Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CÓRKI DANCINGU

CÓRKI DANCINGU

Córki dancingu

ocena:6
Rok prod.:2015
Reżyser:Agnieszka Smoczyńska
Kraj prod.:Polska
Obsada:Marta Mazurek, Michalina Olszańska, Kinga Preis, Andrzej Konopka, Jakub Gierszał, Zygmunt Malanowicz, Magdalena Cielecka, Katarzyna Herman
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:
M@rio - 7

Nasze wyobrażenie istot zwanych syrenami ukształtowały dwa teksty kultury. Pierwszym jest bajka Hansa Christiana Andersena „Mała syrenka”, w którym tytułowa bohaterka w imię miłości do człowieka wyrzekła się nie tylko swej rybiej postaci, ale także dała sobie odebrać zdolność mowy. W „Odysei” Homera syreny zamieszkujące skrawek lądu między wyspą Kirke a Skyllą i Charybdą były monstrami, które swym cielesnym powabem oraz pięknym głosem nęciły przepływających obok nich żeglarzy. Ci zawładnięciu pożądaniem rozbijali swe statki o skały i stawali się pożywieniem dla krwiożerczych famme fatale. W filmie „Córki dansingu” jego autorka, Agnieszka Smoczyńska, postanowiła wykorzystać oba wizerunki syren, by opowiedzieć bajkę o czasach późnego PRL-u, którego szarą nijakość próbują ubarwiają dansingi i rzeczone zjawiskowe istoty z rybimi ogonami.

W warszawskiej „Adrii”, podczas dancingów występy zespołu Figi i Daktyle uświetniają nowe piękne artystki, Złota i Srebrna. Do lokalu dziewczyny trafiają prosto z wód Wisły, tam bowiem zwróciły na siebie uwagę imprezujących trojga członków dancingowego bandu. Powabne nastolatki dzięki odpowiedniej promocji właściciela lokalu szybko stały się ulubienicami publiczności. Złotej ludzki świat szybko przestaje się podobać, jego drapieżność i bezwzględność wyzwalają w syrenie zwierzęce instynkty. Srebrna zakochuje się w basiście Fig i Daktyli, gotowa jest poświęcić się miłości bez reszty. Chłopak jednak nie traktuje uczucia syreny poważnie, bardziej fascynuje go jej seksualna natura. Niedopasowanie reprezentantów obu światów doprowadza do coraz gwałtowniejszych antagonizmów.

Gdzieś w połowie seansu „Córek dancingu” orientujemy się, że treść pełni służebną rolę wobec formy i podobnie jak w postmodernistycznych zabawach gatunkami, rządzi nią pewna umowność. Nie znajdziemy w niej głębszego przesłania, błyskotliwych refleksji czy intrygujących spostrzeżeń. Bo to bajka oferująca prosty przekaz i jasny podział na szlachetność i podłość. Z jednej strony mamy quasi siermiężną peerelowską rzeczywistość, z drugiej syreny choćby na chwilę czyniące ją barwną i interesującą. Pracownicy Adrii oraz goście lokalu nie mają nic do zaoferowania, żyją teraźniejszością, pragną zabawy, pieniędzy i wódczanego oszołomienia. Dziewczyny początkowo dostosowują się do tej rzeczywistości, z czasem jednak Srebrna chce czegoś prawdziwego i pięknego – miłości. Są więc „Córki dancingu” po wielokroć już widzianą w kinie opowieścią o dojrzewaniu, potrzebie akceptacji i głębszego, szczerego uczucia, a tym samym jest to także historia o młodości i zachłystywaniu się możliwościami, jakie oferuje dorosłość.

Ale jak wspomniałem wyżej to nie fabuła w filmie Smoczyńskiej jest najważniejsza, a forma, jaką się posłużono do jej przedstawienia. „Córki dancingu” to przede wszystkim bajka i to na dodatek z morałem. Akcja rozgrywa się niby w Warszawie, niby umieszczono ją w latach 80., ale i czas, i miejsce reżyserka umieszcza w cudzysłów, traktując obie kategorie świata przedstawionego z iście bajkową umownością. Mamy Adrię, mamy Fiaty 125p na ulicach, ale choćby ubrania nie pasują do siermiężnego komunizmu, a i sporo rekwizytów też wygląda bardzo współcześnie. Nie ma to jednak znaczenia, ponieważ czas i miejsce akcji podporządkowane są zabawie konwencjami i gatunkami, dla której „Córki dancingu” zrealizowano. Smoczyńska non stop ryzykuje, opakowuje historię w estetyczne skrajności, nieustannie stara się wydostać z kolein fabularnych schematów. Właściwie od pierwszych minut seansu kicz idzie w parze z wyrafinowaniem, horror ustępuje miejsca komedii, zaś rozświetlony feerią barw musical płynnie zmienia się w kino obyczajowe. Na filmowy realizm magiczny „Córek dancingu” składa się i mroczny oniryzm, i niemalże lynchowska dziwaczność, i obrazki z życia Polaka koniecznie z butelkami wódki w tle. Ogląda się to wszystko z niekłamaną przyjemnością, bo nie wiemy, czy będziemy mieli do czynienia z kolejnym pełnym energii „układem muzyczno-tanecznym”, czy ze sceną gore, a może naturalistycznymi scenami erotycznymi. Od czasu do czasu, w drugiej połowie filmu, ze zwiększoną intensywnością reżyserka serwuje nam sekwencje z pogranicza sennego koszmaru i jawy, nie żeby nadać filmowi dodatkowe, alegoryczne znaczenie, ale po to, by przygotować widza do koszmarnego, choć łatwego do przewidzenia, jak to w bajkach, zakończenia.

Zdecydowanie na plus należy zapisać „Córkom dancingu” kreacje aktorskie. Marta Mazurek i Michalina Olszańska w rolach Srebrnej i Złotej, zwłaszcza ta pierwsza, kradną całe show pozostałej ekipie. Młode aktorki potrafią oczarować swą niewinnością, ale też porazić dojrzałym pięknem, a kiedy trzeba wystraszyć zimną bezwzględnością. Przez dystans z jakim podeszli do swoich ról, świetnie wypadają Kinga Preis i Zygmunt Malanowicz (szkoda, że tego formatu aktora tak rzadko można oglądać w polskich filmach). Niewiele do grania mieli Andrzej Konopka i Jakub Gierszał. Pierwszy to zakulisowy lider zespołu, dość prymitywny, ale za to skuteczny w trzymaniu wszystkich za mordę. Drugi zaś to młody, pozbawiony moralnego kośćca chłopak, dla którego najważniejsza jest „wolność, zabawa i dziewczyna młoda”.

Mnie jednak film nie zachwycił aż tak bardzo, jak choćby publiczność na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Na pewno jest to coś innego w polskim kinie, nieoczywistego, opowiedzianego w sposób nowoczesny przez kogoś, kto czuje kino i wie, w jaki sposób dzisiaj powinno je się kręcić. I tak jak podczas seansu film przykuwał do ekranu przez swą warstwę wizualną, tak pozostawił z uczuciem niedosytu po projekcji. Zabrakło mi w „Córkach dancingu” większego zdyscyplinowania narracyjnego i zawarcia w fabule wątków będących wyjściem poza formułę „chodź, opowiem ci bajeczkę”. Bajka bowiem powinna w widzu coś pozostawić, powinna nauczyć go patrzeć na widziany codziennie świat. A u Smoczyńskiej poza prawdami oczywistymi, że każdy może kochać, że młodość ma swoje prawa, że inny może być bardzo wrażliwą duszą, że między miłością a nienawiścią granica jest bardzo cienka, niczego nowego się nie dowiedziałem. Za dużo też według mnie jest w filmie scen balansujących na pograniczu snu i jawy, jakby reżyserka dopowiedzenie sobie wielu pełnych części historii chciała zrzucić na nas. Tak chwyt jest łatwy – nakręcić coś dziwnego, mrocznego i wieloznacznego – bo każdy widz zinterpretuje to na swój sposób i dopasuje to, niczym elastyczne puzzle, do całości. Tak jest chociażby z wątkami postaci granymi przez Cielecką, Herman czy Marcina Kowalczyka. Przez to zamiast zwartej, mocno oddziałującej na wyobraźnię i emocja widza opowieści (a „Córki dancingu” miały na to papier) dostaliśmy film chwilami chaotyczny, którego narracyjnym uporządkowaniem mamy zająć się my, odbiorcy.

Nie zmienia to jednak faktu, że z takimi filmami – oryginalnymi, świetnie nakręconymi, a przede wszystkim pomyślanemu przez ludzi potrafiących opowiadać obrazem – chciałoby się mieć do czynienia jak najczęściej.

Screeny

HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU HO, CÓRKI DANCINGU

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zdjęcia, montaż i reszta wizualnej strony filmu
+ sporo fajnie zaaranżowanej muzyki
+ nie straszy, ale horroru trochę jest
+ solidne kreacje aktorskie
+ sprawdza się też jako czarna komedia
+ zabawa gatunkami i konwencjami

Minusy:

- zbyt ubogi w treści
- narracyjny chaos w drugiej części filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -