Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:20 MILLION MILES TO EARTH

20 MILLION MILES TO EARTH

20 Millions Miles to Earth

ocena:6
Rok prod.:1957
Reżyser:Nathan Juran
Kraj prod.:USA
Obsada:William Hopper, Joan Taylor, Frank Puglia, Bart Braverman
Autor recenzji:Michał Jasiński
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kosmiczny statek powracający z misji na Venus, potrącony przez meteoryt, wpada do morza u wybrzeża Sycylii. Rozbitków próbują ratować miejscowi rybacy. Prócz nieszczęsnych astronautów na pokładzie znajduje się szklano-metalowa kapsuła zawierająca dziwny obiekt przypominający galaretowate jajo. Kosmiczny prezent trafia w ręce przypadkowego zoologa, który z fascynacją przypatruje się narodzinom stwora, który już niedługo siać będzie spore spustoszenie na włoskiej ziemi.

Pisząc o filmach takich, jak „20 Millions Miles to Earth”, będący klasykiem tak zwanych „monster movies”, charakterystycznych dla lat 50-ych ubiegłego stulecia, z góry należy zaznaczyć, iż nie jest to seans dla każdego. To dzieło kierowane do grona wielbicieli kinematograficzej„quilty pleasures”, rozkochanych w filmach klasy B, dorosłych dzieciakach, zafascynowanych bynajmniej nie jakąkolwiek wyższą wartością podobnego tworu, co radością, podobną do tej odczuwanej przy kramie z odpustowymi zabawkami. Co z tego, że tandeta, kiedy szczerze cieszy. Sam należąc do tej specyficznej grupy nie potrafię nie zachwycać się filmem Nathana Jurana. Szyta grubym ściegiem fabuła jest tylko pretekstem do przyjemności płynącej z obserwowania przerośniętej zabawki, pustoszącej zastaną przestrzeń. A zadanie twórcy postawili sobie „ambitne”, gdyż finał opowieści o stworze, mogącym być potomkiem Godzilli i Potwora z Czarnej Laguny, dzieje się w samym Rzymie!

Przyznać trzeba, że twórcy filmu podeszli do swojego tworu z dużą świadomością – wiedząc, że nie kręcą „Odyseji Kosmicznej”, bynajmniej nie silili się na zadumę i powagę. Utwór cechuje niezwykła lekkość i delikatne poczucie humoru, sprawiające wrażenie, jak gdybyśmy oglądali film animowany. A i te w dzisiejszych czasach mają dużo bardziej skomplikowanych bohaterów i zagmatwane intrygi. Postacie dziełka Jurana w swej komiksowej jednowymiarowości stają się nieomalże archetypami odgrywanych ról. Mamy więc dzielnego i szlachetnego pułkownika Caldera – wzór odpowiedzialności, odwagi i męstwa, mamy piękną, pełną miłości do bliźnich „prawie panią doktor”, Marisę Leonardo oraz jej ojca, bez reszty oddanego nauce zoologa. Wszystkie postacie grane wdzięcznie i bez zbędnego zadęcia, wyglądają jak żywcem przeniesione z któregoś z wczesnych tomów „Supermena”, świetnie wkomponowując się w umowny świat przedstawiony. Mają też pełną świadomość, że to nie do nich tak naprawdę należy widowisko, ale do kosmicznego jaszczura, będącego prawdziwym dziełem animacji poklatkowej. To na jego pojawienie się czeka zniecierpliwiony widz i to do niego należą wszystkie pamiętne sceny filmu. Animowany przez hollywoodzkiego mistrza efektów specjalnych, Raya Harryhausena, potwór zdobywa miłość widzów od pierwszego wejrzenia. Zachwyca skomplikowanym baletem ruchów z nerwowo potrząsanym ogonem na czele. Twórcy nie ułatwiali sobie zadania, karząc swojemu dziwadłu rozrywać klatkę, w której był przetrzymywany, walczyć z psem (gdzie widzimy jedynie cienie walczących postaci), atakować człowieka, odbyć potyczkę z również animowanym słoniem, a w końcu zmierzyć się z całą armią próbującą upolować nieszczęsnego kosmitę nie gdzieindziej, jak w samym Koloseum! W międzyczasie możemy podziwiać również sprawność bestii, doprowadzającej do ruiny sławny Most Anioła czy Forum Romanum. Człapiąca ulicami Rzymu poczwara nie jest wprawdzie w stanie przestraszyć żadnego widza a senne koszmary miałyby po seansie być może tylko czterolatki, tak więc przypisanie filmu do gatunku „horror sience fiction” zdaje się być pewnym nadużyciem, niemniej na miłośnikach filmów o potworach na pewno zrobi wrażenie.

Można się oczywiście zżymać, iż podobna tematyka z ciekawszą często fabułą i zgrabniejszą realizacją pojawia się w kinie amerykańskim od lat, a nawiązania do chociażby „King Konga” z 1933 nasuwają się same, niemniej trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z dziełem jawnie campowym, eksploatującym wyświechtane motywy dla samej radości obcowania z kolejnym plastikowym dziwolągiem. Brak tu jakiegokolwiek morału, przesłania czy głębszej idei przyświecającej twórcom. Nikt nie udaje, że film jest odbiciem panujących nastrojów czy metaforą dziejowej sytuacji. To prosta historyjka o potworze, którego trzeba unieszkodliwić, chociaż przyznać trzeba, że zrealizowana starannie, pięknie sfotografowana i gładko opowiedziana. Dzięki bezpretensjonalności, humorowi i lekkości narracji, twórcom udaje się „zachować twarz”, a w swoim pod-gatunku film Jurana pozostaje niewielką, ale jednak perełką w lamusie, po którą każdy fan „monster movies” sięgnąć może bez obawy przed poczuciem straconego czasu. To seans naiwny, uroczo infantylny, ale i dziecinnie piękny.

Screeny

HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH HO, 20 MILLION MILES TO EARTH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ piękna animacja poklatkowa
+ lekkość i bezpretensjonalność fabuły

Minusy:

- wtórność i banalność fabuły
- jednowymiarowe, papierowe postacie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -