Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:OGRE

OGRE

Ogr: Osada potworów

ocena:4
Rok prod.:2008
Reżyser:Steven Monroe
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Ryan Kennedy, John Schneider, Alex Zahara, Andrew Wheeler, Chelan Simmons, Katharine Isabelle
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ogry po raz pierwszy pojawiły się w legendach i mitach ludów Północnej Europy. Inteligentniejsze od trolli tępione jednak były przez ludzi. I nic dziwnego, bo ludzkie mięso było ich przysmakiem. W „Hobbicie” Tolkiena na temat ogrów jest tylko króciutka wzmianka. Za to w ostatniej części adaptacji filmowej „Hobbita”, w „Bitwie Pięciu Armii”, Jackson postanowił uczynić te monstra przeciwnikami Barda Łucznika i Balina. Amerykańscy scenarzyści pracujący dla stajni Cinetel Films (jeden z producentów kina klasy B – horrorów, filmów akcji, katastroficznych i science-fiction) „przeflancowali” stwora i kazali mu zamieszkać mu w lasach... Pensylwanii. Wyreżyserowanemu przez Stevena R. Monroe’a („Sasquatch Mountain”, remake „I Spit on Your Grave”) filmowi nadali tytuł „Ogr”.

Czworo młodych ludzi wybiera się do lasu w poszukiwaniu ruin tętniącego niegdyś życiem miasteczka. Ku ich zdziwieniu, zamiast porosłych mchem kamieni znajdują zamieszkaną przez ludzi osadę. Podsłuchawszy przemówienia burmistrza, dowiadują się, że mieszkańcy Ellensford właśnie szykują się do złożenia ofiary budzącemu grozę potworowi.

Jeśli ktoś zdecyduje się na seans „Ogra”, proszę o jedno – nie doszukujcie się w tym filmie jakiegokolwiek sensu, nie roztrząsajcie jego treści, wreszcie nie zastanawiajcie się, jak przebiegał proces twórczy powstawania scenariusza do tegoż dzieła. Stężenie idiotyzmów i kompletnie niepasujących do siebie pomysłów jest w „Ogrze” porażające, jakby scenarzysta stawał w szranki o najbardziej absurdalny scenariusz roku. W filmie Monroe’a mamy zatrzęsienie motywów wziętych skądkolwiek się da – odcięte od świata XIX-wieczne miasteczko z obciążonymi klątwą mieszkańcami (są nieśmiertelni), maga-intryganta, który za wszelką cenę postanowił zostać burmistrzem, wspomnianego już ogra co rok pożerającego jednego z osadników, wreszcie współcześnie żyjących młodych ludzi, którym jakimś cudem udaje się trafić na ślad Ellensford. Podobnych „kwiatków” w „Ogrze” jest sporo więcej, ale wyżej wymienione potencjalnemu widzowi mogą naświetlić to, z jakim filmem będzie miał do czynienia.

Jest rzecz jasna w opowieści Monroe’a miejsce na horror. Przypadkowo obudzony ze snu ogr nie zadawala się jak co roku jedną ofiarą, tylko chodzi po lesie i zabija kogo popadnie. Jednego nadepnie, drugiego pogryzie, trzeciego rzuci o drzewo, innego rozszarpie. Trochę krwi jest, czasami pojawi się oderwana ręka, ale większość „mięsnych scen” tylko zasugerowano, „Ogr” bowiem to film dla telewizji, przemoc więc nie może być nazbyt wyrafinowana. Sam potwór szału nie robi, bo to przecież niespecjalnie pomysłowo wygenerowana przez komputer animacja. Komputerowe szwy widać przede wszystkim wtedy, gdy ogr sieje spustoszenie wśród ludzi. Ale jest wielki, wygląda dostatecznie obrzydliwie, potrafi też potężnie ryknąć, dlatego też jego sztuczność wielu może nie przeszkadzać.

Można by oczywiście dalej znęcać się nad „Ogrem”, przecież tani film klasy B z nie najmądrzejszym scenariuszem i mało widowiskowymi efektami specjalnymi, ale trzeba uczciwie przyznać, iż do worka „najgorsze horrory w historii kina” tak łatwo go nie wrzucimy. Monroe dość dobrze radzi sobie z opowiadaniem historii – cały czas trzyma odpowiednie tempo, nie napompowano jej niepotrzebnymi scenami, akcja szybko przenosi się z miejsca na miejsce. Reżyser dość dobrze radzi sobie z prowadzeniem aktorów. Nie grają w „Ogrze” gwiazdy świtowego kina ani naturszczycy z talentem stworzenia czegoś z niczego, ale dobrym pomysłem było zatrudnienie aktorów charakterystycznych (Andrew Wheeler, Alex Zahara), którzy wyróżniają się na tle nijakiego tłumku mieszkańców Ellensford.

No cóż, jeśli ktoś zada sobie trud zajrzenia na stronę internetową wytwórni Cinetel Films, będzie miał doskonałe rozeznanie, jakiego typu filmem jest „Ogr”. I jeśli lubi tego rodzaju filmowe przygody, na seansie „dzieła” Monroe’a będzie bawił się doskonale. Innych, czujących awersję do telewizyjnych horrorów z tanimi komputerowymi efektami, przestrzegam – to film nie dla was. Odpuście sobie.

Screeny

HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE HO, OGRE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ tempo akcji
+ niezłe jak na tego typu produkcję aktorstwo

Minusy:

- absurdalna historia
- ogr
- efekty specjalne
- rozwiązania fabularne
- pomieszanie z poplątaniem wszystkiego ze wszystkim

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -