Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VAMPIRE BATS

VAMPIRE BATS

Krwiożercze wampiry

ocena:5
Rok prod.:2005
Reżyser:Eric Bross
Kraj prod.:USA
Obsada: Craig Ferguson, Lucy Lawless, Dylan Neal, Tony Plana, Liam Waite
Autor recenzji:Zbigniew Głowala
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W "Indiana Jones and the Temple of Doom" (1984) Harrison Ford tłumaczy naiwniutkiej Kate Capshaw, że "wielkie ptaki", które przelatują nad ich głowami, to w rzeczywistości olbrzymie wampiry - nietoperze żywiące się krwią. Capshaw jest przerażona, a Ford rozbawiony jej zachowaniem. Po obejrzeniu "Vampire Bats", lichego filmu wyreżyserowanego w 2005 roku przez Erica Brossa, bliżej nam niestety do reakcji Forda. Zmutowane nietoperze atakujące niewielkie miasto w Stanach – to nie może być dobra produkcja. Ubawiony dotrwałem jednak do końca filmu i muszę wyznać, że mimo niedowierzania, z jakim oglądałem zmagania bohaterów z pazernymi nietoperzami, nie uważam, żeby horror Brossa był kompletną bzdurą. Ale też nie zrozumcie mnie źle, to NIE jest dobry film! Jednak nawet największy chłam może czasem czymś pozytywnie zaskoczyć. W "C.H.U.D." (1984) był to dobry soundtrack, Daniel Stern i mała rola Johna Goodmana. W "Without Warning" (1980) jak walczyć z kosmitami pokazywał nam Jack Palance. Nowszy, bo z 2006 roku, "Black Sheep" warto było obejrzeć, żeby zobaczyć, jak Peter Feeney zamienia się w owcę. "Wampiry" obejrzałem, ponieważ nietoperze próbuje z kamienną twarzą przegonić Xena, czyli Lucy Lawless.

Lawless nie gra jednak tutaj wojowniczej księżniczki, a (nie)zwykłą panią profesor, której wiedza na temat biologii okazuje się bardziej przydatna w starciu ze zmutowanymi bestiami niż chakram. Nietoperze gnieżdżą się w opuszczonych i zaniedbanych budynkach i atakują głównie nieusłuchanych studenciaków, którzy organizują nielegalne imprezy z alkoholem zaprawionym narkotykami. Kiedy jeden z nich ginie i (dosłownie) wyssany z krwi zostaje znaleziony w lesie, policja oskarża o morderstwo jego kolegów. Dopiero kiedy szeryf dowiaduje się o martwych zwierzętach, które zostają znalezione w podobnym stanie, kiedy kolejnymi ofiarami stają się dwaj rybacy (jednego z nich przez kilka minut gra Craig Ferguson) i kiedy niemile widziane nietoperze wpraszają się na imprezę organizowaną dla lokalnych VIP-ów, wtedy szeryf zaczyna wierzyć pani profesor, że miasto prawdopodobnie terroryzują skrzydlate mutanty. Lucy Lawless oraz jej studenci wypowiadają wojnę wampirom i postanawiają dowiedzieć się, co wywołało mutację i jak pozbyć się nietoperzy.

Są tu i plusy, i minusy. Albo napiszę inaczej - minusy tego filmu są jednocześnie jego plusami. Jak to w tego typu filmach bywa, fabuła jest niedorzeczna i aż dziw bierze, że Bross zdecydował się to nakręcić. Jest to już chyba setna mutacja w monster movie. Były już przecież piranie ("Piranha" [1978] oraz wszystkie późniejsze inkarnacje tego filmu), była mucha (chyba nie muszę wyjaśniać, gdzie, kiedy i przez kogo), mastif ("Man's Best Friend" [1993]), niedźwiedź ("Prophecy" [1979]), modliszka („Mimic” [1979]), plus cała masa zmutowanych ośmiornic, rekinów, krokodyli. Nietoperze też już były („Bats/Stab” [1999], „Fangs” [2000]), ale widocznie zapotrzebowanie na te ssaki w horrorze jest spore, skoro kilka lat później Bross zrobił swoje „Vampire Bats”. Im więcej, tym lepiej, przynajmniej jest się z czego pośmiać. Sam reżyser najwyraźniej traktuje fabułę filmu poważnie, ponieważ brak tu autoironii lub puszczania oczka do widza. Jeśli jednak wiemy, czego się spodziewać (odpowiednie nastawienie to w tym wypadku podstawa!), to przebrniemy przez „dzieło” Brossa gładko i z uśmiechem na twarzach, czerpiąc nawet pewną przyjemność z seansu. Pozostali oczywiście będą utyskiwać. Tym polecam zaopatrzyć się w piwo (dużo piwa!), ponieważ na trzeźwo mogą do końca nie wysiedzieć.

Twórcy filmu nie silą się na oryginalność i serwują nam raczej mało przerażające nietoperze mutanty, które terroryzują okoliczne dzieciaki, zarażają je wścieklizną i wgryzają się w ich twarze nadliczbowymi kłami. Na tych kłach ich mutacja właściwie się kończy. Ani szybciej nie latają, ani też nie świecą w ciemności. Ot, zwykłe nietoperze zamieszkujące opuszczone budynki. To, co je wyróżnia, to agresywne zachowanie i niezaspokojone pragnienie krwi. Także źródło ich mutacji nie jest niczym nietypowym w tego typu filmach. Ile to już razy oglądaliśmy horrory, w których potężne korporacje (lub armie) zatruwały wodę podejrzanymi chemikaliami, a ktoś z miasteczka, kto został przez nich sowicie opłacony, starał się zatuszować całą sprawę. Łudziłem się trochę, że szablonowa fabuła okaże się tylko tłem, podczas gdy głównym tematem filmu będzie chciwość, relacje międzyludzkie lub krzywda drugiego człowieka. Liczyłem nawet na scenę końcową, która swoim wydźwiękiem przypominałaby tę zamykającą „Cannibal Holocaust” (1980). Wyobraźcie sobie tylko – Lucy Lawless schodzi powoli po schodach prowadzących do ratusza, zatrzymuje się u ich stóp, spogląda w niebo, a z offu słyszymy jej myśli: „Zastanawiam się, kto jest tutaj prawdziwym wampirem”. Mocny finał. Ale nic z tego, naiwniak ze mnie. Okazuje się bowiem, że fabuła faktycznie ma na celu tylko przedstawienie ataku nietoperzy na miasteczko i nie jest to metafora, na przykład, zagrożenia ze strony terrorystów. Nie ma też tutaj szczegółowo rozpisanych portretów psychologicznych bohaterów i reżyser nie ukazuje skomplikowanych relacji międzyludzkich. Bohaterowie są płascy jak fabuła filmu. I bardzo dobrze. Jak już pisałem, minusy tego filmu to jednocześnie jego plusy. „Vampire Bats” to prosty natural horror, który nawet nie próbuje udawać, że jest czymś innym. Fabuła nie zmusza nas do myślenia, nie przejmujemy się losem bohaterów, a w pewnej chwili zacząłem szczerze kibicować nietoperzom, ponieważ szeryf i jego świta okazują się być takimi ignorantami, że wręcz zasługują na małą flebotomię. Rozumiem oczywiście, że jest to swego rodzaju konwencja – domyślny główny bohater (lub bohaterka) wie, kogo należy winić za coraz większą liczbę ofiar, a przedstawiciele władz to zawsze banda nieudaczników, którzy zawsze wiedzą lepiej i którym przyjdzie srogo zapłacić za grzech ignorancji. Dla jednych będzie to wada tej produkcji, a dla innych, którzy wiedzą, czego się spodziewać po filmie zatytułowanym „Krwiożercze wampiry”, będzie to okazja, żeby zrelaksować się przy bzdurnym monster movie. Ponieważ taki właśnie chcieli obejrzeć.

Po Lucy Lawless oczywiście nie ma co się spodziewać aktorskich fajerwerków. Gra, jak umie. To, co głównie przyciągnęło moją uwagę w jej postaci, to jej upodobanie do ubrań w jaskrawych kolorach oraz niepojęte dla mnie zamiłowanie do różowej chustki noszonej na głowie, którą Lawless zakłada, gdy wyrusza polować na nietoperze. Być może jest to odpowiednik kapelusza noszonego przez Indy’ego – symbol przeistoczenia się z nauczycielki w bohaterkę ratującą mieszkańców przed krwiożerczymi mutantami. Wyrośnięta Lucy nadaje się do takiej roli znakomicie. Znana głównie z jednej roli, podobnie jak Kevin Sorbo, nie zrobiła wielkiej kariery w kinie i zadowala się przede wszystkim telewizyjnymi rolami, w których sprawdza się najlepiej. Z drugiej strony jej postać nie została napisana z myślą o aktorskiej wirtuozerii. Płaska i nijaka, postać grana przez Lawless nie pozwala na pochwalenie się swoją grą. Może zatem ktoś powinien zaangażować Lucy do zagrania jakiejś ambitniejszej roli i pozwolić jej się wykazać. Mimo iż jej umiejętności aktorskie są raczej przeciętne, z całej obsady „Vampire Bats” tylko Lawless udaje, że gra.

Zatrudnienie do filmu głównie aktorów telewizyjnych okazuje się nie być takim złym posunięciem. Nie jest to oczywiście aktorstwo z najwyższej półki, ale pewien standard zostaje utrzymany i produkcja nie trąci amatorszczyzną. Obok Lucy Lalwess zobaczymy znanego z serialu „Blood Ties” Dylana Neala, który w filmie Brossa gra męża głównej bohaterki. Szeryfa zagrał Tony Plana, serialowy ojciec Betty Suarez („Ugly Betty”), który ma chyba największe umiejętności i doświadczenie aktorskie z całej trójki. Pozytywne zaskoczenie. Reszta aktorów gra na równym poziomie, nikt się nie wyróżnia (może oprócz Craiga Fergusona, który z jakiegoś powodu zaplątał się w obsadzie), ale też nikt filmu nie rujnuje. Bo też i nie ma czego rujnować. Ha!

Same nietoperze nie wyglądają źle, jak na produkcję telewizyjną. W scenach, w których są ukazane w większej grupie (jak, na przykład, w scenie na statku lub dyskotece), wampiry zostały wygenerowane komputerowo. Pojedyncze osobniki w zbliżeniu wyglądają na pacynki wprawione w ruch ręką lekko zawianego technicznego. Ale na tym polega cały urok tego filmu. Gdyby przy tak bzdurnej fabule efekty były lepsze, poczułbym się oszukany. Wydawałoby mi się wtedy, że twórcy zmarnowali dobrą animację na tak absurdalny film. Złe efekty specjalne to niejako wymóg przy takich produkcjach. Oglądając „Vampire Bats” zgadzamy się na uczestniczenie w pewnego rodzaju konwencji, w która wpisują się tandetne rekwizyty, sztuczna krew, nieudolnie wykonana charakteryzacja i niedopracowana scenografia. Co więcej, my żądamy takich właśnie efektów, ponieważ inaczej z dobrej zabawy nici. Przy dobrej fabule (specjalnie nie używam słowa „ambitnej”, paskudne ono jest) kiepskie CGI jest do wybaczenia. Przy fabule, której niedorzeczność sugeruje, że została napisana na kolanie podczas poganianej jazdy taksówką na plan zdjęciowy, dobre efekty specjalne to świętokradztwo. Nauczył nas tego papa Wood i tego powinniśmy się trzymać.

Znacie zapewne ten suchy dowcip, w którym chłopiec mówi, że „leci toperz”, a tatko go poprawia i mówi, że to nietoperz. „Jak to nie toperz?”, dziwi się młody. Z „Vampire Bats” jest podobnie. Ja zacznę się upierać, że mimo swoich wad (które są plusami, nie zapominajmy o tym), film Brossa to przyjemna „spodzianka” dla niewymagających fanów monster movies. Wy się wtedy zdziwicie i zapytacie: „Chyba ‘niespodzianka?’” Ale i tak wszyscy będziemy mieli rację.

Screeny

HO, VAMPIRE BATS HO, VAMPIRE BATS HO, VAMPIRE BATS HO, VAMPIRE BATS HO, VAMPIRE BATS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ fabuła
+ zmutowane nietoperze
+ obsada
+ tandetna animacja wampirów
+ stereotypowe postacie

Minusy:

- wszystko to, co w plusach

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -