Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GHOUL

GHOUL

Ghoul

ocena:7
Rok prod.:2015
Reżyser:Petr Jákl
Kraj prod.:Czechy / Ukraina
Obsada:Jennifer Armour, Alina Golovlyova, Jeremy Isabella, Paul S. Tracey
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W latach 1932–1933 na skutek polityki przymusowej kolektywizacji rolnictwa autorstwa Józefa Stalina w samej Ukrainie z głodu umarło ok. 6 milionów ludzi. Historycy kataklizm ów nazwali Wielki Głód albo Hołodomor. Na wsiach, którym narzucono obowiązkowe, nieodpłatne kontyngenty dostaw produktów rolnych w wymiarze przekraczającym ich możliwości produkcyjne, głód popychał ludzi nawet do aktów kanibalizmu. „Ghoul”, ukraińsko-czeska koprodukcja autorstwa Petra Jákla, to próba przeniesienia grozy tamtych wydarzeń do czasów współczesnych.

Troje Amerykanów wyjeżdża na Ukrainę, by nakręcić dokument o człowieku, który podczas śledztwa przyznał, że zabił, a następnie zjadł swoją ofiarę. Filmowcy wraz z trojgiem Ukraińców udają się na prowincję, by w domu podejrzewanego o kanibalizm mężczyzny przeprowadzić z nim wywiad. Po spędzonej tam nocy zostają poinformowani przez jedną z Ukrainek, że wszyscy zostali uwięzieni przez wywołanego kiedyś w tym miejscu demona. Kiedy próbują wydostać się z położnego w lesie gospodarstwa, zaczynają się z nimi dziać straszliwe rzeczy.

Ukraiński-czeski „Ghoul” jest zrealizowany w konwencji found footage, przez co fanom takiego sposobu opowiadania bardzo się film spodoba, zaś jej przeciwnikom nie da ani jednego argumentu na to, by zmienić zdanie na temat pseudo-dokumentów. Europejczycy bowiem nawet nie starają sie do trochę już wyświechtanej konwencji dodać czegoś od siebie – zapatrzeni w „Blair Witch Project” kopiują wszystkie patenty wypracowane przez Daniela Myricka i Eduardo Sáncheza. Akcja rozgrywa się na rubieżach cywilizacji, w lesie, w zaniedbanych budynkach gospodarczych, wreszcie w wąskich i ciemnych tunelach. Aż do finału zarówno my jak i bohaterowie nie wiemy, kim tak naprawdę jest zaciekle prześladujący ich antagonista. Jákl także straszy nas tak samo jak twórcy „Blair Witch Project” – starannie i powoli buduje gęsty klimat osaczenia, przez kłótnie dezintegruje solidarność w obliczu niebezpieczeństwa, umiejętnie buduje suspens, wreszcie przez coraz gorszą jakość nagrania (ciemność, przerażeni bohaterowie nie myślą o kompozycji kadru i ujęć, mocno „rozchybotany” obraz) odwołuje się do naszej wyobraźni.

Ale wspomniałem wyżej, iż bardzo wielu miłośnikom horroru, zwłaszcza tych opowieści „podanych” w konwencji found footage, „Ghoul” może się spodobać, momentami nawet bardzo. Bo to nie jest tak, że Jákl nakręcił swój film metodą „kopiuj/wklej”, bezrefleksyjnie powielając to, co wymyślili Myrick & Sánchez. Czech znane wcześniej koncepty fabularne, sposób prowadzenia narracji oraz metody gradacji napięcia doskonale dopasował do wymyślonej przez siebie historii czyniąc całość nie tylko pozycją inną od „Blair Witch Project” i jego klonów, ale także jednym z ciekawszych reprezentantów found footage. Bo jest w „Ghoulu” coś, czego brakuje amerykańskim pseudo-dokumentom grozy. Mam tu na myśli bardzo wiarygodne i doskonale dobrane przestrzenie, w których rozgrywa się akcja. Porośnięte wysoką trawą lasy, obskurne wsie, z nieufnością spoglądający na obcych mieszkańcy, wreszcie stare, zbudowane z drewna gospodarstwo – realizm tego wszystkiego w obiektywie kamery „z ręki” naprawdę robi wrażenie. W filmie Jákla mówi się także po ukraińsku, co także czyni filmowy świat pełniejszym i ciekawszym.

Czeskiemu reżyserowi należą sie także brawa za dyscyplinę w doborze wątków składających się na historią opowiedzianą w filmie. Film trwa trochę ponad osiemdziesiąt minut i nie ma w nim nic niepotrzebnego. Jákl bardzo dobrze radzi sobie z ekspozycją, potrafi zainteresować nas ukraińską wsią oraz bohaterami. Początkowo nawet nie sugeruje tego, z jakim koszmarem będziemy mieli do czynienia później. Kiedy na stole opuszczonego przez właściciela domu pojawia się wódka i przewodnik-Ukrainiec próbuje zaprzyjaźnić się z Amerykanami, film w swej surowości przypomina trochę „Dom zły” Smarzowskiego. W pewnym momencie akcja oczywiście przyspiesza. Zło zaczyna osaczać bohaterów i coraz bardziej natarczywie dobija się do chałupy, w której są uwięzieni. W finale, dość długim, rozciągniętym, ale jednocześnie zaskakującym, jedno wydarzenie popędza drugie. Przez subiektywizację narracji niby łatwiej jest zawładnąć wyobraźnią widzów i wywołać w nich jakiekolwiek emocje. Ale czeski reżyser nie robi tego na siłę. W jego filmie nie ma efekciarstwa, twórcy nie starają sie straszyć na siłę (a przynajmniej nie robią tego non stop), wreszcie co i rusz zaskakują nas ciekawym zwrotem akcji z tym finałowym na czele.

Ale żeby nie było tak jednostronnie, bo wyjdzie, że z doskonałym horrorem mamy do czynienia, wspomnieć należy o wyraźnych rysach na fundamencie solidności, na którym opiera się fabularna konstrukcja opowieści Jákla. Mnie w filmach najbardziej rażą błędy merytoryczne, które najczęściej oznaczają pójście na łatwiznę w rozwiązywaniu problemów, jakich czasami nastręcza zderzenie elementarnej logiki z zapotrzebowaniami twórców na osiągnięcie jakiegoś, w ich mniemaniu niezbędnego, efektu. Z takimi mamy do czynienia w „Ghoulu”. Przez brak zasięgu bohaterowie nie mogą korzystać z telefonów komórkowych (wiadomo, efekt izolacji i odcięcia od reszty świata). Ale nie przeszkadza im to korzystać w tym samym miejscu z internetu. Jakby tego było mało, ni stąd ni zowąd w opuszczonym i na wpół zrujnowanym gospodarstwie przyjezdni znajdują bardzo drogi i niezwykle wydajny agregat prądotwórczy. Kogo było stać na taki sprzęt? Finał na pewno nie wyjaśnia tej kwestii.

Takie kompromisy ułatwiają pracę filmowcom, bo czynią one akcję płynniejszą i pozwalają jeszcze lepiej wpływać na emocje odbiorcy. Z drugiej jednak strony zakłócają efekt „zawieszenia niewiary”, element kluczowy w recepcji kina grozy. Bardziej obeznanemu z gatunkiem widzowi na pewno też będą przeszkadzały narracyjne klisze po raz pierwszy zastosowane w „Blair Witch Project”. Jákl umiejętnie, ale jednak odtwórczo naśladuje swoich amerykańskich kolegów. W kwestii doboru mechanizmów czyniąc opowieść bardziej oddziałującą na emocje czy wyobraźnię, Czech nie dodaje nic od siebie.

„Ghoul” to jeden z lepszych pseudo-dokumentów grozy, jakie ostatnio gościły na naszych ekranach. Zabrakło w nim jednak czegoś, czym można przeciwników tego rodzaju opowieści postawić pod ścianą i pokazać, że found footage tkwi duży potencjał zarówno w doborze treści jak i urozmaicenia formy.

Screeny

HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL HO, GHOUL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesująca historia rozgrywająca się na Ukrainie
+ ciekawe i wiarygodnie pokazane miejsca, w których rozgrywa się akcja
+ fabuła pozbawiona niepotrzebnych wątków
+ momentami straszy
+ umiejętnie dawkowane napięcie
+ nastrój i klimat – z tym autorzy filmu nieźle sobie radzą
+ nawiązanie do historii Ukrainy

Minusy:

- autorzy w kwestii found footage nie wymyślili nic nowego, przez to „Ghoul” podobny jest do „Blair Witch Project”
- kilka rzucających się w oczy nielogiczności

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -