Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ICE CREAM MAN

ICE CREAM MAN

Lodziarz

ocena:4
Rok prod.:1995
Reżyser:Paul Norman
Kraj prod.:USA
Obsada:Jan-Michael Vincent, Clint Howard, Olivia Hussey, Ryan Holihan, Jessica Devlin, Janet Wood
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Przyzwyczailiśmy się do tego, iż czarnymi charakterami slasherów, tych najlepszych – z końcówki lat 70. i całego następnego dziesięciolecia, były postacie tajemnicze, często budzące grozę swym widokiem, wreszcie niezwykle „wydajne” w procederze, jaki uprawiali. Czym mniej o nich wiedzieliśmy, tym bardziej się ich baliśmy. Gdzieś od połowy lat 80. zainteresowanie slasherami zaczynało spadać, ileż bowiem można było oglądać filmów opartych na tym samym schemacie fabularnym. Nie brakowało twórców, którzy ów schemat starali sie udziwnić, czyniąc chociażby szwarccharakterami mniejsze lub większe zabawki, z laleczką Chuckym na czele. Z jeszcze bardziej absurdalnym pomysłem wyszedł niejaki Paul Norman (alias Norman Apstein), twórca niezliczonej ilości filmów pornograficznych, który w „Ice Cream Man” filmowym mordercą uczynił... lodziarza.

Uroczym amerykańskim przedmieściem wstrząsa wiadomość – zaginął kilkuletni chłopiec. Poruszeni są zarówno mieszkańcy, jak i oficjele z policją i miejscowym pastorem na czele. Dwóch pewnych siebie funkcjonariuszy podejmuje się znalezienia kidnapera. Na jego trop jednak wpadają tworzące zgraną paczkę dzieciaki. Pewnego wieczoru bowiem widzą, jak innego chłopca zamyka w swym bardzo charakterystycznym samochodzie lodziarz.

Nie powiem, sam pomysł z lodziarzem-mordercą mógł chwycić. Wszak przecież ubrany na biało gość, z elegancką muszką i wiecznie uśmiechniętą twarzą to ostania osoba, którą można by posądzić o porywanie i zabijanie dzieci. Ktoś taki ma przecież możliwość dokładnego przyjrzenia się nie tylko małoletnim klientom, ale także okolicy, którą nawiedza w swym dającym się słyszeć z daleka samochodzie. Gdyby tylko komediową treść (bo jak inaczej opowiadać o psychopatycznym sprzedawcy lodów?) okrasić kilkoma satyrycznymi spostrzeżeniami, dużą ilością gore oraz kilkoma choćby oryginalnymi postaciami, film oglądałoby się z przyjemnością. A tak od Paula Normana dostaliśmy nieporadnie skręconego potworka, który co prawda ma kilka ciekawych momentów, na szczęście zabawnych, ale i też sporo takich, od których aż ściska z zażenowania.

Przyłożyły się dzieciaki i do swej roli przyłożył się grający Lodziarza Clint Howard. Małolaty na ekranie są naturalne, nie tyle grają co po prostu są. Lodziarz bywa zabawny, uroczy, ale też na swój sposób demoniczny i przerażający. Clint Howard to aktor charakterystyczny, obdarzony warunkami fizycznymi talentem do grania ról wszelkiej maści dziwaków i szaleńców. Dlatego jego kreacja to zdecydowanie największy atut filmowego przedsięwzięcia Paula Normana. Tego samego na pewno nie powiemy o innych aktorach. Wszyscy, od rodziców bohaterów dziecięcych, przez policjantów, po pensjonariuszy i pracowników szpitala psychiatrycznego, przeszli obok filmu. W ich postaciach nie ma nic – ani pomysłu na nie, ani zaangażowania.

Ale najważniejszym mankamentem filmu Paula Normana jest brak pomysłu na to, czym miałby on przyciągnąć potencjalnego widza. W roku 1995 slasherami mało kto się interesował. Rok wcześniej powstał co prawda „New Nightmare” Wesa Cravena, ale z renesansem tego podgatunku horroru będziemy mieli do czynienia w 1996 roku, kiedy na ekrany kin wszedł „Scream”. Zatem film Normana musiało coś wyróżniać, by utkwił w pamięci miłośników filmowej makabry. Niestety, „Ice Cream Man” poza niezłą rolą Clinta Howarda, klimacikiem tandety oraz kilkoma niezłymi scenami (np. zabawa uciętymi głowami wciśniętymi w lodowy rożek) nie ma nic do zaoferowania. Krwawych efektów jest w nim tyle co kot napłakał, nieszablonowych pomysłów i rozwiązań fabularnych (a z tego przecież słyną horrory klasy B) także nie uświadczymy, wreszcie wręcz rzuca się w oczy realizacyjna nieskładność i chaos panujący na planie. Twórcy nie mieli także pomysłu na to, jak zmontować materiał, by w jakiś sposób oglądana na ekranie historia mogła wpływać na emocje widza. „Ice Cream Man” nie straszy, rzadko bawi, najczęściej żenuje, o napięciu i „rolowaniu” oczekiwaniami odbiorców przez zwrotami akcji nawet nie ma mowy.

Tego typu filmom wybaczyć można każdy warsztatowy mankament, niekiedy – i znawcy tematu potwierdzą moją tezę - te mogą stanowić o sile nisko budżetowego horroru. Liczy się przede wszystkim odwaga w podejmowaniu tematów, które mainstream odrzuca i pomysł na ich realizację (nie zawsze gwarantem jakości filmu musi być ogromny budżet). Co najgorsze, „Ice Cream Man” nie sprawdza się nawet jako filmowy wygłup, podobny do tych autorstwa np. Lloyda Kaufmana. Bo za mało gore, mało wybrednego humoru, a przede wszystkim przez znikomą ilość absurdalnych i zaskakujących konceptów czyniących z filmu prawdziwy „przypał”.

Tak więc miłośniku taniego, acz dobrego horroru, lodziarz z „Ice Cream Man” smacznego i satysfakcjonującego loda ci nie zrobi. Ekscytacji musisz poszukać gdzieś indziej.

Screeny

HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN HO, ICE CREAM MAN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ naprawdę dobry Clint Howard
+ niezłe dzieciaki
+ kilka niezłych scen

Minusy:

- niewykorzystany potencjał na dobry horror podlany czarnym humorem
- bardzo słabe aktorstwo
- nijaki, bez ikry, pomysłów, mocnego postanowienia wpłynięcia na widza

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -