Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SOULMATE

SOULMATE

Soulmate

ocena:6
Rok prod.:2013
Reżyser:Axelle Carolyn
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Anna Walton, Tom Wisdom, Tanya Myers, Nick Brimble, Emma Cleasby
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nawiedzające ponure siedliszcza duchy to jeden z najstarszych i najbardziej wyeksploatowanych tematów w historii kina. Nie inaczej rzecz się ma z wątkiem nieszczęśliwej czy nieodwzajemnionej miłością, którego finałem najczęściej bywa samobójcza próba porzuconego kochanka. Okazuje się jednak, iż „dekorując” nawet tak zgrane treści kilkoma intrygującymi ozdobnikami, można uczynić je filarami może nie oryginalnej, ale na pewno ciekawej historii. Dowodem na to może być film „Soulmate” autorstwa belgijskiej reżyserki Axelle Carolyn.

Po śmierci ukochanego męża Audrey postanawia na jakiś czas przenieść się na daleką prowincję, by pobyć sama z dala od przyjaciół i rodziny usilnie starających się dowiedzieć, dlaczego po tragedii targnęła się na życie. Początkowo walijskie pustkowia wydają się kobiecie idealne do psychicznej odbudowy. Jednak z czasem bohaterka odkrywa, iż stary, piękny dom, w którym zamieszkała, najprawdopodobniej jest nawiedzony.

Nic nowego, skonstatuje ktokolwiek, kto zdecyduje się na seans pierwszych kilkunastu minut filmu Axelle Carolyn. I rzeczywiście, początek tonie w banale. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której przygnieciona żałobą kobieta postanawia najpierw popełnić samobójstwo, a później odratowana przez najbliższych, ucieka od nich w mury położonego z dala od cywilizacji i, jakże by inaczej, nawiedzonego domostwa. Szybko jednak okazuje się, iż belgijska reżyserka posługując się gatunkowymi kliszami od zawsze wykorzystywanymi przez twórców horrorów chce nam opowiedzieć trochę inną historię, od tych, które napływają do nas zza oceanu – bez drapieżnego montażu, ferii cyfrowych efektów specjalnych, wrzasków i ton niczym nieuzasadnionej przemocy.

Axelle Carolyn nigdzie się nie spieszy. Odsłaniając przed nami okoliczności osobistej tragedii głównej bohaterki, reżyserka za pomocą długich ujęć pięknej, choć dzikiej i surowej walijskiej przyrody czy wędrówek po starym, wypełnionym pamiątkami domostwie stara się odmalować świat, w którym Audrey próbuje odzyskać wiarę w życie. Reżyserka pokazując swoją bohaterkę w różnych, czasami bardzo prozaicznych sytuacjach, ukazuje jej cierpienie. Robi to jednak w sposób dyskretny, nie manipuluje naszą wrażliwością. Dopiero kiedy uwierzymy w surowe i odarte z blichtru piękno otaczającego bohaterkę świata, Carolyn postanawia skonfrontować ją z bytem nadprzyrodzonym. Robi to w sposób jak najbardziej standardowy – duch pojawia się nocą, hałasuje, przesuwa przedmioty, zaskakuje nas i bohaterkę swoim nagłym pojawieniem się – ale... nie czyni go wrogiem Audrey. Duch nie pragnie opętać kobiety, nie robi jej krzywdy, wreszcie nie chce przepędzić ze swojego domostwa.

W tym miejscu reżyserka w ewidentny sposób zaczyna bawić się oczekiwaniami i przyzwyczajeniami widzów. Z jednej strony osadza akcję w ponurym gmaszysku, pośród urokliwego, ale posępnego pustkowia. Nie szczędzi ujęć ukazujących świat jako miejsce złowrogie i pełne tajemnic. I kiedy pojawia się sprawca całego paranormalnego zamieszania okazuje się, że gość to kolejny po bohaterce cierpiący kłębek nieszczęść. Zamiast więc charakterystycznych dla filmów o opętaniach i nawiedzeniach schematów fabularnych mamy... romans niepotrafiącej otrząsnąć się z traumy bohaterki z nieszczęśliwym duchem. Ale kiedy niecodzienna miłostka zaczyna niebezpiecznie i ze szkodą dla dramatyzmu spychać grozę w niebyt, reżysera dokonuje kolejnej wolty, znowu „wpychając” historię na gatunkowe tory horroru.

Całość ogląda się z przyjemnością, o ile oczywiście ktoś nie oczekuje od każdego horroru targającego emocjami dramatyzmu, hordy monstrów i zalewu bestialstwa. „Soulmate” to klimatyczna opowiastka trochę w duchu XIX-wiecznych nowel grozy, które dzisiaj nie straszą i nie szokują, ale czyta się je z przyjemnością, bo pisane przez mistrzów narracji potrafią zaskoczyć intrygującym konceptem fabularnym. Atutem filmu Axelle Carolyn nie jest tylko zabawa gatunkowymi kliszami wykorzystywanymi przy realizacji ghost story. Belgijka obrazem umiejętnie potrafi „wyczarować” klimat niesamowitości, który nie tyle ma nas zmrozić, co tak wpłynąć na wyobraźnię, byśmy na chwilę uwierzyli w jej świat z pogranicza snu i jawy.

Daleko „Soulmate” do ideału, bo ani forma, ani treść nie czynią filmu oryginalnym. Z jednego, bardzo istotnego wątku, nie udało się wycisnąć tyle dramatyzmu i emocji, ile powinien on dostarczyć. Wreszcie dla wielu może się okazać, iż w fabule autorstwa Axelle Carolyn za małe jest stężenie horroru w horrorze. Mnie jednak ten film przypadł do gustu, ponieważ dobrze opowiedziane historie z dreszczykiem mogą być inspirującą odskocznią od współczesnych filmowych makabr – agresywnie zmontowanych jatek wypełnionych wrzaskiem i okrucieństwem.

Screeny

HO, SOULMATE HO, SOULMATE HO, SOULMATE HO, SOULMATE HO, SOULMATE HO, SOULMATE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobrze opowiedziana historia
+ ciekawi bohaterowie
+ intrygujące i przykuwające uwagę miejsce akcji
+ umiejętna gra z oczekiwaniami widzów obeznanymi z konwencjami
+ horror w starym stylu

Minusy:

- film nie dla tych, którzy lubią być zaskakiwani oryginalnymi konceptami fabularnymi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -