Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INTRUDERS (1992)

INTRUDERS (1992)

Intruzi

ocena:8
Rok prod.:1992
Reżyser:Dan Curtis
Kraj prod.:USA
Obsada:Richard Crenna, Mare Winningham, Daphne Ashbrook, Susan Blakely, Steven Berkoff
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zakładki dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających na dowolnym z portali zajmujących się zjawiskami paranormalnymi są wyjątkowo bogate w relacje ludzi z różnych zakątków świata, którzy twierdzą, że zostali porwani przez obce cywilizacje. Opowiadają o mrożących krew w żyłach badaniach, jakie na nich przeprowadzano, różnie opisują rzekomych "kosmitów", pokazują blizny na ciele mające być podobno pozostałościami po tajemniczych operacjach na statkach kosmicznych. Badacze miejskich legend potrafili dokładnie prześledzić oś czasu w kontekście ewolucji fenomenu UFO na świecie i wskazać racjonalne historyczne i społeczne przyczyny zainteresowania tym motywem, wciąż jednak miliony ludzi na świecie jest przekonanych, iż większość z opisywanych w prasie czy Internecie relacji ma w sobie ziarno prawdy. To swoiste szaleństwo umiejętnie przekuto na pieniądze - producenci filmowi poświęcili porwaniom przez UFO (nomen omen) kosmiczny budżet. W ostatnich latach furorę zrobił kasowy "Czwarty stopień" z Millą Jovovic, do klasyki gatunku należą "Kontakt" z Jodie Foster, "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" jeszcze z lat siedemdziesiątych czy "Communion" z popisową rolą Christophera Walkena. Rzadko mówi się natomiast o filmie dedykowanym na małe ekrany, a w zasadzie o mini-serialu "Intruzi" z 1992 roku, który zasługuje na niemniejszą uwagę niż wymienione pozycje.

W dwóch odległych od siebie zakątkach Stanów Zjednoczonych dwie młode kobiety znajdują się na skraju załamania nerwowego. Obie twierdzą, że od wielu lat nocami dzieje się z nimi coś niepokojącego; są przekonane, że odwiedzają je tajemniczy przybysze, którzy wyszarpują je z łóżek i zabierają do swojego urządzonego na kształt laboratorium pojazdu, aby grzebać w nich stalowymi narzędziami i przeprowadzać na nich rozmaite zabiegi. Wielu szczegółów kobiety nie pamiętają, jednak odwiedziny tytułowych "intruzów" nie pozwalają im sprawnie funkcjonować. W sprawę angażuje się ceniony psychiatra, doktor Neil Chase, który próbuje przekonać swoje pacjentki do swoich racjonalnych wytłumaczeń ich wersji wydarzeń. Jego spojrzenie na sprawę z czasem zaczyna się jednak drastycznie zmieniać - sesje hipnozy regresywnej mające na celu odgrzebanie ukrytych w pamięci szczegółów oraz coraz głębsze badanie sprawy zasiewają w jego umyśle ziarnko niepewności. Co bowiem jeśli pacjentki niczego sobie nie wymyśliły, co jeśli opisywane przez nie operacje prowadzone przez obcych faktycznie regularnie mają miejsce, a nie są jedynie kamuflażem realnych, przyziemnych problemów? Sceptycyzm doświadczonego lekarza będzie musiał zetrzeć się z wyjątkowo intensywnymi bodźcami mrożących krew w żyłach manifestacji fenomenu pozaziemskich cywilizacji.

Od strony technicznej do "Intruzów" ciężko się przyczepić. Zdjęcia prowadzone są w sposób charakterystyczny dla produkcji telewizyjnych, bez kinowego rozmachu, efekty specjalne zamykają się w możliwościach typowych dla wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Klimat tamtych czasów jest jednak nieziemsko elektryzujący, co w połączeniu z brunatno-szarą kolorystyką scenografii i niewyczyszczonym z wszelkich szumów podkładem głosowym do kwestii aktorów wprowadza klimat nieustającego, acz nieagresywnego niepokoju. Umiejscowienie akcji w małych miasteczkach oraz na rolniczych farmach tworzy paradoks zamknięcia akcji rozgrywających się w odległości tysięcy kilometrów od siebie w bardzo ograniczonej przestrzeni. Co ważne, twórcy doskonale potrafili również wyczuć momenty, w których należy zrezygnować ze ścieżki dźwiękowej, oraz takie, gdzie mroczna, syntetyczna, elektroniczna muzyka wręcz prosi się o odtworzenie. Dzięki temu film sprawia wrażenie wyważonej, rozwijającej się powoli, w swoim tempie, bez zbędnego pośpiechu chłodnej obyczajowej opowieści, być może nawet opowieści psychologicznej, na którą zachodzi od czasu do czasu warstwa mrocznego science-fiction, a uczucie strachu nie bierze się z szybkich i szokujących wydarzeń, lecz ze stopniowego budowania nastroju. Pomimo aż stu sześćdziesięciu minut trwania film ani trochę się nie dłuży, jest nieskażony zbyt wieloma niepotrzebnymi dygresjami i krok po kroku odsłania kolejne elementy niepokojącej zagadki, dążąc do udzielenia kilku ostatecznych odpowiedzi, pozostawiając jednak celowo niektóre kwestie niedomknięte.

Wyjątkowo trafnie dobrano aktorów do odtworzenia głównych ról. Nie są to twarze szczególnie charakterystyczne (może dla niektórych wyjątkami będą Mare Winningham czy Richard Crenna), przez co wydają się bliższe nam, zwykłym ludziom ze zwykłymi problemami. Tym łatwiej jest zrozumieć, skąd wzięły się wszelkie zaburzenia w ich codziennym funkcjonowaniu, uznać ich reakcje za przekonywujące, a ich dialogi za naturalne i dalekie od nadęcia kwestii z wielu najświeższych produkcji o podobnej tematyce. Już sama zabawa psychiką bohaterów jest juz wystarczającym powodem, dla którego widz osobiście mógłby poczuć się rozstrojony i wytrącony z równowagi. Wspomniana już rewelacyjna zabawa dźwiękami tylko potęguje to rozstrojenie, co w efekcie może wywołać to, co jest celem w zasadzie filmów grozy, a nie thrillerów science-fiction, czyli strach, obawę przed utratą stabilności i bezpieczeństwa. Ta zabawa uczuciami, to podważenie elementarnych potrzeb człowieka okazują się skutecznym środkiem wywołującym dreszcze, niepokój i nastrój naturalnej tajemniczości.

Jedynym maleńkim mankamentem "Intruzów" może być fakt, że nie wnoszą one do kinematografii niczego wyjątkowo świeżego i nowatorskiego. Ktoś mógłby zarzucić filmowi, że to wszystko już było, tylko zrealizowane w nieco inny sposób. Tutaj należy jednak zauważyć, iż poprzednie - czy nawet następne - podejścia producentów do motywu porwań przez kosmitów nie były w stanie tak szeroko i realistycznie oddać warstwy obyczajowej i psychologicznej wszystkiego tego, co dzieje się obok manifestacji UFO. "Czwarty stopień" z 2009 roku podobnie prezentował nam walkę racjonalizmu z tym, co nie jest możliwe do ogarnięcia przez znane człowiekowi prawa nauki, jednak prowadził akcję o wiele szybciej, nie koncentrując się dokładnie na zachodzących w ludzkiej psychice zmianach, co "Intruzi" już czynią i z czym twórcy tegoż filmu rzeczywiście dali sobie radę. I choć wizerunek obcych zaprezentowany w wizjach pacjentek doktora Chasea jest już wszystkim tak bardzo znany, że można wręcz rzec, iż został żywcem skopiowany z wcześniejszych filmów, książek czy komiksów, jakoś do tych technologicznych smaczków produkcji lat dziewięćdziesiątych idealnie pasuje.


Szybko rozwijające się technologie będą niewątpliwie miały swoje odwzorowanie w coraz to bardziej złożonych wyobrażeniach o statkach przybyszów z obcych planet w filmach w najbliższej przyszłości. Motyw porwań przez UFO nie umarł i pewnie nigdy nie umrze doszczętnie, dlatego poza klasyką gatunkową warto przyjrzeć się pomniejszym produkcjom, które z czasem będą prawdopodobnie nabierać wyjątkowego smaczku w porównaniu z nowymi, tętniącymi rozmachem i efektami specjalnymi propozycjami. W szeregu obrazów traktujących o UFO niepozorni "Intruzi" zasługują na miejsce gdzieś blisko czoła, z przodu, acz nie na samej szpicy.

Screeny

HO, INTRUDERS (1992) HO, INTRUDERS (1992) HO, INTRUDERS (1992) HO, INTRUDERS (1992)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetnie poprowadzona warstwa obyczajowa i psychologiczna
+ poprawne zdjęcia
+ świetna kolorystyka obrazów generująca chłodny klimat
+ odpowiednio dobrana syntetyczna muzyka
+ rozsądne dialogi i nieprzekolorowani bohaterowie

Minusy:

- stereotypowość niektórych motywów, jednak o małej drażliwości

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -