epatuje tu brutalnością, nawet nagości nie ma tak dużo, jak można by przypuszczać. Twórca, który dał nam „Śmiertelną gorączkę” i „Hostel”, po epizodach u Tarantino, przeszedł zmianę i zapragnął być moralistą. Przy okazji promocji jego nowego filmu opisywał go jako swojego rodzaju krytykę świata nowoczesnych technologii, w którym media społecznościowe wyciągają wszystko na wierzch w mgnieniu oka. Byłaby to ciekawa przypowieść, gdyby Roth naprawdę toczył swoją fabułę wokół tych kwestii – zamiast tego motywy majaczą gdzieś w tle, niezauważone. Może i jest nowocześniej, niż w typowym schemacie: zamiast pytać o telefon, dziewczyny chcąskorzystać z tabletu, żeby napisać do koleżanki na Facebooku. Portal społecznościowy pojawia się jeszcze w jednej z końcowych scen, ale na tym wydaje się kończyć przypowieść Rotha.


Moralizowania jest za to więcej: dobry mąż i ojciec popełnia błąd i ulega dwóm ponętnym dziewczynom, które nie dają mu spokoju, póki ten im się nie odda. Przez resztę filmu oczywiście płaci srogo za swój błąd. Reeves z wyciszonego i zakłopotanego przechodzi do przestraszonego, do panikującego, do buntującego się i walczącego, do zniechęconego i wyznającego swe winy. Nie jest to jednak Reeves-twardziel z „Johna Wicka” – od akcji tym razem woli ucieczkę. Ta pasywność sprawia, że brakuje w filmie mocnego bohatera, któremu moglibyśmy kibicować. A mogło być inaczej – rola Reevesa w końcu najlepiej wybrzmiewa w wybuchach zdesperowanego krzyku.

„KnockKnock” wywraca nieco typowy scenariusz home invasion movie stawiając w roli prześladowców dwie, z pozoru słodkie i niewinne, dziewczyny. Daje to powiew świeżości w popularnym ostatnio gatunku. Do czasu aż nie przypomnimy sobie, że ten home invasion movie jest remakiem filmu „Death Game” z 1977 roku, którego Roth jest fanem. Chyba z tego powodu postanowił zachować większość oryginalnej historii, zamiast budować na jej bazie nową. Co ciekawe, wśród różnic jest właśnie wzbudzająca tyle zamieszania scena seksu. W „KnockKnock” jest ona cięta i oszczędna – gustowna, można nawet powiedzieć. Ta sama scena w oryginale (nomen omen) ciągnie się – wydaje się, że trwa dłużej niż prowadzący do niej pierwszy akt, a nagości i pocałunków w niej więcej niż w całym filmie Rotha. Szkoda tylko, że Keanu nie ma takich old-schoolowych wąsów jak jego odpowiednik z „Death Game”.

„KnockKnock” nie jest złym filmem. Jego druga połowa jest właściwieprzez większość czasu o krok od dobrego filmu. Nigdy jednak nie wybrzmiewa na tyle mocno, aby nas poruszyć. Nie daje wyczekiwanego łupnia – PUK! PUK! – w głowę, a zakończenie pozostawia niedosyt. Roth nie jest reżyserem, którego kunszt nada wyrazu tego typu historii – czego dokonał choćby Michael Haneke w „Funny Games”. Zdaję sobie z tego sprawę, choć lubię Rotha podejście do kina, lubię „Śmiertelną gorączkę”, lubię „Hostel” – w szczególności część drugą, która jest dużo lepsza od pierwszej – i chcę obejrzeć „Green Inferno”. Widzę i doceniam jego staranie dokonania zmiany w swojej filmografii. Nie potrafię jednak docenić „Knock Knock”, któremu zabrakło iskry, żeby rozpalić ogień. Następnym razem proszę pukać głośniej albo użyć dzwonka.

Screeny

HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK HO, KNOCK KNOCK

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ home invasion movie nieco inaczej
+ niezły drugi akt
+ muzyka
+ Keanu i dziewczyny

Minusy:

- brak zaskoczenia
- thriller bez napięcia i pomysłu
- mało wyraźne postaci
- zmarnowany potencjał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -