Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CABIN FEVER (2016)

CABIN FEVER (2016)

Cabin Fever

ocena:5
Rok prod.:2016
Reżyser:Travis Zariwny
Kraj prod.:USA
Obsada:Matthew Daddario, Gage Golightly, Louise Linton, Ted Pfeifer, George Griffith, Randy Schulman, Samuel Davis
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Chyba przyzwyczailiśmy się już do tego, że w Fabryce Snów dokonuje się przeróbek nie tylko filmów sprzed kilkudziesięciu laty, ale także nowych obrazów z Europy czy Azji. Kombinat filmowy musi przynosić zyski, a przemysł kinowy to jeden z filarów gospodarki amerykańskiej, nic zatem dziwnego, że sposobów zarobienia szuka się wszędzie. Ale nie przypominam sobie sytuacji, w której na nowo realizowany byłby amerykański film, na dodatek hit, który powstał już w XXI wieku. Z takim kuriozum mamy do czynienia w przypadku „Cabin Fever”. Słynny horror Eliego Rotha - naprawdę niezły, który i dzisiaj ogląda się z przyjemnością – powstał w 2002 roku. Niedawno na ekranach amerykańskich kin gościł remake tej historii, tym razem w reżyserii niejakiego Travisa Zariwnego.

Pięcioro przyjaciół wyrusza w góry. W nieźle odpicowanej chacie należącej do matki jednego z bohaterów postanawiają się dobrze się bawić. Dwoje z nich to para, kolejnych dwoje sparować się pragnie, pięty to uzależniony od gier komputerowych geek, który na kilka dni postanowił zamienić gamepada na... karabin. Jakiś czas bohaterowie rzeczywiście „trawią” na relaksowanie się – seks, alkohol, trawę i strzelanie w lesie do urojonego przeciwnika. Pewnego wieczoru jednak pod drzwi ich chaty trafia broczący krwią mężczyzna. Zamiast mu pomóc młodzi ludzie przeganiają go w dość okrutny sposób.

Po co powstał remake „Cabin Fever”? Jedyną odpowiedzią, jaka przychodzi mi do głowy, to że dla pieniędzy. Jak wspomniałem wyżej, wersja Eliego Rotha to kawałek fajnego, bezpretensjonalnego straszydła, który przykuwał do ekranu odpowiednim tempem oraz niezłymi jak na horror za niewielkie pieniądze efektami gore. Gdyby jeszcze twórcy „Cabin Fever” A.D. 2016 postanowili inaczej opowiedzieć historię, na nowo rozłożyć akcenty, dodać coś, co uczyniłoby fabułę zaskakującą, ale nie, Roth i Zariwny pokazali właściwie to samo, co pierwszy zrobił czternaście lat wcześniej.

Od strony realizacyjnej trudno cokolwiek zarzucić nowemu „Cabin Fever”. Świetnie dobrane przestrzenie – przepiękne jezioro otoczone lasem, zapierające dech widoki na porośnięte drzewami wzgórza – dzięki licznym ujęciom pokazano tak, że aż chce się tam być. Każdy ruch kamery jest przemyślany i idealnie dopasowanych do charakteru sceny czy sekwencji. Podobnie rzecz się ma z efektami specjalnymi. Charakteryzacja przez to, że w minimalnym stopniu zasilona animacją komputerową, robi wrażenie i choć na chwilę pozwala zapomnieć o niepotrzebności całego przedsięwzięcia. Kto wie zresztą, czy tego filmu nie nakręcono po raz wtóry właśnie dla trików gore, których nie ma aż tak dużo, ale kilka z nich naprawdę zapada w pamięć. Początkowo wszystko dość wolno się rozkręca, ale kiedy już bohaterowie zaczną walczyć z chorobą, a także z miejscowymi, którzy zrobią wszystko, by zdusić w zarodku rozprzestrzenianie się epidemii, trup zaczyna ścielić się gęsto, a akcja nabiera odpowiedniego tempa i nie zwalnia do samego końca.

Czym zatem różni się nowa wersja „Cabin Fever” od wcześniejszej? O liftingu strony wizualnej pisałem już wyżej. Roth i Zariwny postanowili także między wierszami pośmiać sie z mód, jakim ostatnimi czasy oddaje się trochę starsza młodzież. Jedna z bohaterek nie odkleja się od smartfona, non stop robi selfie i boleje wielce nad tym, iż przez brak internetu na zadupiu słitfociami nie może podzielić się ze światem. Co więcej, ta sama bohaterka nie przestaje się fotografować nawet wtedy, gdy całe ciało pokryte ma broczącymi krwią ranami. Inny bohater, niewidzący świata poza grami, także z trudem sobie radzi bez komputera podłączonego do sieci. Ale dla chcącego nic trudnego – zapaleniec zawsze sobie poradzi, bo jak nie ma wirtulanego świata, to przerobi real na grę. Oprócz dwojga wspomnianych jest jeszcze jeden „bohater naszych czasów” – synek bardzo bogatej mamusi, który dzięki niej ma domek, wypasiony samochód i brak jakichkolwiek zmartwień. Ale kiedy na horyzoncie pojawia się problem i nie ma mamusi, która się z nim zmierzy, nasz „mężczyzna” bierze sześciopak piwa i ucieka gdzie pieprz rośnie.

U Zariwnego więcej też niż w oryginale sprzed kilkunastu lat jest czarnego, nie do końca poprawnego politycznie humoru (aczkolwiek bez jazdy po bandzie). Początkowo służy on do wskazania różnic między bogatymi mieszczuchami, a wiecznie zajętymi pracą „wieśniakami”. Z czasem humorystyczne szpile wbijane są każdemu i w każdej sytuacji. Nie oszczędza się nawet tych, którzy krwawiąc i wymiotując własnymi wnętrznościami resztkami sił starają się utrzymać przy życiu.

Dla trochę starszego fana kina grozy „Cabin Fever” A.D. 2016 to film z kategorii „zbędny i niepotrzebny”. Zapewne na promocyjny haczyk mieli się złapać widzowie, którzy w 2002 roku mieli po kilka lat i nie oglądali jeszcze horrorów, a tym samym nie wiedzieli, kim jest Eli Roth. I chyba to dla nich przygotowano ten film – nieangażujący, ale solidnie zrealizowany, z dobrymi efektami gore i kilkoma ujęciami „cycków” w pełnej krasie.

Screeny

HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016) HO, CABIN FEVER (2016)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobrze się ogląda
+ plenery
+ efekty gore
+ tych, którzy nie widzieli wersji wcześniejszej, będzie trzymał w napięciu

Minusy:

- dla pozostałych to film zbędny, który powstał, by z pomysłu wycisnąć jeszcze trochę pieniędzy

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -