Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CALLING, THE (2014)

CALLING, THE (2014)

Wezwanie

ocena:6
Rok prod.:2014
Reżyser:Jason Stone
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada: Susan Sarandon, Ellen Burstyn, Donald Sutherland, Christopher Heyerdahl
Autor recenzji:Michał Jasiński
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Małym, ospałym miasteczkiem, w którym nigdy nic nadzwyczajnego się nie dzieje, wstrząsa seria brutalnych mordów. Miejscowa pani szeryf podejrzewa seryjnego zabójcę i rozpoczyna śledztwo, które drogą naznaczoną kolejnymi, makabrycznie okaleczonymi zwłokami, poprowadzi ją w kierunku religijnych tajemnic i metafizycznych dylematów.

Jeden z bohaterów filmu, młody policjant Ben, przeprowadza się z dużego miasta do owej uroczej mieściny, by zaznać kojącego spokoju prowincjonalnej egzystencji. Niewiele chyba oglądał w życiu filmów, bo zdaje się nie wiedzieć, że takie sielskie dziury naznaczone są piętnem niemniej upiornych występków, niż betonowe dżungle. Szybko też przekonuje się o tym na własnej skórze. Dużo filmów oglądał natomiast reżyser filmu, Jason Stone, który stara się naśladować mistrzów, mając nadzieję, że stworzy dzieło na miarę Jonathana Demmea czy Davida Finchera. Zapomina niestety, że kopia zawsze pozostanie tylko kopią, rzadko potrafi urzec jakością i świeżością swojego poprzednika. Z tego też powodu „Wezwanie” ogląda się z częstym uczuciem Déjà vu - doskwiera wrażenie, że gdzieś już to widzieliśmy – a co gorsze – w lepszym wydaniu. Sama fabuła, mimo, że oparta na powieści, robi wrażenie, jakby została naprędce skonstruowana dla możliwości pokazania kilku scen, które mogłyby się podobać wielbicielom mrocznych klimatów. Przeważnie są to obrazy kolejnych zbrodni, malowniczo sfilmowane, dowodzące, że reżyser na pewno długo nie mógł zasnąć po pierwszym seansie „Siedem”. Problem w tym, że wychodzące w trakcie śledztwa irracjonalność i pokrętność w postępowaniu mordercy powoduje, że po pewnym czasie dystansujemy się do jego działań a kolejne krwawe szczątki zaczynamy traktować jedynie w kategoriach estetycznych. Poczynania zwyrodnialca zdają się być pozbawione logiki. W toku śledztwa dowiadujemy się, że w absurdalnie makabryczny sposób okaleczał swoje ofiary PO ich śmierci, by zmylić tropiących go stróżów prawa, jednocześnie układał z nich upiorne łamigłówki, które nie tylko pomagają połączyć zbrodnie ze sobą, ale dają wręcz trop do dalszych poszukiwań. Morderstwa dokonywane są w konkretnym, rzecz by się chciało „pragmatycznym” celu, jednak cały powstały przy okazji teatr makabry powoduje, że naprawdę ciężko nam zrozumieć pobudki działań sprawcy. Kiedy poznamy już zbrodniarza, jego ideologię i motywację, wystarczy przypomnieć sobie scenę z psami na polu w okolicach jednego z morderstw, by irracjonalność podobnych działań kazała nam stuknąć się w głowę. Podobnych niekonsekwencji zdaje się być więcej – wystarczy przytoczyć dziwaczne zachowanie duchownego, granego przez Donalda Sutherlanda, który podrzuca wskazówki, mogące pomóc w ujęciu mordercy, co wydaje się co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę jego późniejsze postępowanie. W zainteresowaniu tokiem wydarzeń nie pomaga niestety również główna bohaterka filmu, szeryf Hazel Micallef, grana przez Susan Sarandon. To nieomalże grzech mieć na planie tak genialną aktorkę i kazać jej być kopią Frances McDormand i jej roli w „Fargo” braci Cohen. Stłamszona charyzma gwiazdy powoduje, że mamy wrażenie, iż obserwujemy łabędzia z podwiązanymi skrzydłami, który może by i chciał wznieść się w przestworza, ale nie jest w stanie, przez co traci zainteresowanie lotem i znudzony krąży po jeziorze. Ciekawie napisana bohaterka, co zapewne jest pokłosiem powieści, uparta i cyniczna, odnosząca się z dużym dystansem i szorstkością do otoczenia, nadużywająca leków i alkoholu, powinna być lokomotywą tego dzieła. Niestety reżyser nie wie, jak tą lokomotywę uruchomić, przez co postać pozostaje papierowa i nie przekonuje – nawet pomimo tak charakterystycznej aktorki, jak Sarandon. Dużego pola do popisu nie miała również Ellen Burstyn, grająca nieco nadopiekuńczą matkę głównej bohaterki. Aż żal patrzeć na taki dostojny duet, między którym nie ma szansy zaiskrzyć, bynajmniej nie z winy obu wybitnych aktorek. Zupełnie niezrozumiałym wydaje się również wzbogacanie fabuły o wątki poboczne w stylu romansu głównej bohaterki z żonatym mężczyzną, zważywszy, że wątek ten nie wnosi absolutnie nic do fabuły, wcale też nie wzbogaca portretu pani szeryf, która miała nam się jawić, jako osoba gardząca i uciekająca przed życiem, a wygląda co najwyżej na znudzoną. Nawet przerażające zbrodnie zdają się nie robić na niej większego wrażenia. Na tym banalnym tle doskonale wypada za to tajemniczy zielarz – kaznodzieja, rewelacyjnie grany przez Christophera Heyerdahla, krążący po okolicy i zdający się mieć coś wspólnego z odbywającym się festiwalem zbrodni. Jego spokojny, uprzejmy sposób bycia, wyciszony głos i hipnotyczne spojrzenie sprawiają, że nie trudno uwierzyć, że potrafił oczarować swoich rozmówców. Wielka, autorytarna postura przy jednoczesnej kojąco serdecznej fizjonomii i dobrotliwym uśmiechu, składają się na jedną z ciekawszych, tajemniczych postaci z jakimi można się było spotkać w ostatnim czasie na ekranie. Epizod spotkania zielarza z małą, chorą dziewczynką i jej matką to jeden z najjaśniejszych i najbardziej elektryzujących momentów filmu. Niestety, sceny takie nie pomagają stworzyć jednorodnej, intrygującej całości. Mimo w miarę sprawnie prowadzonej narracji, film nie potrafi sprawnie budować prawdziwego napięcia, mimo, iż kilka jego fragmentów skutecznie przykuwa uwagę. Historię można obejrzeć więc z pewnym zainteresowaniem, niestety bez większego zaangażowania emocjonalnego. A szkoda, bo mając do dyspozycji świetny zespół aktorów oraz intrygującą w gruncie rzeczy tematykę, można było z tego dziełka wycisnąć dużo więcej, tym bardziej, iż reżyser kilka razy udowadnia, że smykałkę do konstruowania porywających scen posiada. Duża w tym na pewno wina scenariusza, który zwyczajnie nie przekonuje. Pragnie poruszać poważne kwestie egzystencjalne, zahaczać o tematy wiary i zaufania Bogu czy poszukiwań sensu życia, cierpienia i śmierci, ale przemyka jedynie po powierzchni sygnalizowanych zagadnień, nie umiejąc zadać ważnych pytań, ani tym bardziej nie próbując szukać odpowiedzi. Nawet sugerująca paranormalny finał pointa opowieści nie jest w stanie pozostawić w nas metafizycznego niepokoju. Byłoby to wybaczalne przy filmowej jatce w rodzaju „Piły”, twórcy jednak zdają się mieć większe ambicje, którym nie do końca potrafią sprostać, nie umiejąc się zdecydować, czy ich film jest wytrawnym dramatem z elementami thrillera, czy mroczną sensacją ze złudnie brzmiącą nutą metafizycznej tajemnicy. Przedstawiona problematyka zdaje się być jedynie płótnem, na którym twórcy zdecydowali się odmalować kilka szokujących, nieprzyjemnych obrazków. Wizualną siłę przekazu próbują wspomagać spokojne i barwnie stonowane zdjęcia Davida Roberta Jonesa, ukazujące zimne przedwiośnie kanadyjskiej prowincji, skąpane w zgniłych zieleniach i brudnych żółciach, które dodają opowieści mrocznego chłodu, jednak nie wybijają się ponad standard, który już ćwierć wieku temu wyznaczyło „Milczenie owiec”, a utrwaliło „Z archiwum X”. Porównania to zacne i zapewne pozwalające spodziewać się estetycznej satysfakcji, niemniej nadal pozostaje to zaledwie kopią lepszych oryginałów.

Tym samym „Wezwanie” staje się filmem niespełnionych nadziei – intrygujący splot fabularny, ciekawie wymyśleni bohaterowie, grani przez wybitnych aktorów, mroczny klimat, na tle którego wybrzmieć by mogło z dużą siłą kilka ważnych i niełatwych pytań, które twórcy próbują stawiać, nie przekłada się na zadowalający efekt. To obraz niezły, ale pozostawiający z poczuciem niedosytu. Koszmar ukazanych zbrodni może co wrażliwszych widzów przyprawić o ruchy w żołądku, duszy jednak dzieło Stonea poruszyć nie potrafi.

Screeny

HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014) HO, CALLING, THE (2014)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka przykuwających i zapadających w pamięć scen, świadczących o talencie reżysera
+ świetna rola Christophera Heyerdahla
+ przyjemny, chłodny, mroczny klimat

Minusy:

- zbyt odtwórcze zapatrzenie reżysera na klasyki thrillera w stylu „Siedem” czy „Fargo”
- powierzchowny i nieprzekonujący scenariusz
- słabo poprowadzone postacie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -